Mroczna wizja wrogiego przejęcia

Grażyna Ostropolska
W styczniu dowiedzieli się, że zarząd i członkowie rady nadzorczej sprzedają swoje udziały. W spółce „Polon-Alfa” zawrzało. - Co oznacza exodus głównych udziałowców z firmy, przynoszącej milionowe zyski? - pyta zdezorientowana załoga.

W styczniu dowiedzieli się, że zarząd i członkowie rady nadzorczej sprzedają swoje udziały. W spółce „Polon-Alfa” zawrzało. - Co oznacza exodus głównych udziałowców z firmy, przynoszącej milionowe zyski? - pyta zdezorientowana załoga.

<!** Image 2 align=none alt="Image 78742" sub="Pracownicy spółki „Polon-Alfa” nie mogą pojąć, po co inwestor firmie, która ma ugruntowaną pozycję na rynku i świetnie prosperuje. Prezes Jerzy Karczewski odpowiada: - To, że dziś jest w firmie dobrze, nie daje gwarancji, że jutro też tak będzie / Fot. Dariusz Bloch">Większość pracowników to też udziałowcy. Mniejszościowi. Zaniepokojeni, że ostatnie posunięcia władz spółki trzymane są w głębokiej tajemnicy. O jej rozwikłanie apelują do mediów. Liczą na pomoc posła Janusza Zemkego.

W lutym pojawiły się w zakładzie plotki, że sprawa sprzedaży jest już dogadana. Udziały od członków władz bydgoskiego „Polonu” kupuje duży warszawski importer wyrobów z tej samej branży. - A kto nam zaręczy, że nie chodzi tu o wrogie przejęcie „Polonu”? - pada pytanie. I sugestia: - Powszechnie wiadomo, że nasze wyroby są solą w oku zagranicznej konkurencji.

Załoga dumna jest z osiągnięć zakładu. - Produkujemy supernowoczesne radiometryczne urządzenia dla „Rosomaka”, jesteśmy największym w Polsce producentem systemów sygnalizacji pożarowej, stawiamy bramki na lotniskach - wyliczają pracownicy. Cieszą się, że ich firma jako jedna z nielicznych w regionie przeszła zwycięsko przez...

wichry historii

W 2007 roku bydgoski Zakład Urządzeń Dozymetrycznych „Polon-Alfa” obchodził 50-lecie. Z dawnego Zjednoczenia Zakładów Urządzeń Jądrowych, z oddziałami rozsianymi po całej Polsce, tylko ten jeden się ostał. Trafnym posunięciem było przekształcenie państwowego przedsiębiorstwa w spółkę pracowniczą. Był rok 1995, gdy załoga zdecydowała się wziąć majątek „Polonu” w leasing. Raty spłacała przez prawie 10 lat. Z zysku. Szybko przyszły sukcesy, nowe zamówienia. Większych zwolnień w firmie nie było. Zachowały się pracownicze przywileje: odprawy, nagrody jubileuszowe.

Niedawno Kujawsko-Pomorski Związek Pracodawców i Przedsiębiorców uhonorował Jerzego Karczewskiego, prezesa spółki, tytułem „Pracodawcy Roku 2007”, a „Polon-Alfa” znalazł się w gronie 500 najbardziej innowacyjnych firm w Polsce (w konkursie „Gazety Prawnej”). Rok 2008 też dobrze się zaczął. Konstanty Dombrowicz, prezydent Bydgoszczy, przesłał Karczewskiemu gratulacje: „Mam nadzieję, że odniesiony sukces stanie się zapowiedzią kolejnych dokonań, z których Bydgoszcz będzie dumna”. W styczniu sąd rejestrowy przyklepał też...

zmiany w umowie spółki

Zezwalały one na sprzedaż udziałów chętnym spoza spółki.

- Chcemy te zmiany zaskarżyć, bo jako udziałowcy zostaliśmy pokrzywdzeni - odgraża się grupa niezadowolonych. Uważają oni, że uchwalony w kwietniu 2007 roku zapis, pozbawiający wspólników i pracowników spółki pierwszeństwa w nabyciu udziałów i tym samym przygotowujący grunt dla nabywcy z zewnątrz, godzi w ich prawa.

<!** reklama>Podobnie zareagował na zmiany w statucie „Polonu-Alfy” sąd pierwszej instancji. Odmówił (w czerwcu 2007 roku) wpisania zmian do rejestru i tak to uzasadnił: „Niewątpliwie pozbawienie prawa pierwszeństwa nabycia udziałów stanowi uszczuplenie praw udziałowców. Wywiera ono bezpośredni wpływ na stosunek uczestnictwa w kapitale zakładowym, a tym samym na układ głosów na zgromadzeniu. Aby zmiana umowy spółki była skuteczna, wymagana jest zgoda wszystkich wspólników”.

Tymczasem na kwietniowym zwyczajnym zgromadzeniu wspólników ZUD „Polon-Alfa” pojawili się właściciele tylko 77,61 proc. kapitału zakładowego spółki, a przeciw zmianom w umowie spółki oddano 24 głosy. - Byłoby nas tam więcej, gdyby wcześniej dotarło do nas, co zarządzający spółką chcą przeforsować - żalą się ci, którzy na zgromadzenie nie przyszli. Przyznają, że są...

mądrzy po szkodzie

Zarząd „Polonu” sądową odmowę wpisu do rejestru zaskarżył. Dowodził, że zmiana pozbawiająca udziałowców prawa do pierwokupu znosi ograniczenia i zwiększa swobodę w zbywaniu udziałów, a więc działa na ich korzyść. Sąd okręgowy do tej opinii się przychylił. Od stycznia spółka ma w umowie nowy zapis. Zgodę na to, kto i komu udziały sprzeda, musi jednak wyrazić zarząd.

- Już sobie taką zgodę wyrazili - nie kryje sarkazmu sfrustrowana załoga. Ma żal do prezesa, że działania, które dotyczą wszystkich w firmie, trzyma w tajemnicy. Przekazał tylko lakoniczną informację radzie pracowników, a to, ich zdaniem, za mało.

„Chcielibyśmy, żeby ktoś z nami porozmawiał, odpowiedział na pytania, wyjaśnił wątpliwości” - napisali w liście do naszej redakcji. Podali swoje nazwiska, zastrzegając je do wiadomości redakcji. - Boimy się wystąpić oficjalnie, bo w „Polonie” pracują także nasze rodziny - tłumaczyli. Nie bez powodu...

- Uważam, że pójście z tym problemem do mediów niczego nie załatwia - oznajmił nam prezes Jerzy Karczewski na przywitanie i dodał: - Delikatnie mówiąc, ja w tę ich troskę o miejsca pracy nie wierzę. Mało tego. Ci ludzie, choć może nie zdają sobie z tego sprawy, działają przeciw spółce i na jej niekorzyść.

Prezes uważa, że on był wobec załogi lojalny. - 7 stycznia poprosiłem do siebie radę pracowników i zakomunikowałem, że część udziałowców, w tym główny, postanowiła sprzedać swoje udziały i jest na to akceptacja zarządu. Jako że takie ruchy rodzą wątpliwości i powodują nerwowość, zakomunikowałem również, że w moim najgłębszym przekonaniu ta transakcja nie zagraża miejscom pracy. Inwestor, który chce tu wejść, utrzyma profil produkcji, zapewni firmie rozwój.

Bliższych informacji o inwestorze Jerzy Karczewski nie chce podać. - Obowiązuje mnie zasada poufności - tłumaczy. Pytamy, po co inwestor firmie, która rok w rok przynosi zysk rzędu 5-6 mln zł? - Zadaniem zarządu jest planowanie rozwoju. A to, że dziś jest w firmie dobrze, nie daje gwarancji, że jutro też tak będzie.

Kolejne pytanie, dlaczego zarząd i rada nadzorcza, jak jeden mąż, wyzbywają się akcji świetnie prosperującej spółki, prezes kwituje tak: - Ja odpowiadam tylko za swoją decyzję. Byłem w spółce od jej przekształcenia, doprowadziłem ją do dobrej kondycji, a teraz postanowiłem, że...

sprzedam udziały

Najwięcej udziałów w spółce „Polon-Alfa” (ponad 20 proc.) ma prezes kieleckiej firmy „Promont” Ryszard Bocian oraz trzej jego znajomi z Kielc (po kilka procent). Nieoficjalnie wiadomo, że to Bocian, jako przewodniczący rady nadzorczej, nalegał na zmianę umowy spółki i sprzedaż udziałów inwestorowi z zewnątrz. Jaki miał powód?

- Po prostu mój stan zdrowia jest kiepski. Wstawiono mi endoprotezę biodra, czekają mnie dwie operacje kolana. Trzeba umieć się wycofać - tłumaczy.

On też zapewnia, że udziały, które władze spółki zbywają, trafią w dobre ręce. - Gdybym nie miał zapewnień, że firma, której je sprzedam, zapewni „Polonowi” rozwój, wycofałbym się z transakcji - zapewnia Ryszard Bocian. Uspokaja też załogę w kwestii miejsc pracy. - Na pewno ich nie ubędzie.

Ani Ryszard Bocian, ani prezes Karczewski nie podzielają obaw załogi o los wczasowego ośrodka w Dziwnowie. Położony nad morzem, świeżo wyremontowany obiekt wart jest co najmniej milion złotych.

- Nie robią przetargu, już wiemy, kto go kupi! - spekulują pracownicy. Z sentymentem wspominają tani wypoczynek za PRL-u. I późniejsze lata, gdy w wydzierżawionym ośrodku czekało co roku 10 miejsc...

dla pracowników „Polonu”

Prezes Jerzy Karczewski potwierdza, że przetargu na sprzedaż ośrodka w Dziwnowie nie będzie: - Zgodnie z uchwałą wspólników, będzie on sprzedany temu, kto przedstawi najlepszą ofertę. A jako zarząd przyjęliśmy, że wybór nastąpi w wyniku jednomyślności.

Mniejszościowi wspólnicy skarżą się, że o tym, kto w ubiegłym roku kupił inny zakładowy ośrodek wczasowy w Sokole-Kuźnicy, też nikt ich nie poinformował. - I ta sprzedaż będzie owiana tajemnicą? - pytają. A prezes tak odpowiada: - Jeżeli będzie oficjalne zapytanie, to na nie odpowiemy.

We wtorek, w „Polonie” gościł poseł Janusz Zemke. - Kierownictwo firmy zapewniło mnie, że firmie nie grozi wrogie przejęcie - uspokaja załogę. - Warszawska spółka, z którą „Polon-Alfa” prowadzi rozmowy, zajmuje się dystrybucją ich produktów, a sprzedaż udziałów właśnie jej stwarza szansę na większy eksport.

- Mamy zapewnienie, że jak zakończymy rozmowy, przedstawiciele inwestora spotkają się z załogą - zapewnia prezes.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie