Tak gaśnie miłość z ogłoszenia

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Udostępnij:
Przez matrymonialny anons w gazecie szukała uczucia i wydawało się, że je znalazła. Dopiero po czasie zorientowała się, że w nowej znajomości chodzi o coś innego. - Padłam ofiarą oszusta - płacze. - Pieniądze jej oddałem - zarzeka się wybranek. Policja jest bezradna.

Przez matrymonialny anons w gazecie szukała uczucia i wydawało się, że je znalazła. Dopiero po czasie zorientowała się, że w nowej znajomości chodzi o coś innego. - Padłam ofiarą oszusta - płacze. - Pieniądze jej oddałem - zarzeka się wybranek. Policja jest bezradna.

<!** Image 2 align=right alt="Image 165378" sub="- Przełamałam wstyd. Trudno mi było na policji opowiadać, jak zostałam oszukana. Przekazałam wiele informacji o Januszu Patyku i nie mogę uwierzyć, że rozpłynął się w powietrzu - mówi Teresa Michałowska. / Fot. Jacek Smarz">Teresa Michałowska z Torunia ma 66 lat i jest wdową. Męża miała złotego: pilota wojskowego z charakterem. Dlatego ma słabość do mundurowych. - Ten też mnie tak podszedł. Powiedział, że jest emerytowanym policjantem drogówki z Warszawy. Zaufałam mu - zaczyna opowieść. Podkreśla, że wiele ją kosztuje przełamanie wstydu.

Łysy, ale całkiem przystojny

Owdowiała. Dokuczała jej samotność, więc postanowiła poszukać sobie przyjaciela. Dała ogłoszenie do pisma „Kontakt”. Odpowiedzieli różni panowie. Między innymi ON. - Wysoki, prawie 190 centymetrów wzrostu. Łysy, ale całkiem przystojny. Przedstawił się jako Janusz Patyk. Twierdził, że ma wyższe wykształcenie (kierunek nieznany), jest wdowcem, a mieszka w domku z córką, niewylewającym za kołnierz zięciem i wnuczką - wylicza pani Teresa. - Aha, wpadał do mnie zawsze w przelocie, na trasie swoich interesów. Mówił, że zajmuje się sprzedażą samochodów z Niemiec. Wspólnika miał w Hamburgu.

Pierwsze spotkanie? Styczeń 2010 roku, Toruń. Wszystkie kolejne też w Toruniu. Było całkiem miło. Jeździł srebrnym golfem, którego numery rejestracyjne zapisała. Do siebie nie zaprosił jej ani razu, ale jakoś jej to nie przeszkadzało. Już planowali, że latem pojadą nad morze. Z przyczepą.

<!** reklama>Ubierał się sportowo. Szybko mówił i chodził. Typ kogoś nieustannie zajętego. - Gotową odpowiedź miał na każde pytanie, choć niektóre rzeczy mnie dziwiły. Na przykład, telefony. „Nie mogę dzwonić, bo z Niemiec to dużo kosztuje” - tak tłumaczył długie czasem przerwy w kontakcie - przypomina sobie torunianka.

Wypisałam mu upoważnienie...

- Zaproponował, że dobrze sprzeda mojego fiata sienę. W zamian miał mi sprowadzić jakieś lepsze auto z Niemiec. Najlepiej volkswagena polo. Zgodziłam się - dodaje kobieta. - Wypisałam mu upoważnienie na sprzedaż. Fiat był z 1999 roku, ale w dobrym stanie technicznym. Miał tylko jakieś pięć tysięcy kilometrów na liczniku. Chciałam za niego 6,6 tysiąca złotych.

Janusz Patyk sprzedał auto - jak wynika z kopii umowy - za 4,5 tysiąca złotych. Tę kopię dostarczyć miał pani Teresie jeszcze w marcu. Ale bez pieniędzy. - Wtedy widziałam go ostatni raz. Wpadł do mnie w biegu. Twierdził, ze jest w drodze do Szczecina i że jak będzie wracał, to wejdzie na dłużej. Potem przestał się odzywać. Najwyżej odpowiadał na SMS-y.

Kobieta pokazuje wiadomości, które zachowała w komórce. 10 kwietnia 2010 roku: „Mamy w rodzinie tragedię, a ty mnie tylko denerwujesz. Czy coś się stało? Co ci ukradłem?”. W innej przypomina, jak wygląda sytuacja: „Dałaś upoważnienie do sprzedaży, które jest. Jesteś złośliwa. A ponadto podpisałaś umowę sprzedaży”.

Teresa Michałowska zgłosiła się na policję. Ta toruńska korzystała z pomocy warszawskich kolegów. Przesłuchali oni Oliwię K., która kupiła fiata sienę. Papiery się zgadzały. Jednak do Janusza Patyka śledczy nie dotarli!

<!** Image 3 align=left alt="Image 165378" sub="W jednym z SMS-ów Patyk pisze, że dług odda pocztą. Więc jednak czuł się dłużny... / Fot. Jacek Smarz">Policja nie znalazła

6 grudnia zeszłego roku prokurator Joanna Ziołek z Prokuratury Toruń Centrum Zachód w Toruniu umorzyła to trudne dochodzenie w sprawie przywłaszczenia 4,5 tysięcy zł przez Janusza Patyka. Sprawę pod jej nadzorem prowadził młodszy aspirant Sławomir Woźniak z komisariatu Toruń Śródmieście. W uzasadnieniu umorzenia napisał, między innymi:

„Jak wynika z zawiadomienia, pokrzywdzona poprzez ogłoszenie w piśmie matrymonialnym poznała mężczyznę, przedstawiającego się jako Janusz Patyk. Mężczyzna miał zamieszkiwać w Warszawie (...) Po tym, jak mężczyzna dysponował samochodem, kontakt z nim okazał się znacznie utrudniony. Pokrzywdzona zeznała, iż nie otrzymała VW polo, jak również pieniędzy ze sprzedaży fiata sieny. W toku trwania dochodzenia wykonano szereg czynności procesowych, jak i pozaprocesowych, które nie przyczyniły się do ustalenia osoby, która zbyła przedmiotowy samochód”.

Na zakończenie kilka słów o tym, że mimo umorzenia „dalsze czynności” nie zostaną zaniedbane. Wszystko po to, by „ujawnić nowe okoliczności” oraz ustalić „właściwe dane personalne mężczyzny”.

- Poczułam się, najdelikatniej mówiąc, całkowicie zlekceważona. No, bo jak to? On ciągle używa komórki o tym samym numerze, odpowiada na esemesy. W stolicy stoi moje auto, którego nabywca musi chyba pamiętać, od kogo je kupił, a policja nie może tego człowieka znaleźć?! - denerwuje się pani Teresa.

A my rozmawiamy...

Bez prowadzenia skomplikowanych czynności procesowych, a po prostu dzwoniąc pod podany przez kobietę numer, od razu łączymy się z mężczyzną. - Tak, nazywam się Janusz Patyk. Dotychczas żaden policjant ani prokurator nie chciał ze mną rozmawiać. Ale w razie czego, mogę złożyć wyjaśnienia. Nawet przyjechać do Torunia - twierdzi.

Jest bardzo rozmowny. Sam później dzwoni, bo chce coś dodać. Nie ukrywa się. Informuje, że mieszka na osiedlu domków jednorodzinnych „na przedłużeniu Alei Jerozolimskich”. Mówi, że jest prawnikiem. Oszustem, oczywiście, nie jest. Ba! Jest ofiarą. - Dałem się podejść tej kobiecie jak dziecko - przekonuje.

Jego wersja wydarzeń jest taka. Poznaje kobietę przez ogłoszenie. Owszem, sprzedaje jej samochód, ale czyni tak, jak ona sobie życzy. Co prawda, chciała za auto 6 tysięcy złotych, ale za tyle tego fiacika nikt by nie sprzedał. - Samochód sprzedałem córce sąsiada - mówi. - Pieniądze, razem z kopią umowy kupna-sprzedaży osobiście przywiozłem Teresie do Torunia. Nie brałem żadnego pokwitowania, bo byliśmy przecież przyjaciółmi. Zresztą, ja nie mam dowodu, że jej zapłaciłem, ale i ona nie ma, że nie zapłaciłem!

Potem, jak twierdzi, jeszcze się z panią Teresą widywał. Znajomość jednak postanowił skończyć, bo, najkrócej rzec ujmując, nie spełniała jego oczekiwań. Odradza mi zajmowanie się tematem, bo „po co chodzić po sądach”? Pani Teresie zaś radzi się zastanowić nad konsekwencjami: po pierwsze - zastraszania ludzi, po drugie - zniesławienia, po trzecie wreszcie - wprowadzania w błąd organów ścigania.

Po jakimś czasie dzwoni po raz kolejny i deklaruje, że „ten tysiąc”, którego rzekomo tylko brakuje do 6 tysięcy upragnionych przez toruniankę, wyśle jej pocztą.

Numer? Proszę bardzo

5 stycznia prokurator zdecydował, by umorzone postępowanie podjąć na nowo. Dlaczego? Bo postanowiono zlecić „czynności prawne jednostce w innej miejscowości”.

Cały czas pojawia się jednak pytanie: Dlaczego Janusz Patyk porozmawiał z dziennikarzem, a policjanci, choć mieli jego numer od pani Teresy, nie dostąpili tego zaszczytu? Przez kilka dni męczę nim Wiolettę Dabrowską, rzeczniczkę Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. W środę, ok. godz. 15, wyznaję, że niebawem muszę już oddać gotowy tekst. Pani rzecznik zdradza w rewanżu, że policjant prowadzący sprawę nie ma obecnie numeru do Patyka, bo oddał akta prokuratorowi. Dyktuję numer.

Po kwadransie rzecznik oddzwania i przekazuje: funkcjonariuszowi udało się dodzwonić. Janusz Patyk odebrał i zobowiązał się stawić w piątek (dziś) na komendzie. Ufff.

PS Personalia mężczyzny zostały zmienione.

Warto wiedzieć

Jestem prawnikiem, chwilowo bez gotówki

Współcześni oszuści matrymionialni obojga płci coraz częściej polują na swoje ofiary w Internecie. Ci, którzy do perfekcji opanowali sztukę budzenia zaufania na odległość, wyłudzają pieniądze jeszcze przed pierwszym spotkaniem. Deklarują, że przyjechaliby z drugiego końca Polski nawet już dziś, ale akurat nie mają pieniędzy na bilet. Ofiary ślą więc lub przelewają pieniądze i.... znajomość się kończy.

Internet to tylko narzędzie. Nie zmieniają się za to pewne uniwersalne cechy działania oszustów. Aby zdobyć zaufanie pań, najczęściej twierdzą, że sobą prawnikami, lekarzami, emerytowanymi policjantami czy wojskowymi. Wolą przedstawiać się jako wdowcy niż rozwodnicy czy starzy kawalerowie. Oszustki z kolei już na wstępie lubią podkreślać, że są bezinteresowne. Interesują się jednak zamożnymi panami.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie