Tak się nęka polska cybermłodzież

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
opinia Artur Krause

Fotkę twarzy licealistki spod Brodnicy ktoś wkleił w zdjęcie kobiecego aktu i - wykorzystując telefon komórkowy - rozesłał taki fotomontaż. Dziesiątki, a może setki kopii krążą po regionie. Kolejny młody człowiek przeżywa dramat zafundowany przez rówieśników...

- Kiedyś był obrzydliwy napis na murze, który przeczytało kilkanaście osób, a potem zmył go deszcz. Dziś są komórki i Internet. Wystarczy jedno kliknięcie, wciśnięcie jednego klawisza i setki ludzi dowiadują się, że „Ewka to zdzira”. Gdyby nasza córka nie miała wsparcia w rodzinie i przyjacielu... Wolę sobie nie wyobrażać, ale wiem, że miała myśli samobójcze - mówi matka 18-letniej Renaty z powiatu brodnickiego.

Głowa z Naszej Klasy

Zdjęcie twarzy licealistki autor fotomontażu skopiował z konta dziewczyny na internetowym portalu „Nasza Klasa”. Dokleił do fotki nagiego kobiecego ciała i wysłał MMS-em kolegom. Ci - kolejnym. Doszło do tego, że dorośli znajomi rodziny spoza powiatu informowali matkę, że dostali takie fotki. Zanim jednak dziewczyna dowiedziała się, że takie zdjęcie krąży, minęło trochę czasu.

Najpierw były szepty i znaczące spojrzenia. Potem coraz głośniejsze komentarze. Wreszcie - jawne zaczepki na szkolnym boisku. - Nie da się opisać cierpienia, choć później od wielu osób usłyszeliśmy też wyrazy współczucia dla całej naszej rodziny - podkreśla matka.
Renata zamknęła się w sobie, obawiała się wychodzić z domu. Zaczęła też kojarzyć pewne fakty. Problem pojawił się niedługo po tym, gdy zerwała znajomość z natarczywym chłopakiem i usunęła go z listy znajomych na Naszej Klasie. Były to jednak tylko podejrzenia. Dziewczyna wraz z rodziną sprawę zgłosiła w Komendzie Powiatowej Policji w Brodnicy. Tu nie dopatrzono się na razie podstaw do ścigania przestępstwa z urzędu. Czyn zakwalifikowano jako publiczne znieważenie za pomocą środków masowego przekazu (art. 216 par. 2 Kodeksu karnego). A to, jak chciał ustawodawca, ściga się z prywatnego aktu oskarżenia.

- W związku z tym akta sprawy przesłaliśmy do Sądu Rejonowego w Brodnicy - mówi Agnieszka Szczucka, rzeczniczka KPP w Brodnicy. Dodaje, że akt oskarżenia może być skierowany przeciwko „NN”, czyli nieznanemu sprawcy.

Rodzina Renaty szybko skontaktowała się z fachowcami. Dzięki poradzie psychologa wiedziała, że bardzo ważne jest wytłumaczenie córce, iż po jej stronie nie ma najmniejszej winy. Winny jest zły człowiek, który zrobił fotomontaż i go rozpowszechnił. I ci, którzy MMS-a wysyłali dalej. To oni powinni się wstydzić, zapaść pod ziemię - nie ona. Na razie jednak cierpi ofiara, a sprawca może czuć się bezkarny.

Trzech skazanych

Inaczej było w przypadku Pauliny, 14-letniej uczennicy gimnazjum w Chełmży. Można powiedzieć, że nastolatka sprowokowała okrutny ciąg zdarzeń. Sama zrobiła sobie nagie zdjęcia i wysłała przez internetowy komunikator Gadu-Gadu swojemu chłopakowi. Dlaczego to zrobiła? - Myślałam, że mu zaimponuję - mówiła w prokuraturze.

Już po kilku dniach w Chełmży nie mówiono o niczym innym. Uczniowie MMS-ami rozsyłali sobie nagie fotki. Dominik, wówczas przewodniczący samorządu uczniowskiego, otrzymał zdjęcia anonimowym mailem. Razem z linkiem do strony internetowej, na której zostały umieszczone. Nadawca podpisał się: „Przyzwoity”. Uznał, że kierownictwo szkoły powinno się o tym dowiedzieć.

Dyrektor powiadomił prokuraturę i kuratorium oświaty. Wszczęto śledztwo z urzędu. Doszło do procesu sądowego. Przed obliczem Temidy stanęli trzej młodzi mężczyźni. Najpierw zaprzeczali, ale ostatecznie wszyscy przyznali się do winy i dobrowolnie poddali karze. Od czasu rozsyłania zdjęć Pauliny do ogłoszenia wyroku minęło ponad półtora roku.

