Dzicy, lunatycy, filmowcy i darczyńcy - wszystko w CSW. Komentarz

Ryszard Warta
Ryszard Warta
Pierwszy pokaz Gabinetu na dziedzińcu Teatru Nowego w  Warszawie. Jak widać ówczesny ambasador Niemiec w Polsce Rolf Nikel był pod wrażeniem
Pierwszy pokaz Gabinetu na dziedzińcu Teatru Nowego w Warszawie. Jak widać ówczesny ambasador Niemiec w Polsce Rolf Nikel był pod wrażeniem CSW
Udostępnij:
Wściekłe obrazy polskich „nowych dzikich” - zwłaszcza Nitki. Ich brutalne, krzykliwe płótna dokładnie tak samo szokowały stateczną publiczność galerii, jak surowa estetyka punkrocka szokowała tych, którzy muzyczne gusta wyrobili sobie jeszcze w latach 70-tych. Prawie czterdzieści lat minęło jak jeden dzień i miło dziś przekonać się, że panowie neoekspresjoniści nie odpuszczają.

Internetowa premiera filmu „Siła KobieTY”. Zobacz reportaż

Najpierw było zbieranie pomysłów na uhonorowanie dwóch, nieodległych od siebie czasowo, a bliskich kontekstowo rocznic - przypadającego na rok 2019 stulecia powstania Republiki Weimarskiej - i na rok 2020 - stulecia premiery filmu „Gabinet doktora Caligari ” Roberta Wienego, jednego z absolutnie najważniejszych filmów w historii kina.

Ta pierwsza rocznica przeszła u nas - mam wrażenie - bez większego echa, czemu dziwić się nie warto, bo przecież z polskiej perspektywy jakaś szczególna atencja dla pierwszej niemieckiej demokratycznej republiki, byłaby cokolwiek dziwna. Wiadomo: Rapallo, wojna celna, „Pogranicze w ogniu”, nierozwiązywalny spór o Traktat Wersalski, który dla nas był historyczną szansą, a dla nich historyczną klęską. Z perspektywy sąsiadów jednak, ta pierwsza próba budowy na trupie cesarstwa nowoczesnej demokracji, jak wiadomo, zakończona katastrofą roku 1933 roku, to okres dramatycznych napięć społecznych, ale też rozkwitu kultury. Mann, Brecht, Remarque, rewolucjonizujący europejską plastykę niemiecki ekspresjonizm, bez które zresztą nie byłoby „Gabinetu doktora Caligari” - by sięgnąć po pierwsze z brzegu przykłady. Historia o tym, jak demokracja bywa bezradna wobec pseudo-patriotycznego, ksenofobicznego populizmu i jak tragiczne mogą być tego konsekwencje pouczająca jest do dziś.

Do rocznic wracając, to z ich okazji zrealizowane zostały dwa ciekawe projekty: „Sen Cezara” to zaledwie kilkuminutowy film wolumetryczny: animowana wariacja na temat filmu sprzed stu lat oraz możliwości, jakie dają nowoczesne technologie cyfrowe . Dość powiedzieć, że zagrały w nim hologramy Arkadiusza Jakubika i Jakuba Gierszała, których do świata wirtualnego przenieśli specjaliści ze studia filmowego Babelsberg i ich 32 kamery.

Drugi projekt to „Gabinet” - multimedialna instalacja urządzona w trzech połączonych kontenerach, nafaszerowanych m.in urządzeniami do pokazów w technologii VR, monitorami. Jest tam nawet małe kino do pokazów odrestaurowanego cyfrowo filmu Wienego. Kuratorem był Krzysztof Stanisławski, dziś szef toruńskiego CSW. Pieniądze, i to niemałe, wyłożył Instytut Goethego - państwowa instytucja promująca język i niemiecką kulturę poza granicami republiki federalnej. „Gabinet” zrobił rundkę po Polsce - Warszawa, Wrocław, gdzie Wiene się urodził, Poznań - by w zeszłym roku dotrzeć do Torunia i stanąć obok siedziby CSW.

W zeszły piątek odbyły się tam dwie sympatyczne imprezy. We wnętrzu centrum otwarta została wystawa „Pawilon. Caligari”. Nieduża, ale ciekawa. W specjalnym. dekorowanym malarsko pawiloniku oglądać można „Sen Cezara”, a na ścianach, już bez gogli, kabli i słuchawek podziwiać obrazy Zdzisława Nitki i Eugeniusza Minciela.

O rany, łezka się w oku kręci. Pamiętam jakie za głębokiego Jaruzelskiego wrażenie robiły wściekłe obrazy polskich „nowych dzikich” - zwłaszcza Nitki. Ich brutalne, krzykliwe płótna dokładnie tak samo szokowały stateczną publiczność galerii, jak surowa estetyka punkrocka szokowała tych, którzy muzyczne gusta wyrobili sobie jeszcze w latach 70-tych. Prawie czterdzieści lat minęło jak jeden dzień i miło dziś przekonać się, że panowie neoekspresjoniści nie odpuszczają.

Jeszcze przed otwarciem wystawy, „Gabinet”, którego wartość oszacowano na pół miliona złotych, został decyzją Goethe-Insitut przekazany na własność do zbiorów CSW. Sympatyczny gest. Taki mały, maleńki fragmencik normalności w czasach, gdy państwowe media budując mur antyzachodnich uprzedzeń dzień w dzień straszą nas Niemcami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie