Rok po powodzi na działkach pracy wciąż dużo

Magdalena Ratajczyk
Działkowicze z Rudaka wciąż usuwają skutki zeszłorocznej powodzi. Niektórzy, zamiast walczyć ze zniszczeniami, wolą sprzedawać działki.

Działkowicze z Rudaka wciąż usuwają skutki zeszłorocznej powodzi. Niektórzy, zamiast walczyć ze zniszczeniami, wolą sprzedawać działki.

<!** Image 2 align=none alt="Image 171232" sub="Piotr Stanisławski porządkuje swoją działkę na Rudaku">Wiosną zeszłego roku woda zniszczyła ich drzewka, kwiaty, altanki. Choć minął prawie rok, na działkach wciąż można znaleźć ślady po wielkiej wodzie.

Na płotach jest jeszcze muł, a w ziemi tkwią uschnięte drzewka. Działkowicze od wczesnych godzin porannych rozpoczynają prace. Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez działki. Nie zniechęca ich nawet myśl o kolejnej powodzi.

- Działki nie sprzedam. Kto by ją zresztą kupił w takim stanie? Woda zniszczyła dosłownie wszystko. Na mojej działce jej najwyższy stan wynosił 1,65 metra. Altanka została całkowicie zalana. Straciłam drzewka i krzewy. Pracy mam na wiele dni, a nawet tygodni. Choć boję się, że taka powódź może się powtórzyć, tego kawałka ziemi się nie pozbędę. Włożyłam już wiele pracy w doprowadzenie jej do porządku, a to jeszcze nie koniec - mówi pani Grażyna, która ma działkę na Rudaku.

<!** reklama>Jej córka też kupiła ogródek działkowy krótko przed powodzią. Nie ma jednak czasu na to, by o nią zadbać. Takich przypadków jest więcej. Inny działkowicz twierdzi, że na dwanaście sąsiadujących działek, tylko sześć jest regularnie odwiedzanych. W internecie i prasie można znaleźć sporo ogłoszeń o sprzedaży. Niewielu jest jednak chętnych na ich kupno. Powodem jest oczywiście położenie na terenie zalewowym. Niektórzy najpierw usuwają skutki powodzi, a dopiero później zamierzają sprzedawać, bo nie chcą oddać działki za bezcen.

- Myślałam o sprzedaży, ale na pewno teraz tego nie zrobię. Ile można dostać za działkę w takim stanie? Za grosze jej nie oddam. Po powodzi wszystko było do wyrzucenia. Nie ocalało prawie nic. Miałam sporo drzewek i krzewów. Żal mi bukszpanu, który był piękną ozdobą. Nowego nie kupię, bo po co, powódź może wrócić. Córka namawia mnie żebym nie sprzedawała, chce mi pomóc naprawić straty - mówi Zofia Naparło, wskazując miejsce, gdzie miała alejkę z bukszpanu.

Działkowicze narzekają nie tylko na sporą ilość pracy po powodzi. Denerwuje ich także brak reakcji na uwagi dotyczące zapchanych studzienek.

- Wielokrotnie zwracałam uwagę na ten problem. Niestety, nikt go nie rozwiązał. Może gdyby studzienki działały jak trzeba, straty nie byłyby aż tak dotkliwe - mówi Zofia Naparło.

Oprócz zniszczeń, jakie spowodowała ubiegłoroczna powódź, problemem są też włamania.

- W zeszłym roku miałam zalane działkę i piwnicę w altance, a zimą dzieła dokończyli złodzieje, którzy splądrowali domek - mówi pani Urszula, która ma ogródek na Rudaku. - Dawniej było bezpieczniej.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie