Hip, hip, hippiczna miłość!

Joanna Pociżnicka
Dzień w stadninie zaczyna się już o piątej. Kończy o północy. Konie są wymagające. Nie zadowolą się byle jakim smakołykiem. Żeby zostać ich przyjacielem, trzeba się sporo namęczyć.

Dzień w stadninie zaczyna się już o piątej. Kończy o północy. Konie są wymagające. Nie zadowolą się byle jakim smakołykiem. Żeby zostać ich przyjacielem, trzeba się sporo namęczyć.

<!** Image 2 align=none alt="Image 173923" sub="Podkuwanie idzie pełną parą. Na zdjęciu: kowal Jan Ciołek wraz z asystentem zmieniają podkowy kobyłce Amazonii. Fot. Jacek Smarz">Katarzyna Mróz, właścicielka stadniny Agrofood w Grabowcu, konie kocha od dziecka.

- Jako małe dziecko jeździłam konno i kontakt z tymi zwierzętami był dla mnie czymś naturalnym. Podobnie jak decyzja o założeniu stadniny, a potem klubu. Taka naturalna kolej rzeczy.

Pierwsze konie pani Katarzyna kupiła w 1993 roku. Wtedy było ich zaledwie kilka. Obecnie w stadninie znajduje się ponad 70 koni. To sprawia, że Agrofood jest jedną z największych stajni w regionie. - Najpierw zajęliśmy się hodowlą, potem przyszła decyzja o otworzeniu stadniny - dodaje właścicielka.

<!** reklama>

Prowadzenie stajni to praca na pełen etat. Dzień zaczyna się bladym świtem.

- Konie karmione są regularnie. O 5.30 mają swoje pierwsze śniadanie. Potem odbywa się czyszczenie kopyt i sierści. Kiedy są już czyste, około 7 rano, wychodzą na padok, gdzie albo chodzą wolno, albo zaczynają się jazdy - wyjaśnia Katarzyna Bubak, instruktorka jazdy.

Co kilka tygodni każdy koń ma także robioną tzw. końską toaletę. Wtedy zwierzętami zajmuje się Jan Ciołek, jeden z najlepszych kowali w Polsce. - Podkuwam konie od 22 lat. Jest to moja pasja i całe życie. Z koniem trzeba umieć rozmawiać. Jak koń już się nauczy, to podaje ładnie kopyto. Dla niego to jest taka sama czynność, jak dla nas obcinanie paznokci.

Kiedy nie są przeprowadzane czynności pielęgnacyjne, konie spędzają czas na świeżym powietrzu.

- Około 13 zaczyna się pora obiadowa. Konie wracają do boksów i jedzą siano - mówi Katarzyna Mróz.

Kiedy konie są grzeczne i dobrze pracują, mogą jednak liczyć na dużo więcej.

- Nasze konie uwielbiają muesli, owies, słodycze oraz jabłka i marchewki. Niektóre z nich zajadają się nawet bananami - dodaje Katarzyna Bubak. - Nie można ich jednak za bardzo rozpuścić, bo wtedy potrafią domagać się coraz większej ilości smakołyków.

Życie w stadninie tętni głównie po południu i trwa do późnego wieczora. O godzinie 23 konie idą spać. Każdego dnia osobiście żegna się z nimi właścicielka, która robi obchód.

- Mamy stróża i pracowników, ale tak się utarło, że wolę sama sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Muszę też każdego pogłaskać, coś powiedzieć.

Pani Katarzyna, jak na dobrego gospodarza przystało, zna imiona wszystkich 70 koni.

- Co prawda mylą mi się te bardziej skomplikowane, ale znam je wszystkie - dodaje właścicielka.

Najstarszym koniem jest Demek, wałaszek, a najmłodszym kucyk, który urodził się miesiąc temu. Ten na razie nie ma imienia, ponieważ trwa konkurs na jego wybór. A inne konie? To na przykład Taksa, Amazonia czy Kosido. W stadninie można także kupić konia. Taka możliwość cieszy się sporym powodzeniem. Jednak taka zachcianka sporo kosztuje. Utrzymanie zwierzęcia miesięcznie kosztuje od 500 do 800 złotych. Do tego trzeba doliczyć pielęgnację, czyli usługi kowala oraz weterynarza. No i dodatkowe smakołyki dla pupila. To nie odstrasza jednak chętnych. W Agrofoodzie zdecydowało się na to już 20 jeźdźców.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie