Wszystko poszło z dymem

Anita Etter
Udostępnij:
Doszczętnie spalone mieszkanie na poddaszu to efekt pożaru, który wybuchł około godziny 19 w niedzielę w kamienicy przy ul. Focha. Wszystko wskazuje, że jedyną ofiarą zdarzenia był kot.

Doszczętnie spalone mieszkanie na poddaszu to efekt pożaru, który wybuchł około godziny 19 w niedzielę w kamienicy przy ul. Focha. Wszystko wskazuje, że jedyną ofiarą zdarzenia był kot.

Od frontu kamienicy przy ul. Focha 10 mieszkają trzy rodziny. Na klatce schodowej wciąż są ślady działalności strażaków. Schody i poręcze pokrywa lód z zamarzniętej wody użytej do gaszenia. Resztki zwęglonych sprzętów i mebli zalegają pod ścianami.

- Nawet nie wiedziałem, że się nasz dom pali. Oglądaliśmy telewizję, córka odrabiała lekcje, a tu sąsiad z domu obok dzwoni i mówi, że widzi dym w naszej kamienicy - relacjonuje Barbara Lepke, mieszkanka parteru. - Wyszliśmy z mężem na podwórze i zobaczyliśmy dach w ogniu. Była godzina 19.19, gdy zaraz zadzwoniliśmy po straż pożarną. Dość szybko przyjechało pięć wozów. Bogu dziękować, że pożar nie wybuchł w nocy, bo nie obyłoby się bez ofiar. Tylko kot chyba się spalił, bo nikt go od wczoraj nie widział.

<!** reklama>Na pytanie o przyczynę pożaru lokatorzy tylko spoglądają na siebie znacząco i mówią krótko.

- Szkoda ludzi i mieszkania, ale myślę, że sami są winni tego, co się stało - dodaje Jerzy Lepke. - Na pewno nie zamknęli drzwiczek od pieca i coś wypadło, gdy nikogo nie było w domu. Pobiegłem wyciągać sąsiadkę z piętra i jej psa. Ledwo zeszliśmy na dół, tak dym gryzł w oczy i płuca. Nie mogłem trafić w wejściowe drzwi.

Mieszkanie na poddaszu spaliło się całkowicie. Wczoraj rano na zgliszcza wrócił pan Sławomir, który mieszkał tu z żoną, synem i córką. Nikt w tej rodzinie nie pracował i sami nie wiedzą, co teraz z nimi będzie.

- Stwierdzili, że zapaliło się od pieca, ale to niemożliwe. Żona paliła w piecu o godzinie 10, potem o 17 wyszła i za dwie godziny wybuchł pożar. Gdy wróciła to już wszystko się paliło - mówi.

Czy rzeczywiście przyczyną pożaru była nieuwaga, a raczej niedbalstwo lokatorów, okaże się po oględzinach i opinii biegłych policyjnych. Gołym okiem jednak widać, że wszystko zaczęło się od pieca. Jedenastu lokatorów kamienicy noc spędziło w bursie szkolnej, ale wczoraj wróciło do domów. Teraz czekają na ponowne włączenie gazu i prądu.

- Ta rodzina mimo niskiego czynszu ma olbrzymie zadłużenie - mówi Zenon Różycki, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Nieruchomościami. - Mają już wypowiedzenie umowy najmu i tak naprawdę żadne mieszkanie im się od nas nie należy. Otrzymają lokal socjalny na ul. Lipowej, a ten wyremontujemy i oddamy innej rodzinie. Kamienica była ubezpieczona.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie