Woda na ścianie, łzy na twarzy

Robert Małecki
Udostępnij:
Szczęściem w nieszczęściu można nazwać to, że w tym pożarze nikt nie zginął. Ale dramat mieszkańców zaczął się dopiero po ugaszeniu ognia.

Szczęściem w nieszczęściu można nazwać to, że w tym pożarze nikt nie zginął. Ale dramat mieszkańców zaczął się dopiero po ugaszeniu ognia.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167793" sub="Wieczór przykrył rozmiary start w dotkniętym pożarem budynku położonym niedaleko przejazdu kolejowego. Niestety, rankiem słońce nie pozostawiło mieszkańcom złudzeń. Było gorzej niż przypuszczali / Fot. Robert Małecki">Jest środa, tuż po godz. 17. Barbara Dobek wraca piechotą z cmentarza. Jej mąż pojechał odebrać syna, który kończył właśnie korepetycje z języka angielskiego. Dzwoni jej komórka. Czego o tej godzinie może chcieć sąsiadka? Barbara Dobek odbiera telefon i po chwili robi się blada. Jej dom stoi w płomieniach. Syn sąsiadki już po nią jedzie.

W tym samym czasie Wiesław Ząbek wygląda przez okno i natychmiast łapie się za głowę. Budynek sąsiadów, od którego dzieli go tylko ulica, płonie. Dym i języki ognia wydostają się przez dach. Ciarki przechodzą mu po plecach.

W popłochu wybiega z domu. Razem z innymi rzuca się w wir pracy. Wynoszą co tylko się da z zagrożonych pożarem mieszkań. Liczy się każda para rąk do pracy. W takiej chwili nikt nie myśli o zagrożeniu swojego życia.

- Tam było pełno dymu, a na głowę co rusz mi coś spadało. Chyba z dachu. Widocznie płonęła drewniana konstrukcja, od której co jakiś czas coś się urywało – relacjonuje Wiesław Ząbek.

Gdy Barbara Dobek wreszcie dotrze pod dom z płaczem rusza przed siebie. Biegnie, potyka się. Jest zupełnie bezradna. Nagle jej świat runął jak domek z kart. A dym coraz bardziej utrudnia wszystkim pracę, gryzie w gardło i drażni oczy. Ogień zajmuje już większą połać dachu. Nikt nawet nie myśli o tym, że w budynku jest kilka pełnych butli gazowych. Strach pomyśleć, co by było, gdyby ogień zbliżył się do jednej z nich. Na szczęście zapobiegli temu strażacy. Gaszenie pożaru przez osiem zastępów trwało godzinę. Nikt nie zginął. - Ogień nie był łatwy do opanowania, bo zapalił się strych i płonął dach – mówi starszy kapitan Zdzisław Beyer z PSP w Grudziądzu, dowodzący środową akcją.

Strugi wody przelewają się przez mieszkania znajdujące się na parterze. W tym od strony podwórza też. Fragment elewacji domu, po stronie w której mieszka rodzina Dobków jest odnowiony. Małe tuje rosną tuż pod nowymi plastikowymi oknami, daszek nad wejściem wykończony jest lakierowanym drewnem i oparty na dwóch filarach z klinkierowej cegły. Przed domem skład mebli, góra domowego sprzętu i zawartość szaf – dorobek życia Dobków. Mieszkanie od 15 lat przechodziło różne remonty. Ostatni latem. Między innymi wymieniono konstrukcję i poszycie dachu. W środę z dymem poszło więc około 80 tys. zł.

- Najważniejsze, że żyjemy – Barbara Dobek ledwie wstrzymuje łzy. Rozmawiamy w domu brodząc w wodzie. Jest przeraźliwie zimno, ciemno, migają tylko światła latarek. Co chwilę, jakaś sąsiadka podchodzi do właścicielki mieszkania i mocno ją przytula, pociesza. Wtedy tama puszcza, łzy płyną szerokim strumieniem.

W czwartek od rana mieszkańcy spalonego i zalanego wodą domu od bladego świtu obchodzą posesję razem z pracownikami gminy i ośrodka pomocy społecznej.

- Po 2 tysiące wypłacamy im od ręki. Jak będzie dalej wyglądała nasza pomoc, czas pokaże - mówi Andrzej Janke z Ośrodka Pomocy Społecznej Gminy Grudziądz.

Rankiem w świetle słońca dom wygląda tragicznie. - Cały dach jest do rozbiórki, drewniany strop pewnie też - mówi mąż Barbary Dobek, Mirosław. Nie byłoby tego dramatu, gdyby nie lokator prowizorki na poddaszu. Miał tam „westwalkę”, która ogrzewała mieszkanie stworzone z drewnianych płyt i uszczelnione starymi dywanami, kocami. Miał też sporo promili we krwi, kiedy po zaprószeniu ognia zabierała go do Izby Wytrzeźwień grudziądzka policja.

Dobkowie na razie śpią u sąsiadów. Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle inspektorat nadzoru budowlanego pozwoli im z powrotem wprowadzić się na swoje.

Można pomóc

  • Dwie rodziny zajmujące mieszkania na parterze domu muszą od podstaw wyremontować swoje mieszkania.
  • Chętni, którzy chcieliby im pomóc przekazując materiały budowlane (płyty stg, gładzie, drewno, krokwie, itp.), proszeni są o kontakt z naszą redakcją pod nr tel. 56 465 92 65.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie