Przyrodo, chroń ranczo wójta!

Grażyna Ostropolska
Wójt Białych Błot blokuje budowę osiedla w sąsiedztwie swojego domu, a działki zakupione przez inwestorów usiłuje przekształcić w park krajobrazowy. Czy rzeczywiście chodzi tutaj wyłącznie o dobro gminy?

Wójt Białych Błot blokuje budowę osiedla w sąsiedztwie swojego domu, a działki zakupione przez inwestorów usiłuje przekształcić w park krajobrazowy. Czy rzeczywiście chodzi tutaj wyłącznie o dobro gminy?

<!** Image 2 align=none alt="Image 174714" sub="Na tym ustroniu, w sąsiedztwie posiadłości wójt Katarzyny Kirstein-Piotrowskiej, inwestor chciał postawić swój dom,
a nieopodal: osiedle domków jednorodzinnych.
Okazało się jednak, że nie jest to takie proste... Fot. Tymon Markowski">Jak daleko może się posunąć wójt w swojej „samorządności”? Ten przykład pokazuje, że bardzo daleko.

- Miałem pecha. Zaplanowałem budowę swojego domu oraz osiedla mieszkaniowego w sąsiedztwie ustronnego „rancza” pani wójt i... mam „pod górkę” - skarży się przedsiębiorca budowlany Waldemar Kusz. Pokazuje malowniczy teren obok domu wójtowej, gdzie chce zamieszkać, i pobliską polanę, gdzie wraz z panem M., drugim inwestorem, zamierza postawić 69 domków.

Problem w tym, że na zamierzeniach ta idylla się kończy. Od dwóch lat Kusz nie może rozpocząć inwestycji, rośnie mu za to sterta korespondencji z gminnym urzędem w Białych Błotach. Przypomina grę w okręty w wersji „trafiony - zatopiony”.

Już pierwsze trafienie omal inwestora nie zatopiło. - Uzgadniałem techniczne możliwości przyłączenia zakupionych działek do sieci gazowej, energetycznej i wodociągowej, a urzędnicy, znając moje plany, błyskawicznie zmieniali zapisy w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Białe Błota - twierdzi Waldemar Kusz. Pokazuje świeże mapy, z których wynika, że zakupione przez niego grunty (łąki i nieużytki) gmina zamierza przeznaczyć się na...

zespół przyrodniczo-krajobrazowy

- Obejmie on miejsce zamieszkania pani wójt, otoczone lasem i prywatnymi kilkudziesięciohektarowymi nieużytkami, i uchroni ją od niepożądanego sąsiedztwa - zauważa przedsiębiorca i sugeruje, że wygląda mu to na prywatę, która wójtowej nie przystoi.

Katarzyna Kirstein-Piotrowska, wójt gminy Białe Błota, stanowczo takim sugestiom zaprzecza. Jest na urlopie i do rozmów o inwestycji w Murowańcu upoważnia swojego zastępcę Krzysztofa Jankowskiego.

<!** reklama>- W starym studium ten teren również nie był przeznaczony pod zabudowę, a propozycja, by stworzyć tu strefę krajobrazu chronionego, wyszła nie od pani wójt, tylko od Nadleśnictwa Bydgoszcz - przekonuje Krzysztof Jankowski. Dowodem ma być pismo zastępcy nadleśniczego Andrzeja Białkowskiego, które wójt gminy Białe Błota otrzymała 14 grudnia 2009 roku.

Jest tam, m.in., wniosek o objęcie ochroną obszaru łąk między wsiami Murowaniec i Drzewce.

- To niezwykła zbieżność zdarzeń i dat, bo o naszych planach budowy w tym miejscu osiedla wójtowa dowiedziała się w październiku 2009 roku, czyli dwa miesiące wcześniej - konstatuje Waldemar Kusz. Zapewnia, że nikt mu wtedy o ochronie krajobrazu na tym terenie nie wspominał, więc przygotował projekt osiedla. - Przedstawiłem go wójtowej w grudniu 2009 roku i usłyszałem: „Dlaczego akurat tutaj i...

dlaczego tak dużo?

...Prywatnie jestem przeciwna temu przedsięwzięciu, ale jeśli prawnie wszystko będzie OK, to nie będę stwarzać trudności.”

Słowa Katarzyny Kirstein-Piotrowskiej inwestor przyjął za dobrą monetę i w kwietniu 2010 roku złożył wniosek o ustalenie warunków zabudowy dla pierwszych 18 domków między ulicami: Stokrotki i Szeroką w Murowańcu. Zatrudniona przez gminę urbanistka Irena Kladzińska-Wituska nie widziała przeszkód do wydania pozytywnej decyzji i tak ją uzasadniła: „Potwierdzono, że teren objęty decyzją ma dostęp do drogi publicznej, nie wymaga uzyskania zgody na zmianę przeznaczenia gruntów na cele nierolnicze i nieleśne, a istniejące i projektowane uzbrojenie jest wystarczające do planowanego zamierzenia budowlanego”.

Gmina utwierdza inwestora w przekonaniu, że nie jest przeciwna budowie. Prowadzi z nim rozmowy na temat dróg (przedsiębiorca deklaruje wyłożenie 1,5 mln zł na ich budowę), zezwala na zwózkę i składowanie ziemi na jego działkach. Tak jest w maju, bo już w czerwcu 2010 roku to pozwolenie cofa. Oskarża inwestora o dewastację gruntów rolnych przez samowolne rozprowadzanie ziemi i utwardzenie gruzem bezprawnie wytyczonej drogi. Nakazuje przywrócenie poprzedniego stanu działek. Od tej pory wszystko idzie mu...

jak po grudzie

- O tym, że są zmiany w studium, czyniące park krajobrazowy z naszych prywatnych działek i że pani wójt zgłasza na czerwcową sesję projekt uchwały o przystąpieniu gminy do sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, dowiedziałem się ostatni - twierdzi Waldemar Kusz.

- Ogłoszenia o wyłożeniu studium były zamieszczone w gazecie i w Internecie, więc każdy mógł się z nimi zapoznać - zauważa z kolei wicewójt Krzysztof Jankowski.

Decyzje pani wójt wywołują w gminie burzę. Buntują się właściciele innych działek, objętych krajobrazową ochroną: - Nasza własność straci na wartości, bo samego krajobrazu nikt nie kupi, za to posesja pani wójt zyska przyrodniczą otulinę, co podniesie jej cenę - wskazują. Niepokoją się też radni. Wytykają, że wójt naruszyła zasadę konsultacji społecznych i równego traktowania właścicieli nieruchomości. Przypominają, że gruntów nie można objąć ochroną, bo ktoś tak chce, tylko trzeba wykonać ekologiczne analizy.

Dochodzi do ugody: pani wójt wycofuje wniosek uchwały, a inwestorzy swoje wnioski o ustalenie warunków zabudowy. Radni przeprowadzają wizję lokalną w Murowańcu i na wrześniowej sesji odrzucają wniosek wójta o sporządzeniu planu, z wpisaniem tam zespołu przyrodniczo-krajobrazowego. Kolejny pstryczek dla pani wójt to styczniowa uchwała Rady Gminy, która nakazuje jej wycofanie ze studium zapisu o utworzeniu zespołu przyrodniczo-krajobrazowego (między ul. Stokrotki, gdzie sama mieszka, a ul. Szeroką) i przeznaczenie tego terenu, m.in., na cele mieszkaniowe. Radni przypominają, że istnieje tam już prywatna zabudowa mieszkaniowa i ustanowienie tam zespołu krajobrazowego stanowiłoby...

ewenement w skali kraju

Wydawałoby się, że uchwały gminnej rady zapalą inwestorom zielone światło. - Jest wręcz przeciwnie, urzędnicy piętrzą przed nami schody i robią wszystko, by nie dopuścić do powstania domów w sąsiedztwie pani wójt - twierdzą inwestorzy. Zarzucają pani wójt celową opieszałość w podejmowaniu decyzji, piszą na nią skargę do Rady Gminy, domagają się kontroli jej nieracjonalnych, jak twierdzą, działań.

- W październiku ponownie złożyliśmy wnioski o ustalenie warunków zabudowy (poprzednie wycofali w czerwcu, w ramach ugody), ale pani wójt przez dwa miesiące nie podjęła decyzji o ich rozpatrzeniu, a potem co jakiś czas informowała nas o przedłużeniu terminu rozpatrzenia sprawy, tłumacząc to koniecznością ponownych uzgodnień - mówi Waldemar Kusz.

- Wprawdzie SKO zarzuciło nam ponadmiesięczną bezczynność w sprawie wydania decyzji, ale tłumaczy nas to, że sprawa była niezwykle skomplikowana i wymagała licznych uzgodnień - tłumaczy wicewójt Krzysztof Jankowski.

Kusz zaś przypomina, że gmina niczego uzgadniać nie musiała, bo wszystkie dane, dołączone do wcześniejszego wniosku, były aktualne. - Determinacja w uniemożliwieniu mi budowy doprowadziła Urząd Gminy do tego, że zlecił odpłatne wykonanie opinii trzem innym urbanistom, by wykazać, że ta pierwsza, sporządzona przez architekt Kladzińską-Wituską, była zła - uważa przedsiębiorca.

Przypomina słowa pani wójt z naszej majowej publikacji („Witamy w ranczu Białe Błota”) o niezależności urbanisty, którego gmina wybiera w przetargu i nie ingeruje w jego opinie. - Pani Kladzińska-Wituska tę niezależność przypłaciła tym, że mimo iż złożyła najniższą ofertę cenową, ostatni gminny przetarg przegrała - twierdzi Kusz.

- Zapewniam, że powód odrzucenia oferty pani Kladzińskiej-Wituskiej był inny, choć przyznam, że zdziwiła nas szybkość, z jaką podjęła ona decyzję o ustaleniu warunków zabudowy dla inwestycji pana Kusza - ripostuje Andrzej Wiekierak, kierownik gminnego referatu gospodarki przestrzennej.

Warto wiedzieć

Rada Gminy gani wójta

  • Rada Gminy Białe Błota uznaje za zasadną skargę Waldemara Kusza na działalność wójta i tak to uzasadnia: „Po ustaleniach z sesji, Urząd Gminy winien niezwłocznie wydać inwestorom decyzję o warunkach zabudowy.”
  • Zamiast tego wójt zlecał urbanistom wydanie kolejnych decyzji, ponosząc nieuzasadnione koszty oraz przedłużając załatwienie sprawy.
  • Dopiero czwarty z kolei urbanista wytknął brak dostępu z ul. Stokrotki do drogi publicznej, podczas gdy jego poprzednicy tego nie zauważali. To zrodziło podejrzenie, że nowe opinie mogły być tworzone na zamówienie.
  • Tłumaczenia, że zapis o stworzeniu strefy krajobrazu chronionego powstał na życzenie Lasów Państwowych, są dla Rady Gminy nieprzekonujące.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie