"žStalowy młot" nie pękł

Janusz Bąkowski, korespondencja własna z Hamburga
Tyle szumu o nic. To jedno z określeń po bokserskiej walce roku o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej pomiędzy Ukraińcem Władymirem Kliczko a Anglikiem Davidem Haye’em

Tyle szumu o nic. To jedno z określeń po bokserskiej walce roku o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej pomiędzy Ukraińcem Władymirem Kliczko a Anglikiem Davidem Haye’em

Oczekiwania, zwłaszcza ze strony kibiców, przed sobotnią walką unifikacyjną o zawodowy tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej były przeogromne. Nie bez powodu więc znawcy boksu określali ją jako walkę roku. Nie tylko ze względu na to, że jej stawką były jednocześnie pasy mistrzowskie aż czterech różnych federacji bokserskich: IBF, WBO i IBO oraz WBA. Także dlatego, że było to niesamowicie wielkie przedsięwzięcie zarówno organizacyjne jak i medialne.

Pół miliarda przed telewizorami

<!** reklama>Czy te oczekiwania zostały rzeczywiście spełnione? Wydaje się, że tak, przynajmnej z punktu widzenia zarówno organizatorów tego wielkiego widowiska, jak i mediów, które je pokazywały. Było ono do tej pory, gdy chodzi o boks, największe, organizowane na terenie Niemiec. Walkę oglądało 500 milionów ludzi w 150 krajach świata! Czy tak było pod względem sportowym, to tutaj należałoby postawić ogromny znak zapytania. Zdania są bowiem często bardzo podzielone. Ale po kolei.

Kibice zebrani na ogromnym piłkarskim stadionie HSV Hamburg, Imtech Arenie, w liczbie 45 tysięcy, w tym 13 tysięcy przybyłych Brytyjczyków, przeżyło chwile niepewności. Nie dopisała bowiem wybitnie pogoda, jak na tę porę roku. Było bardzo chłodno, bo tylko 14 stopni, no i padał bardzo rzęsisty deszcz.

Dlatego też był moment, w którym bardzo poważnie zastanawiano się nad odwołaniem tej walki. Oczywiście sam ring był ochroniony specialnym szerokim prostokątnym (22 na 24) i wysokim na 15 metrów namiotem. Całe szczęście, że jednak przed pierwszym gongiem, czyli o godzinie 23.27 opady deszczu znacznie zmalały. Po odegraniu obu hymnów narodowych słynny ringowy anonser z USA Michael Buffer nie zapowiedział, czy raczej wykrzyczał charakterystycznym dla niego głosem gotowość do rozpoczęcia tego 12-rundowego pojedynku.

Sędzią ringowym był znany Genaro Rodriguez z USA. Już na długo przed tą walką na jego osobę nie zgadzał się Davd Haye. Fakt, że do tej pory sędziował on aż 4 razy walki z udziałem Władimira Kliczki, mógł wskazywać na jego stronniczość. Protest ten jednak odrzucono. Sędziami punktowymi byli dwaj panowie z USA i jeden z RPA.

Anglicy buczeli przed walką

W momencie skrzyżowania rękawic, rozległo się wielkie buczenie brytyjskich kibiców. Miało to być znakiem protestu na słowa Kliczki, że ich ulubieniec zostanie „ukarany”. A za co? Za słowa, które padały cały czas przed pojedynkiem z ust Davida Haye’a. Nazywał on Kliczkę „osłem”, „hieną”, synem pani lekkich obyczajów. Też za to, że na koszulce umieścił zdjęcie ze ściętymi głowami obydwu braci Kliczków.

Pierwsze cztery rundy polegały praktycznie na wyczuwaniu taktyki przeciwnika. Kliczko bardzo umiejętnie trzymał rywala na dystans poprzez wysuniętą lewą rękę. Haye miał olbrzymie problemy z przedarciem się przez nią. Jednocześnie sam dzięki wspaniałemu balansowi ciała unikał doskonale celnego silnego trafienia.

Balansował jak żmija

Dopiero w piątej rundzie bardzo udana kombinacja lewej i prawej ręki Władymira Kliczki mocno dosięgnęła Brytyjczyka. Podobnie przebiegały pozostałe rundy, z ostatnią włącznie. Uciekający na „wstecznym biegu” i balansujący jak żmija ciałem David Haye, oraz mimo że bardzo asekuracyjny, to jednak częściej trafiający Kliczko. W 12 rundzie doszło do trochę większego ożywienia, jednakże do zapowiadanego wcześniej ze strony Ukraińca nokautu nie doszło. Ogłoszony werdykt nie był więc absolutnie żadną niespodzianką.

Sędziowie punktowali jednogłośnie (117:109, 118:108, 116:110) na korzyść Władimira Kliczki.

W tym momencie stał się on posiadaczem wszystkich czterech pasów jednocześnie. Przy ich prezentacji na ringu zabrakło mu do tego oczywiście jednak rąk. Z pomocą posłużył tu jak zwykle starszy brat Witali. Podczas konferencji prasowej Kliczko nie ukrywał swej radości. Jego trener Emanuel Stewart skrytykował mocno pracę sędziego ringowego, zwłaszcza za odebranie punktu Kliczce. Z kolei David Haye dość niespodziewanie przyznał, że werdykt o wygranej Kliczki był całkowicie sprawiedliwy.

Tłumaczył się jednak kontuzją, z którą musiał walczyć. Miał złamany mały palec u prawej stopy.

Pokazał ją niedowiarkom podczas konferencji prasowej. Wychodząca w niedzielę prasa niemiecka oceniła ten pojedynek jako bardzo przeciętny, który nie był w stanie zaspokoić gustów wszystkich kibiców i znawców boksu. Pod tym więc względem nie można tej walki uznać absolutnie za walkę roku.

Chwalili oprawę

Pozytywnie ocenia się jednak oprawę samej walki. Były wspaniałe iluminacje świetlne nad Imtech Areną, zaproszeni promentni goście, tacy jak Lennox Lewis, George Foreman. Przy ringu zasiedli, między innymi, znany aktor Til Schweiger czy była wielka gwiazda niemieckiego tenisa Boris Becker.

Narzekano na niemiecką telewizję, która zdaniem niektórych, zawaliła niepotrzebnie reklamami przerwy pomiędzy rundami. Odebrało to widzom możliwość oglądania powtórek z walki oraz reakcji trenerów w narożnikach. Do białego rana toczyło się przyjęcie dla VIP-ów.

Ci, nienależący do tej grupy zaproszonych gości, musieli się zadowolić piwem lub kiełbaskami z rożna, serwowanymi w przystadionowych budkach.

Główni aktorzy tego całego spektaklu, Władimir Klikczko i David Haye, mogli spokojnie udać się na spoczynek. Ich gaże, po około 8 do 10 milionów euro dla każdego z nich, są na pewno w drodze na ich bankowe konta. W poniedziałek rano będą je mogli już z pewnością podjąć. Czy zasłużenie? To jest już temat na całkiem oddzielny artykuł.


Okiem eksperta

Niezagrożeni bracia Kliczkowie

Ci z kibiców, którzy liczyli na jakieś nokdauny i że któryś z pięściarzy co chwilę będzie się zapoznawał z deskami ringu, srodze się zawiedli. W większości starć przeważały obrony – balans tułowia, uniki, rotacje Haye’a, bloki, zasłony, zbicia – Kliczki. Bracia Władimir i Wasilij Kliczkowie jeszcze przez kilka ładnych lat powinni czuć się niezagrożeni i stawać do obrony najbardziej prestiżowych pasów. Chyba że w przyszłości z amatorskiego ringu zabłyśnie jakaś wszechstronnie uzdolniona gwiazda i ona udzieli pierwszej lekcji pokory świetnie technicznie wyszkolonym Ukraińcom.

Sławomir Ciara

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie