Tylko Gajos mógłby zagrać Mocka

Redakcja
Bohater „Misery” Stephena Kinga po zakończeniu pisania każdej powieści wypalał papierosa oraz wypijał szampana. A Pan?

Rozmowa z MARKIEM KRAJEWSKIM, autorem bestsellerowych powieści kryminalnych, o kulisach pracy pisarza oraz narodzinach powieści.

<!** Image 2 align=right alt="Image 173807" >Bohater „Misery” Stephena Kinga po zakończeniu pisania każdej powieści wypalał papierosa oraz wypijał szampana. A Pan?

Podobnie. Tylko zamiast szampana wybieram czerwone wino. Wypijam nawet więcej niż lampkę i zapalam papierosa, choć nie palę już od dwóch lat. Wcześniej paliłem przez trzydzieści lat. Na obie przyjemności pozwalam sobie zazwyczaj w połowie lipca.

Ma Pan inne rytuały związane z pisaniem?

Od wielu lat trzymam się ściśle pewnych reguł. Wstaję wcześnie rano i pracuję codziennie przez pięć godzin. Od godz. 6 do 11. Przerywam pisanie dokładnie wtedy, kiedy zegar wybije godz. 11. Choćbym nawet był w pół zdania.

Trochę jak rzemieślnik...

Bo jestem rzemieślnikiem, nie artystą.

Z artystyczną niemocą też Pan walczy w rzemieślniczy sposób?

Nigdy nie robię przerwy. Przez pięć godzin siedzę przy biurku. Choćbym nic nie napisał, wiem, że koncepcyjnie przepracowałem ten czas. To mój sposób na frustrację i chorobę, która dopada niektórych pisarzy. Chorobę, którą nazwałbym deficytem pomysłów albo syndromem pustej kartki.

A co z pomysłami, które narodzą się w Pana głowie po południu?

Noszę przy sobie notatnik lub dyktafon. Sięgam po niego, kiedy wpadnę na jakiś pomysł albo rozwiązanie fabularnego problemu. Zdarzało mi zatrzymać samochód na poboczu, aby zarejestrować lub zanotować intrygujący pomysł.

Od czego Pan zawsze zaczyna?

Chce Pan poznać kulisy mojej pracy, przecież to strasznie nudne.

Niech Pan opowie.

Powieść kończę zawsze w połowie lipca. Później przez sześć tygodni wypoczywam. Od września do grudnia jeżdżę na spotkania autorskie. Jeżdżę i rozmyślam nad kolejną powieścią. Zapisuję rozmaite uwagi, rozmawiam z czytelnikami, którzy czasami podsuwają mi jakieś rozwiązania. Próbuję znaleźć coś, co Niemcy nazywają czerwoną nicią, czyli dominantę utworu. Wtedy jest prościej. Te dominanty zapisuję w komputerze w folderze „Pomysły”. Na początku stycznia zaglądam do niego i wybieram te najciekawsze. To najtrudniejsza część moje pracy, która trwa około półtora miesiąca - wymyślenie planu powieści. Rozpisuję go sobie średnio w 35-40 punktach. Każdy punkt to jedna scena. W połowie lutego siadam i rozwijam każdą z takich scen.

<!** reklama>Strasznie poukładany z Pana człowiek.

Taką już mam osobowość.

Zgodnie z tą tradycją w lipcu tego roku również skończy Pan pisać kolejną książkę?

Oczywiście. Będzie to kolejna powieść o Edwardzie Popielskim. Tytuł, podobnie jak poprzednich książek, również będzie mitologiczny, bo to wyznacznik całej lwowskiej serii. Zdecydowałem się na „Rzeki Hadesu”. Akcja będzie rozgrywała się we Lwowie, ale - co jest pewną ciekawostką - w powieści będzie również bardzo dużo o Wrocławiu. I to o tym powojennym z 1946 roku.

Wspominał Pan, że Czytelnicy podsuwają czasami pomysły&

Tak. Opowiem Panu o jednym, którego nie wykorzystam. W Świebodzicach miałem spotkanie autorskie. Podeszła do mnie pewna Pani, aby podzielić się swoją opowieścią. „Panie Marku, tutaj w okolicy na stokach zamku Książ w latach 60. znajdowano zamordowane prostytutki. Czy mógłby Pan o tym napisać?” - pyta. Pomyślałem, że to przecież nic szczególnego. W co drugiej książce czy filmie mamy do czynienia ze zbiorowym morderstwem lub zabójstwem prostytutek. Temat zupełnie nie do wykorzystania.

Coś jednak Pana zaintrygowało.

Zdanie, jakie ta kobieta dodała na koniec: „Mówiono u nas w mieście, że to robił aptekarz”. To był ten haczyk. Aptekarz. Taka osoba w małym miasteczku sporo wie o ludziach. Wie, kto zażywa środki antykoncepcyjne, kto jest chory na padaczkę itp. Ma dużą wiedzę, a więc poniekąd również władzę nad ludźmi. Gdyby popracować nad taką postacią& Porzuciłem jednak pomysł, aby samemu to rozwinąć.

Niespełnieni pisarze i debiutujący autorzy kryminałów zarzucają Pana swoimi tekstami?

Zdarza się. Ale odmawiam.

Z zasady?

Z braku czasu. Kiedyś to robiłem. I to bardzo sumiennie. Czytałem każdą pokazaną mi powieść, analizowałem z autorem. Jeżeli to była osoba z Wrocławia, spotykałem się z nią, żeby porozmawiać. Na kilkustronicowe maile nie mam już czasu. Ten brak czasu to główny powód. Muszę odmawiać.

Dzięki serii kryminałów o Eberhardzie Mocku rozsławił Pan Wrocław. Teraz postawił Pan na Lwów. Były propozycje, aby umieścić akcję kolejnych powieści w innym miejscu?

Były konkretne propozycje biznesowe. Padały konkretne sumy. Nie powiem jednak, jakie ani skąd. Odmawiam zawsze. Jestem zawodowym pisarzem i mam kontrakt z wydawcą. Planuję swoje życie racjonalnie i nie ma w nim miejsca na takie oferty. Chyba, że byłaby naprawdę intratna... Duży apartament w Toruniu z widokiem na Wisłę. Czemu nie?

Eberhard Mock& Stworzył Pan prawdziwego bohatera z krwi i kości, pełnego zalet, ale i wad. Dlaczego nikt jeszcze nie przeniósł jego przygód na ekran? A próbował Filip Bajon, próbował Patryk Vega&

Rzeczywiście. Nic się w tej sprawie nie dzieje. Sprzedałem prawa do ekranizacji czterech swoich książek do 2015 roku. Miał się za to zabrać Patryk Vega. Z kolei moją debiutancką powieść chciał zekranizować Filip Bajon. Pracuje nad nią od wielu lat, ale jak dotychczas efektu nie widać. Przyznam szczerze, że specjalnie mnie to nie interesuje, ponieważ nie mam praw do swoje pierwszej powieści. Nie dostanę więc z tego ani grosza.

A co z Patrykiem Vegą?

Pomysł utknął. Prawdopodobnie ze względów finansowych. Patryk Vega przedstawił mi pomysł na długi, trzygodzinny film oraz 10-odcinkowy serial bazujący na moich powieściach. Znakomity pomysł. Fabularnie lepszy nawet niż moje powieści. Ale to było w 2006 roku. Od tamtego czasu sprawa nie ruszyła do przodu.

Kogo obsadziłby Pan w głównej roli?

Janusz Gajos byłby Eberhardem Mockiem. Tylko on. Taka była moja propozycja. A Edward Popielski? Nie znam żadnego polskiego aktora, który mógłby go zagrać. Jest jeden zagraniczny, ale wyszedłbym na kompletnego bufona, gdyby podał teraz jego nazwisko.

Mówi Pan o sobie: zawodowy pisarz. Czuje się Pan spełniony jako autor kryminałów?

Tak.

A co to dla Pan znaczy?

To, że mogę w miarę godnie żyć wyłącznie z pisania. To jest to, co na obecnym etapie mnie interesuje. To i tylko to.


Teczka personalna

Marek Krajewski, pisarz

  • Jest dziś najgłośniejszym polskim autorem kryminałów.
  • Urodził się w 1966 roku. Z wykształcenia filolog klasyczny, były wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.
  • W 1999 roku zadebiutował książką pt. „Śmierć w Breslau”, pierwszą z serii powieści z Eberhardem Mockiem, których akcja rozgrywa się w dawnym Wrocławiu.
  • Pozostałe części wymienionej serii to: „Koniec świata w Breslau” (2003 r.), „Widma w mieście Breslau” (2005 r.) i „Festung Breslau” (2006 r.), „Dżuma w Breslau” (2007 r.), „Głowa Minotaura” (2009 r.).
  • Jest laureatem Paszportu „Polityki” za rok 2005, Nagrody Księgarzy „Witryna” za najlepszą książkę roku 2005 oraz Nagrody Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną roku 2003.
  • Poszczególne części jego powieściowego cyklu przetłumaczono na 11 języków, w tym angielski, hiszpański, niemiecki, francuski, włoski i hebrajski.
  • W ostatnich dwóch powieściach - „Erynie” (2010 r.) oraz „Liczby Charona” (2011 r.) - akcja przenosi się z Wrocławia do Lwowa, a bohaterem zostaje komisarz Popielski.
  • Wspólnie z Mariuszem Czubajem napisał również „Aleję samobójców (2008 r.), a także „Róże cmentarne” (2009 r.).
  • Zdaniem krytyków w twórczości Krajewskiego można dostrzec elementy czarnego kryminału i horroru, a także nawiązania do tradycji gatunku (Raymond Chandler).

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bysiu
Byłem na spotkaniu autorskim z Panem Markiem, które odbyło się w kwietniu we Wrocławiu w ramach wydarzenia "Żyj i mieszkaj we Wrocławiu". Pierwszy raz na żywo widziałem się z autorem. Zrobił na mnie ogromne wrażenie - to rzeczywiście poukładany i wyjątkowo mądry, błyskotliwy facet. Nie wiem czy to przypadek - powyższy wywiad jest właściwie identyczny, jak ten z kwietniowego spotkania. Nawet przykłady z odpowiedzi Pana Marka są te same. Widać nad tym musi popracować:p Choć o możliwościach ekranizacji czytam pierwszy raz.
Dodaj ogłoszenie