Ustawowe łapu-capu

Ryszard Warta
Ryszard Warta
Senator Piotr Andrzejewski mówi o tsunami interwencji, minister Bogdan Zdrojewski zapewnia, że nawet przez myśl mu nie przeszło, by kontrolować Internet, a pan premier najpierw obiecuje, że jego ludzie jeszcze raz się sprawie przyjrzą, a potem deklaruje już wprost, że kontrowersyjne zapisy z nowego prawa zostaną wyrzucone.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/warta_ryszard.jpg" >Senator Piotr Andrzejewski mówi o tsunami interwencji, minister Bogdan Zdrojewski zapewnia, że nawet przez myśl mu nie przeszło, by kontrolować Internet, a pan premier najpierw obiecuje, że jego ludzie jeszcze raz się sprawie przyjrzą, a potem deklaruje już wprost, że kontrowersyjne zapisy z nowego prawa zostaną wyrzucone. No, premiera tak wyraźnie dystansującego się od propozycji prawnych przygotowanych przez jego własny rząd nie mieliśmy okazji oglądać od zamierzchłych lat 90., gdy ówczesny premier Waldemar Pawlak często stawał w opozycji do własnego gabinetu.

Jaki widać, nowelizacji ustawy o RTV implementującej do polskiego prawa unijną dyrektywę audiowizualną towarzyszy szereg zjawisk przedziwnych a intrygujących. A takich na przykład, że przyjęta przez Sejm nowela miała być szybko „klepnięta” w Senacie, równie szybko - jak się spodziewano - podpisana przez prezydenta i wprowadzona w życie. I nic z tego. Gdy powstawał ten tekst, już było wiadomo, że Senat nie zajmie się nowelizacją w środę, tylko dzień później, że prawdopodobnie senatorowie kompletnie ustawę przemeblują.

<!** reklama>Nie byłoby całego tego zamieszania, gdyby nie zmasowana i najwyraźniej skuteczna akcja lobbingowa branży internetowej. Jej przedstawiciele wskazywali na wady tego projektu. Ich zdaniem na przykład, zamiast znosić ograniczenia administracyjne, nowe prawo - w myśl unijnej dyrektywy - jeszcze je wzmacnia, bo nakłada na właścicieli serwisów internetowych oferujących materiały audiowizualne obowiązek rejestracji w Krajowej Radzie Radiofonii Telewizji. I na to, że nowa ustawa RTV znacząco ograniczy konkurencyjność rodzimego Internetu, bo zgodnie z nowym prawem polskie serwisy będą musiały przyjąć np. obowiązek promowania produkcji europejskiej, podczas gdy zagraniczne serwisy, zwłaszcza pozaeuropejskie, będą od tych serwitutów wolne. Jak ktoś dowcipnie zauważył - w jaki sposób obowiązek spełniać ma serwis poświęcony japońskiej mandze?

Czy oznacza to, że rzeczywiście nowe przepisy nałożyłyby knebel na Internet i oznaczałyby powrót cenzury? - bo i takie głosy z internetowego obozu dało się słyszeć. Knebel i cenzura to przesada, aczkolwiek użyteczna w podgrzewaniu emocji. Nie zmienia to faktu, że rządowe propozycje, jeszcze te sprzed interwencji szefa rządu, są kontrowersyjne i warto było spokojnie przeanalizować wszystkie za i przeciw.

Spokojnie przeanalizować - to dopiero brzmi jak żart, bo przecież nowe prawo wprowadza się szybko, na łapu-capu i byle jakoś to było na ostatnią chwilę. Tu już nawet terminy nie gonią, bo dawno przegoniły. W końcu termin, w jakim Polska miała przyjąć dyrektywę do swego prawodawstwa, minął już dawno, jeszcze w 2009 roku. Taki widać urok ustaw medialnych. Do normalności to one szczęścia nie mają.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie