Żużlowa tragedia w Wiedniu. 65 lat temu zginął Zbigniew Raniszewski

Daniel Ludwiński
Daniel Ludwiński
Archiwum
21 kwietnia mija dokładnie 65 lat od tragicznego wypadku Zbigniewa Raniszewskiego. Toruński żużlowiec, w momencie tragedii reprezentujący barwy Gwardii Bydgoszcz, zginął na torze w Wiedniu w meczu reprezentacji Polski.

Na przełomie lat 40. i 50. "Ranicha" był idolem sportowego Torunia. Miał zaledwie 19 lat, gdy w 1946 roku błysnął formą na pierwszych powojennych zawodach na motocyklach przystosowanych rozegranych na nieistniejącym już stadionie przy ulicy Bema. Od tej pory jego umiejętności miały tylko rosnąć. Pod okiem Alfonsa Zakrzewskiego, lidera drużyny TKM-u Toruń, szybko czynił znaczne postępy i w krótkim czasie sam stał się najważniejszą postacią w zespole.

Warto przeczytać

Po kilku latach razem z Bogdanem Gwizdalskim, kolegą z toruńskiego klubu, znalazł się w reprezentacji Pomorza na mecz z Wybrzeżem, który odbył się w Malborku. W tym momencie wyróżniał się już nie tylko w skali miasta, ale i okręgu, a nawet kraju.

Tymczasem polski żużel, podobnie jak cały polski sport, czekała wielka reforma na wzór radziecki. W miejsce normalnych klubów powstały zrzeszenia ze swoimi centralnymi siedzibami. Dawny TKM Toruń został przeobrażony w Gwardię Toruń, natomiast ogólnokrajowa siedziba Gwardii powstała w Bydgoszczy. Aby centralny zespół był możliwie jak najmocniejszy, do Bydgoszczy oddelegowano najlepszych zawodników z innych gwardyjskich sekcji. W tym gronie znalazł się Raniszewski.

Od tej pory kariera "Ranichy" błyskawicznie nabrała rozpędu. Ścigał się już nie na motocyklach przystosowanych, a na prawdziwym żużlowym sprzęcie, zaś Gwardia Bydgoszcz, w której odgrywał bardzo istotną rolę, wywalczyła mistrzostwo Polski. Raniszewski stawał na podium krajowego czempionatu także indywidualnie.

Nic więc dziwnego, że znalazł się w reprezentacji Polski. Niestety, tournée po Austrii skończyło się tragedią. 21 kwietnia 1956 roku na torze w Wiedniu Raniszewski uderzył w betonowe schody znajdujące się praktycznie na torze i zmarł jeszcze tego samego dnia.

Pogrzeb idola fanów żużla, zarówno toruńskich, jak i bydgoskich, zgromadził tysiące osób, które na cmentarzu przy ul. Wybickiego w Toruniu chciały pożegnać swojego mistrza. Dla kibiców, jak i dla rodziny zawodnika, okoliczności tragedii były wówczas nieznane. Dopiero w ostatnich latach światło dzienne ujrzało nagranie wideo z wypadku w Wiedniu, a także dokumenty ze śledztwa. Betonowe schody nie były w żaden sposób zabezpieczone, co stało w sprzeczności z zeznaniami świadków, zeznających, że w newralgicznych miejscach ułożono ochronną słomę. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca, a prawda na ten temat wyszła na jaw dopiero po upływie kilkudziesięciu lat.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie