Co wspólnego mają ze sobą powieść „Fatamrugana” i „Od Nowa?

Tomasz Bielicki
Tomasz Bielicki
Robert Kamiński ze swoją najnowszą powieścią
Robert Kamiński ze swoją najnowszą powieścią Sławomir Kowalski
Rozmowa z ROBERTEM KAMIŃSKIM, autorem kontrowersyjnej książki „Fatamrugana”, która opowiada o kulisach funkcjonowania studenckiego klubu.

Zwolnili Pana z klubu „Od Nowa”?
[break]
Odszedłem sam. Nie chciałem tam już dłużej pracować, ale też i mnie nie chcieli. Wiem, że od dawna robiono zakulisowe podchody, żeby się mnie pozbyć. Przyszedłem do „Od Nowy” w 2008 roku na pół etatu na stanowisko portiera. Miałem zostać miesiąc - zostałem kilka lat. Głównie z tego powodu, że zrobiło się bardzo ciekawie.
Pytam o to dlatego, iż czytając Pana książkę, można odnieść wrażenie, że to wypowiedź sfrustrowanego byłego portiera, który postanowił wylać w niej całą swoją żółć.
Scenariusz z nękanym i prześladowanym portierem, który następnie mści się na swoich pracodawcach pisząc o nich książkę, jest dziennikarsko efektowny, ale niestety nieprawdziwy. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie doznałem ze strony tych ludzi żadnej krzywdy. To w gruncie rzeczy sympatyczne, choć bardzo pocieszne towarzystwo. Po wtóre, gdybym rzeczywiście pałał żądzą zemsty, to zapewniam Pana, że istnieją prostsze sposoby niż pisanie 500-stronnicowej powieści - wystarczyłyby dwa, trzy zdjęcia na Facebooku plus dwa zdania komentarza. I wreszcie po trzecie, proszę mi wierzyć na słowo, że gdybym naprawdę chciał kogoś pogrążyć, mógłbym ujawnić fakty o wiele ciekawsze. Jakakolwiek zemsta jest mi z gruntu obca. Niezależnie od tego czy ktoś w to wierzy, czy nie.
A bywa Pan jeszcze w „Od Nowie”?
Nie.
Dlaczego?
Zawsze przychodziłem tam z musu. Poza tym to chyba kwestia muzycznego gustu, który jest oczywiście moją prywatną sprawą. W ciągu 5 lat mojej „kadencji” w klubie byłbym w stanie wymienić praktycznie tylko jeden koncert, który trzymał jakiekolwiek artystyczne parametry. To był występ wibrafonisty Karola Szymanowskiego; nawiasem mówiąc były na tym występie aż cztery osoby! Policzyłem. Do tego może jeszcze ze dwóch jazzowych gitarzystów. To jeden z głównych tematów książki: upadek muzyki. Według Alberta Schweitzera kresem muzyki był Jan Sebastian Bach. Później miała się ona staczać w nieuchronną przepaść chłamu. I zasadniczo wiedziałem, że współcześnie osiągnęła dno. Ale że jest to dno i 35 metrów mułu - tego dowiedziałem się dopiero w klubie.
Zapytam wprost. „Fatamrugana” to książka o „Od Nowie”?
Nie. Oscar Wilde powiedział: „Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych i złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni.” Bardzo łatwo wyobrazić sobie czarującego mędrca. Moja obserwacja polega na tym, że również ludzie mierni potrafią być czarujący. I o tym jest ta książka.
Dla kogoś, kto zna toruńskie środowisko, analogie Pana bohaterów do postaci, które funkcjonują w rzeczywistości, mogą być nad wyraz czytelne.
Tak. Słyszałem o tym. Ale, jak powiadam, nie o to mi chodziło. Jeśli ktoś jest śmieszny, to bardziej interesuje mnie ta śmieszność sama w sobie niż konkretna osoba. Fascynuje mnie głupota jako taka. Na pewno nie zależało mi na tym, aby kogokolwiek ośmieszać. Na szczęście świat nie składa się wyłącznie z osób, które będą doszukiwać się w bohaterach mojej powieści żywych odpowiedników. Świat jest znacznie szerszy niż ulica Gagarina w Toruniu.
Co jeśli kilka osób doszuka się takich podobieństw do siebie i poczuje się urażona?
Gdybym użył Pana inicjałów i napisał, że np. pracujący w toruńskiej gazecie niejaki Tadeusz Banach kradnie dzieciom cukierki, to bardzo by się Pan tym przejął? Jeśli Pan ich nie kradł, to chyba nie? Jeżeli ktoś się przejął, to znaczy, że miał powód. Przy okazji „Fatamrugany” spodziewałem się, że spotkam się z o wiele większą niechęcią. Nie ukrywam, że byłem gotów przyjąć na siebie nienawiść miłośników i fanów klubu. Tymczasem spotkało mnie srogie rozczarowanie. Spotykam się wyłącznie - proszę to podkreślić - z oznakami sympatii. Nie natrafiłem na ani jeden przejaw niechęci. A do tej pory, w samym tylko Toruniu, rozeszło się ponad 500 egzemplarzy.
Może ludzie się teraz boją, że trafią do Pana kolejnej powieści? Nie oszczędza Pan swoich bohaterów.
„Fatamrugana” to głównie powieść o bardzo ciekawych zjawiskach, w których osobiście miałem okazję brać udział. Były tak absurdalne i śmieszne, że sam nigdy bym nie był w stanie ich wymyślić. Stwierdziłem, że szkoda by było, jeśli odpłyną w otchłań zapomnienia i nikt się o nich nie dowie. Dla większości osób, które przeczytały tę książkę, nie miało żadnego znaczenia czy opisywane historie są prawdziwe, czy wymyślone.
Po co była Panu ta powieść?
Fascynuje mnie to, do czego zdolny jest człowiek i na co go stać. Okazuje się, że ludzie są zdolni do rzeczy niewyobrażalnych. I to mnie ciekawi przede wszystkim. Pewien mój znajomy po lekturze tej powieści stwierdził, że napisałem ją specjalnie dla Jacqueline Blanche, jednej z głównych bohaterek. To oczywiście niemożliwe, skoro ona w rzeczywistości nie istnieje.
Na okładce książki jest adnotacja, że niemalże wszyscy bohaterowie są fikcyjni, ale za to wszystkie wydarzenia opisane wewnątrz naprawdę miały miejsce.
Z grubsza tak. Powtórzę, że takich historii sam nigdy bym nie wymyślił. Przykład: jestem gitarzystą klasycznym od 25 lat, ale żeby kazać mojej oblubienicy nosić za mną gitarę, tego nie wymyśliłbym przez następne 25 lat. Inna scenka: czterech dorosłych facetów malujących farbą olejną sznurki do balonów (żeby były jednakowe), które miały zawisnąć wysoko pod sufitem. Nie wierzyłem własnym oczom. Właśnie przy tej okazji narodził się pomysł, aby napisać tą książkę.
Tej powieści nikt nie chciał dotknąć. Miał Pan problemy z promocją. Dlaczego?
Toruń jest powszechnie kojarzony z katolicką ciasnotą umysłową ze względu na dyrektora pewnego radia. Ja natrafiłem jednak na innego typu umysłowy zaścianek. Wszyscy są tu znajomymi wszystkich, każdy ma jakiegoś wujka albo szwagra, który dużo może. W końcu, gdy o niczym innym nie milczało się tak głośno jak o „Fatamruganie”, zaczęto nasyłać na mnie osoby, aby wydobyły obciążające mnie zeznania. W każdym razie wielu osobom zależało na tym, żeby o tej publikacji było cicho.
Pana kolejna książka też będzie budziła kontrowersje?
Zobaczymy. Jej akcja dzieje się w seminarium duchownym. Dochodzi tam do ostrego intelektualnego konfliktu między dwoma bardzo wybitnymi katolickimi intelektualistami. Swój spór muszą rozstrzygnąć w bardzo konkretny sposób. Jaki? Tego oczywiście teraz nie zdradzę. Książka będzie nosić tytuł
„Fi” i będzie to już 100 proc. czystej fikcji. Od kilku lat pracuję również nad książką o Karolu Wojtyle.

Teczka osobowa
Gitarzysta i pisarz

- Robert Kamiński ukończył filozofię oraz historię na UMK. Studiował również filologię klasyczną. Ma 41 lat. Pochodzi
z Koszalina.
- Jest gitarzystą klasycznym wykonującym muzykę renesansu i baroku.
- Na swoim koncie poza „Fatamruganą” ma również powieść „Melisa”. Na korektę czekają dwie jego kolejne powieści „My Island” oraz „Piękniejsza od Cher”.

Komentarze 35

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Joozek

to IP rzeczywiscie wskazuje na: Organization - Nicolaus Copernicus University in Torun, przy czym chcialbym tutaj wyroznic "CateB" oraz ":)", ktorzy to po godzinie 16:00 nadaja dodatkowo z innego adresu wskazujacego na: Organization -
Mlodziezowa Spoldzielnia Mieszkaniowa Torun

l
loska

niezła promocja dla Pana Roberta i książki, którą napisał...;-) powinien w tym miejscu podziękować ;-);-);-)

c
ciekawska

a gdzie to "wybitne" dzieło można kupić? i ile kosztuje?

M
Mysia 1

Ja tego Faceta znam ale nie wiem skąd. Chyba w moim bloku razem w piwnicy flaszkę ciągnęliśmy a On coś brzdąkał na gitarze. A jak przyszła do piwnicy moja długonoga Jolka to zaczął gadać po angielsku aby jej zaimponować. Nie pamiętam co było dalej bo się zdrzemnołem ale moja Jolka na drugi dzień była zadowolona i ciągle coś gadała po angielsku. Więcej go nie widziałem ale to chyba On bo go Jolka na zdjęciu poznała. Dobre jest to że zaczęła chodzić na nauki angielskiego i ciągle coś przynosi do domu mówiąc, że za nauczanie jej angielskiego a szczególnie francuskiego jeszcze jej płacą. Czyli znalazła sobie dobrych nauczycieli, którzy nie tylko ją uczą ale jeszcze jej płacą za naukę. A tak na poważnie Panie Robercie Kamiński to moje opowiadanie o Panu jest jednak lepsze i ciekawsze od Pana monologu. Podaję to po to aby Pan wiedział, że każdego można zrobić pospolitym "wałem". Ja nie pisząc tej drugiej części też był zrobił takiego z Pana - jak Pan to uczynił z innych swoich znajomych. Panie Moderatorze proszę tutaj nić nie prostować aby całość przesłania nie straciła sensu. Pozdrawiam wszystkich.

M
Monika Kozarkiewicz

Ja współczuję Panu Robertowi, tylko ktoś z na prawdę przerośniętym ego mógłby wierzyć, że napisanie tak szmatławej książki i udzielenie kilku wywiadzików w lokalnych gazetach (w które jutro Wiesiek zawinie makrelę) wyniesie go na szczyty bestsellerów. Jutro będzie tylko jeszcze bardziej smutnym Panem z brodą i gitarą, i to bezrobotnym, bo jaki pracodawca chciałby się stać postacią kolejnej jego książki. Może Ci co go tak bronią chętnie mu pomogą i udzielą swojego życiorysu na materiał? Oczywiście Pan Robert jako prawdziwy artysta dopisze nieco swojego, żeby było bardziej kolorowo i ciekawie. Pozdrawiam! :)

#

To tylko filozof mógł dojść do takich wniosków. Komentarze chwalące autora też z tego samego IP?

A
Ale jaja;)

Czyżby ten komputer stał w Od Nowie?

I
IP... 9- cio raczkowe

Jako żywo zabawne. Tego nie da się ukryć, że rozumku tyle co kot napłakał

z
zabawne

Do "Tommy82", "AndrzejSK", " """ ", ":)", "CateB" ,"?", "***", Sylwia", "Z.oo" wszędzie ten sam adres IP jak już się podszywacie pod tak wiele osób to użyjcie swojego małego rozumku i piszcie chociaż z innego komputera , ale to zabawne, dawno tak się nie uśmiałam. Widać komuś bardzo zależy aby coś tu się działo.

:)

W tym przypadku właściwe, bo przecież nie po analizie moczu:D

A
Ania

A to ciekawe podejście :) Diagnoza "pacjenta" na podstawie jego twórczości? :)

"""

Tu należałoby uściślić. Książka ukazała się, jak Robert Kamiński pracował jeszcze w Od Nowie. Nie odszedł sam z pracy, ale został przeniesiony do innej portierni. Tam awansował na stanowisko robotnika do prac ciężkich. Dziwię się, że nie zdecydował się na żadną inną propozycję pracy...
Ja było tak brudno w Od nowie, to czemu nie wziął za miotłę, szmat i nie posprzątał. To było w jego zakresie obowiązków i za to w końcu brał pensję. Po tym, jak obsmarował swojego pracodawcę, kolejni z pewnością będą ustawiać się w kolejce

Z
Z.oo

Ja bardziej odnoszę wrażenie, że to zastępy znajomych autora się uaktywniły. Jak już komentujecie, to zadajcie sobie trud na autorskie wpisy, bo tu ewidentnie widać kopiuj wklej:D

C
CateB

Jak czytam ten wywiad i plany na kolejne skandalizujące książki, to się zastanawiam, czy autor nie powinien skonsultować się ze specjalistą.

p
piernik

Słuchajcie kobiety Magdalena, Olga i Lenka, wy tutaj, jałowo śrutujecie zamiast pomyśleć co chłopu na obiad podać, gdy głodny z roboty do domu wróci, bo będzie łomot czyli leczenie wątroby przed gniciem.

Dodaj ogłoszenie