Trzymiesięczny Kacperek nie musiał trafić do okna życia

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Okno życia w Toruniu działa od 2009 roku. Kacperek jest pierwszym dzieckiem, które tu umieszczono. Niestety, wbrew woli matki
Okno życia w Toruniu działa od 2009 roku. Kacperek jest pierwszym dzieckiem, które tu umieszczono. Niestety, wbrew woli matki Jacek Smarz
- Tę sytuację można było rozwiązać inaczej. Babcia chłopczyka o tym wiedziała, ale działała pod wpływem impulsu - twierdzi Marcin Cięgotura z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Toruniu.

Przypomnijmy. W minioną sobotę około godziny 19.15 babcia trzymiesięcznego Kacperka włożyła go do okna życia przy ul. Rabiańskiej. Najprawdopodobniej towarzyszyła jej 35-letnia ciocia malucha. Kobiety zrobiły to wbrew woli 22-letniej matki chłopca. Tłumaczyły, że miały już dosyć jej znikania z domu i spychania opieki nad kolejnym dzieckiem na krewnych. Kolejnym, bo babcia wychowuje już też 2-letniego Filipa - jest dla niego rodziną zastępczą.
[break]

Babcia dzwoniła do MOPR-u

Umieszczenia dziecka w oknie życia uruchomiło bezlitosne procedury. Siostry elżbietanki wezwały policję i pogotowie. Kacperek natychmiast trafił do szpitala, gdzie został przebadany (był zdrowy). Potem do domu dziecka przy ul. Donimirskiego i do pogotowia rodzinnego. Tutaj pozostanie do czasu, aż decyzję w jego sprawie wyda sąd rodzinny.
22-letnia matka jeszcze w sobotę wieczorem z płaczem pukała do domu zakonnego, ale syna jej nie wydano. Teraz, niestety, liczyć się musi nawet z odebraniem praw rodzicielskich.
Babcia, matka i ciocia Kacpra mieszkają pod jednym dachem, w kamienicy przy ul. Mickiewicza w Toruniu. Rodzina korzysta z pomocy MOPR-u od 1992 roku. Filip i Kacper mają różnych ojców. Żaden w pełni nie uczestniczy w wychowaniu dziecka.
- Ze sprawowania przez babcię opieki na dwuletnim Filipem byliśmy i jesteśmy zadowoleni. Poważne problemy w tej rodzinie zaczęły się, gdy 22-letnia matka w czerwcu tego roku urodziła kolejne dziecko - mówi Marcin Cięgotura, kierownik działu wspierania rodziny i pieczy zastępczej w MOPR-ze. - Można uznać, że do 14 września opieka nad Kacprem sprawowana była prawidłowo. Ale już 15, 16 i 17 września młodej matki nie było w domu. Więcej, rodzina nie miała z nią nawet kontaktu telefonicznego.
Dopiero telefon koleżanki do matki, blefującej, że Kacper został oddany do placówki opiekuńczej, skłonił 22-latkę do powrotu na ul. Mickiewicza. 18 września pracownik socjalny przyszedł do tego domu, ale nikogo nie zastał. Dzwoniącą i skarżącą się na sytuację babcię pracownicy socjalni, według zapewnień Marcina Cięgotury, mieli informować o możliwym wyjściu z sytuacji.

Pod wpływem impulsu?

- Czyli o tym, że może wystąpić do MOPR-u o zabezpieczenie opieki nad niemowlęciem. Konsekwencją takiego wystąpienia jest nasz natychmiastowy wniosek do sądu rodzinnego o wydania tak zwanego postanowienia zabezpieczającego. Sąd toruński nie zwleka i wydaje je nawet w ciągu dwóch godzin. Mając je w ręku możemy od razu skierować dziecko do rodzinnej lub instytucjonalnej placówki pieczy zastępczej - wyjaśnia Marcin Cięgotura.
25 września młoda matka znów spędziła noc poza domem, zostawiając Kacperka. Jak dowiedzieli się pracownicy socjalni od babci, nie chciała wracać do domu. Ostatecznie pojawiła się 26 września około godziny 17.
- 27 września, czyli w sobotę, babcia poinformowała nas telefonicznie, że jej córka znów przebywa poza domem, a Kacperek został oddany do okna życia sióstr elżbietanek. Myślę, że babcia zrobiła to pod wpływem impulsu; zdenerwowania. Była już najwyraźniej mocno zmęczona całą sytuacją, opieką nad dziećmi i postawą córki - kończy Marcin Cięgotura.

„Wychodziła na spacery”

Sąsiedzi z kamienicy przy ul. Mickiewicza potwierdzają, że 22-latka lubiła „gdzieś sobie polatać”. - Z drugiej strony jednak często widzieliśmy, jak znosi wózek i z Kacperkiem wychodzi na spacery - mówią. - Babcia nierzadko się żaliła, że już nie daje rady i ma wszystkiego dosyć. Narzekała też, że jako rodzina zastępcza spokrewniona dostaje mniej pieniędzy, niż gdyby była rodziną zastępczą „obcą”.
Jakie będę dalsze losy niemowlęcia i jego matki? Akta sprawy trafiły już do sądu rodzinnego. Biorąc pod uwagę fakt, że Kacperek jest drugim dzieckiem, z którym 22-latka nie dawała sobie rady i że babcia też nie chce malca pod swoim dachem, realne jest odebranie matce praw rodzicielskich i oddanie chłopczyka do adopcji.
Policja dokumentację sprawy przekazała też do oceny prokuraturze.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek50
bardzo dobrze, popieram Babcię, dziecko miałoby zmarnowane życie z taką rodziną :(
K
Kuka
Jesli matka znika z domu i nie chce sie zajmowac dzieckiem to zrobily dobrze te kobiety.Dla kogos to dziecko moze byc chciane i kochane i bedzie mialo dobrych zajmujacych sie nim rodzicow.A matka tego Kacperka to jak kukulka, robi dzieci i podrzuca.Wcale sie babci nie dziwie w tym wypadku.
R
ReKa
Dobrze zrobiły, ktoś się przecież dzieckiem musi opiekować, skoro matka woli inne zajęcia.
Dodaj ogłoszenie