19-letni (w chwili osądzenia) Paweł G., który rozesłał zdjęcia, skazany został na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, a 18-letni Karol B. - na pół roku, również w zawieszeniu na 3 lata. Natomiast 22-letni Maciej N., który, jak się okazało, również spał z nastolatką, odpowiedział za pedofilię. Został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat próby oraz 2 tys. zł grzywny.
- W tym przypadku mieliśmy do czynienia z publicznym prezentowaniem treści pornograficznych z udziałem osoby małoletniej. W przypadku brodnickim jest inaczej, bo, po pierwsze, ofiara nie jest małoletnia, po drugie zaś - trudno powiedzieć, byśmy mieli do czynienia z pornografią - zaznacza Artur Krause, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Z badań przeprowadzonych przez fundację „Dzieci Niczyje” oraz firmę Gemius wynika, że aż 52 proc. młodych użytkowników Internetu padło ofiarą cyberprzemocy. Jak się wzajemnie traktują nastolatki w wieku od 12 do 17 lat? Przede wszystkim wyzywają się i obrażają na internetowych portalach. Rozpowszechniają też nieprawdziwe, szkalujące informacje.

„Nie zbliżajcie się do niej, bo ma wszy” albo „Nie podchodźcie, bo śmierdzi” - to jedne z najbardziej typowych wpisów, którymi można zniszczyć nastolatka. Identycznymi oszczerstwami posługiwano się już i kilkadziesiąt lat temu, chcąc naznaczyć i izolować dziecko w grupie. Bywało to skuteczne, ale siła rażenia poprzez Internet jest wielokrotnie większa.

- Tak próbowano zaszczuć mojego syna w gimnazjum. Prowodyrkami, co nas zaszokowało, okazały się dwie dziewczyny, niby dobre uczennice z porządnych domów. Całe szczęście, że w klasie znaleźli się też uczniowie, którzy ich okrucieństwo wyjawili - wspomina pani Barbara, matka Tomka, dziś już ucznia jednego z toruńskich ogólniaków. - Syn przez kilka tygodni cierpiał nic nam nie mówiąc. Pamiętam, że wymyślał różne preteksty, żeby nie iść do szkoły. A to ból brzucha, a to przeziębienie.
Gdy wreszcie zwierzył się matce, ta natychmiast poszła do wychowawczyni. Po klasowym śledztwie namierzono sprawczynie internetowego nękania. Dziewczyny przyznały się do winy, musiały przeprosić Tomka podczas godziny wychowawczej. O wszystkim szkoła poinformowała też ich rodziców. - Rozważaliśmy potem, czy nie przenieść syna do innej szkoły albo przynajmniej klasy. Ale ponieważ znalazł wsparcie wśród kolegów, dokończył naukę w tym samym gimnazjum - dodaje matka.

Moda na fotki

- Większość rodziców nie ma bladego pojęcia o tym, do czego ich pociechom służą telefony komórkowe i laptopy. Zacznijmy od tego, że starsze pokolenie nie zna nawet połowy funkcji tych urządzeń, z których ochoczo korzystają już 12-latkowie. Rodzice nie zdają sobie też sprawy z panujących mód - mówi pedagog z gimnazjum w małym miasteczku. Nie chce, by wymieniać nazwę - tak bardzo obawia się naznaczenia. - Zaraz pojawi się opinia, że w szkole w miasteczku X uczniowie wymieniają się erotycznymi zdjęciami. Tymczasem, zaręczam, robią to w całej Polsce.

Moda na fotki obejmuje właśnie przesyłanie sobie odważnych zdjęć. Ja wysyłam tobie, ty mnie, i jest to nasz sekret. Tak, teoretycznie, wygląda umowa nastolatków. Wystarczy jednak, że jedna ze stron ją złamie i puści w obieg zdjęcie. Konsekwencje mogą być dramatyczne. W tej modzie mieści się też ilustrowanie odważnymi fotkami swoich profilów na portalach społecznościowych. Dziewczyny w kusych spódniczkach i bluzkach o głębokich dekoltach najpierw cieszą się z powodzenia swojego profilu. Do czasu, aż usłyszą albo przeczytają w komentarzach, że są łatwe (najłagodniejsze określenie). - Prowokują wydarzenia, które mogą skrzywdzić je na całe życie - ostrzega pedagog.

PS Imiona bohaterów zostały zmienione

opinia Artur Krause

Prokurator ścigałby z urzędu

Prokurator Artur Krause, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu:

Co robić, gdy zdjęcie naszego dziecka zostanie wykorzystane do obscenicznego fotomontażu i rozesłane za pomocą komórki lub Internetu? Każdy człowiek, który czuje, że na jego szkodę (lub osoby najbliższej) popełniono przestępstwo, powinien zgłosić się z tym problemem do najbliższej jednostki policji lub prokuratury. Można też opisać ten czyn w liście. Nie wymaga to specjalnej formy ani badania właściwości miejscowej przez zawiadamiającego. To wszystko mają za niego zrobić organy ścigania. Ewentualne wątpliwości dotyczące tego, czy historia nam opowiedziana jest opisem przestępstwa, wykroczenia czy jeszcze innego stanu faktycznego, to już problem policji i stanowiącego nadzór nad nią prokuratora. W przypadku historii z powiatu brodnickiego nie wiem, czy prokurator w ogóle widział akta sprawy. Owszem, istnieje taka możliwość, że policja sama skieruje pokrzywdzonego na drogę postępowania sądowego w trybie prywatnoskargowym, ale w tym przypadku, gdyby prokurator był zawiadomiony, dostałby akta, z pewnością wziąłby pod uwagę ściganie z urzędu. Uczyniłby to ze względu na ważny interes społeczny.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie