Premiera HBO GO: “Cicha impreza” – czyli co się dzieje, kiedy o wszystkim decydują mężczyźni

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Fot. HBO GO
Najsmutniejsza jest w tym filmie kobieta. A właściwie jej społeczna rola i postrzeganie jedynej heroiny tego dramatu przez otaczających ją facetów. Teoretycznie całkiem, całkiem, w praktyce żałośnie, bo kobieta i jej wybory po prostu nie mają tu znaczenia. Bo choć bohaterka bryka i wierzga, to o wszystkim, co z nią związane, decydują mężczyźni.

Zobacz wideo: Abonament RTV - pojawiły się nowe zasady i... zapłacimy więcej

„Cicha impreza” to opowieść o zbrodni i zemście, opowiadana hipnotycznie – choć w smacznie archaicznym stylu - i na pewno zostawiająca nas z paroma pytaniami. Choć z drugiej strony hipnotyczność sprawia, że film momentami monotonnieje... W każdym razie ta cieplutka premiera HBO GO to ciekawostka. Szczególnie, że to premiera argentyńska, a tamtejsze kino ma u mnie - od czasu „Dzikich historii” - mocarny kredyt zaufania.

Tak więc przenosimy się gdzieś na argentyńską prowincję. Dostatnią, żeby było jasne. Para koło czterdziestki dociera do posiadłości ojca panny - następnego dnia ma się odbyć ich ślub. Robi się z lekka nerwowo, jak to przed ślubem, szczególnie, że para specjalnie do siebie nie pasuje. Co oczywiście niczego nie przekreśla, bo w końcu ludzie od siebie różni potrafią wieść życie znacznie ciekawsze, niż ci, co są zgodni aż do zanudzenia. Panna, nieco zmęczona alkoholem, rusza do posiadłości obok, gdzie gromadka dwudziestolatków urządziła sobie „silent party” – imprezę w ciszy ze słuchawkami na uszach. No i tam szybko robi się nieciekawie.

„Cicha impreza” to przede wszystkim transowa opowieść, ale ów motyw roli kobiety w wykształconym, dostatnim, pozornie spokojnym świecie robi wrażenie. Wszystko odbywa się tu bowiem jakby ponad nią. Decyzje podejmuje ojciec – adwokat z jakąś taką niezbyt czystą kartą – albo narzeczony, który mimo pozorów dba o tradycyjny podział ról. Dla ojca – z którym kobieta pozostaje w dziwnej relacji - wciąż jest zresztą „jego księżniczką”, a nie dorosłą osobą. Kiedy zostaje wykorzystana na imprezie młodzianków i przychodzi czas na zemstę, też zaczynają zajmować się nią faceci. Bo w męskim świecie jakoby zmieniło się wszystko, a nie zmieniło się nic.

Co my tu jeszcze mamy? I ładnie rozrysowane postacie, konflikty i relacje w fazie ekspozycji, i portret trzech pokoleń – 60, 40 i 20-latków – z ich podejściem do świata, i opowieść o tym momencie życia, w którym na moment tracimy czujność, bo zbytnio ufamy bliźnim i sobie. A później nic już nie jest takie samo. No i mamy jeszcze klasyczny motyw moralnej huśtawki, w którym złym dzieje się źle, ale my zaczynamy się zastanawiać, czy w tym wszystkim pozostaje jeszcze cokolwiek dobrego. Bo jasne, kochamy, jak zbrodnia zostaje ukarana, ale coś w główce zgrzytać nam zaczyna…

Cóż, „Cicha impreza” to film kameralny, rozegrany na parę osób, wykorzystujący chwyty kina niezależnego. Drażni to, że wszystko jest tu zbyt oczywiste, bo czytamy tę opowieść od pierwszej chwili. Szczerze mówiąc po ciekawej ekspozycji czekałem na to, że twórcy filmu jakoś złamią schemat, ale skończyło się na czekaniu. A kino niestety wymaga choć tej odrobinki tajemnicy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie