MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Śmierć w fabryce "Polmleku" w Warlubiu. "Ktoś musiał tutaj zginąć". Dramat był kwestią czasu - mówi po kontroli PIP

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Do śmiertelnego wypadku w zakładzie "Polmleku" produkującym masło w Warlubiu doszło 25 maja. PIP po kontroli mówi, że dramat był tutaj tylko kwestią czasu... Po prawej inspektor Waldemar Adametz.
Do śmiertelnego wypadku w zakładzie "Polmleku" produkującym masło w Warlubiu doszło 25 maja. PIP po kontroli mówi, że dramat był tutaj tylko kwestią czasu... Po prawej inspektor Waldemar Adametz.
W zakładzie "Polmleku" w Warlubiu doszło do tragedii. Z wysokości na beton runął Ukrainiec, który czyścił maszynę. Nie przeżył. - Przy takich zaniedbaniach dramat był kwestią czasu - mówi inspektor pracy.

- W tym zakładzie w Warlubiu pracodawca tolerował niedopuszczalny i ryzykowny sposób czyszczenia maszyn od dawna. W taki sposób jak 25 maja czyszczono je ciągle, co drugi dzień - to zeznali nam pracownicy. Było kwestią czasu, aż dojdzie do dramatu - nie kryje Waldemar Adametz, zastępca okręgowego inspektora pracy w Bydgoszczy ds. nadzoru.

Inspektor Waldemar Adametz: -Z zeznań pracowników zakładu wynika, że w taki sposób - niedopuszczalny i ryzykowny - maszyny czyszczone były w Warlubiu
Inspektor Waldemar Adametz: -Z zeznań pracowników zakładu wynika, że w taki sposób - niedopuszczalny i ryzykowny - maszyny czyszczone były w Warlubiu od dawna i było to tutaj tolerowane. Polska Press

"Padło na Ukraińca"- brzmi brutalne podsumowanie ciągu zaniedbań i dramatu, do którego doszło w Warlubiu. Sprawa jest tym bardziej szokująca, że dotyczy zakładu "Polmleku" - mleczarskiego giganta w Polsce, od którego nie tylko inspekcja pracy ma prawo wymagać najwyższych standardów BHP. Tymczasem te odkryte podczas powypadkowej kontroli szorują po dnie... Tak przynajmniej widzi to PIP.

Sobota w fabryce masła. Ukrainiec bez szans na przeżycie

Masło z Warlubia to od dziesięcioleci już dla wielu nie tylko synonim dobrego smaku, ale i uczciwego, wysokiej jakości tłuszczu. Przez lata produkowane było tutaj pod marką spółki Jagr. Dwa lata temu jednak spółka przejęta została przez mleczarskiego giganta, czyli "Polmlek". Warlubski zakład dołączył do całej grupy fabryk, a formalnie stał się oddziałem "Polmleku" w Grudziądzu.

"Polmlek" to zdecydowany lider i potentat na rynku produkcji mlecznej i nabiałowej w kraju. Jego zakłady produkcyjne rozmieszczone są głównie w Polsce centralnej oraz w województwach zachodnio-pomorskim i warmińsko-mazurskim.
W skład grupy wchodzą również magazyny, zakłady usługowe i atrakcyjnie położone hotele.

Do śmiertelnego wypadku w zakładzie "Polmleku" produkującym masło w Warlubiu doszło 25 maja. PIP po kontroli mówi, że dramat był tutaj
Do śmiertelnego wypadku w zakładzie "Polmleku" produkującym masło w Warlubiu doszło 25 maja. PIP po kontroli mówi, że dramat był tutaj tylko kwestią czasu... Adobe Stock

Mleko, masło, jogurty, kefiry i sery - to najbardziej znane produkty tej grupy. Ale należy do niej nie tylko marka "Polmlek", ale także sokowa "Fortuna" czy serowy "Lacpol". W całej Polsce grupa zatrudnia tysiące ludzi. Czy to wszystko ważne w tej sprawie? Tak. Bo od takich potentatów wymaga się więcej, także w zakresie bezpieczeństwa pracy.

W zakładzie w Warlubiu do tragedii doszło w sobotę, 25 maja, około godziny 10.25. Wypadek wydarzył się na hali produkcyjnej. Jego ofiarą padł Ukrainiec, który wykonywał zarobkowo pracę na rzecz agencji zatrudnienia z siedzibą w Stolnie (powiat chełmiński). Miał 53 lata.

- Poszkodowany wykonywał pracę przy czyszczeniu linii produkcyjnej – elementów taśmociągu. Prace wykonywane były z kosza, który został podniesiony przez elektryczny wózek widłowy na wysokość około 4 metrów -relacjonuje inspekcja pracy.

Nagle ten kosz zsunął się z wideł wózka i z impetem spadł wraz z poszkodowanym na posadzkę hali. Szans na przeżycie nie było. Urazy były tak wielkie, że Ukrainiec zmarł na miejscu.

Inspekcja pracy: "Dramat był kwestią czasu"

To, co podczas kontroli powypadkowej odkryli inspektorzy pracy, może szokować. Gdy rozmawiamy z inspektorem Waldemarem Adametzem kontrola się kończy i PIP nie kryje, że ma poważne zarzuty wobec pracodawcy.

-Z zeznań pracowników zakładu wynika, że w sposób niebezpieczny i ryzykowany czyszczono tutaj maszyny od dawna, co drugi dzień. Było to tolerowane, dopuszczane. I w naszej ocenie tragedia wisiała na włosku; była kwestią czasu - mówi inspektor.

O jakie zaniedbania chodzi? Kosz, którym krytycznego dnia Ukrainiec wzniósł się na wysokość czterech metrów oraz wózek elektryczny wynoszący ów kosz nie były z sobą skorelowane. -W ogóle nie były przeznaczone do tego, by razem pracować, najprościej rzecz ujmując, bez wnikania w techniczne szczegóły. Skąd w ogóle wziął się ten kosz w zakładzie, ludzie nie wiedzieli. Kosz nie był stabilnie zamontowany i kiedyś po prostu musiał spaść. Stało się to 25 maja - mówi inspektor Adametz.

Z relacji pracowników wynika, że takie czyszczenie maszyny na wysokości było uskuteczniane co drugi dzień. Na szybko, bo trwało za każdym razem zaledwie kilka minut. -I było to w zakładzie tolerowane - podkreśla inspektor.

W ocenie inspekcji pracy, krytycznej soboty Ukraińca na wysokości czterech metrów absolutnie być nie powinno. Dlaczego? - Pracownik z agencji zatrudnienia nie ma prawa wykonywać prac szczególnie niebezpiecznych, a do takich należą prace na wysokościach. Do takich prac uprawniony jest wyłącznie pracownik danego zakładu. I to kolejne poważne zaniedbanie przez nas odkryte - podkreśla Waldemar Adametz.

Co będzie dalej? Kontroli towarzyszy śledztwo prokuratury

Kontrolę PIP zakończy protokół, z którego ustaleniami i wnioskami - jak zawsze w takim przypadku - pracodawca ma prawo się nie zgodzić. "Polmlek" będzie mógł zatem wnieść zastrzeżenia do protokołu. Ciąg dalszy procedury to rozpatrzenie ich przez inspekcje itd.

Pojawiły się pogłoski o tym, że zmarły tragicznie Ukrainiec był krytycznego dnia pod wpływem alkoholu. - Tego nie wiemy. Czekamy na wyniki sekcji zwłok - mówi inspektor Waldemar Adametz. I od razu dodaje, że niezależnie od stanu mężczyzny, ustalenia dotyczące zaniedbań w zakładzie poczynione w trakcie kontroli nie tracą mocy. Poza tym, nawet gdyby mężczyzna faktycznie był po alkoholu, to ktoś go w takim stanie do pracy dopuścił...

Ustalenia inspekcji pracy będą ważne dla prokuratury. Jak każdy śmiertelny wypadek przy pracy, także i ten w Warlubiu jest przedmiotem śledztwa. Takie postępowanie prowadzą już policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Świeciu. W jakim kierunku? Standardowym, czyli artykułu 220 Kodeksu karnego - w sprawie niedopełnienia obowiązków, narażających zdrowie i życie pracownika. Za takie przestępstwo grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Ale, uwaga! Wielokrotnie już bywało, nie tylko w Kujawsko-Pomorskiem, że nawet jasno wskazane przez PIP zaniedbania pracodawcy nie kończyły się żadnymi zarzutami karnymi ze strony prokuratury. Jak zatem potoczy się kwestia odpowiedzialności "Polmleku" za majową tragedię, trudno w tym momencie wyrokować. Dla inspekcji jedno jest jednak pewne: nigdy więcej w ten sposób maszyny w Warlubiu czyszczone być nie powinny.

W budownictwie lepiej, za to w przemyśle - wysyp wypadków

Tragedia w warlubskim zakładzie to jeden z wielu wypadków, do których w tym roku doszło w Kujawsko-Pomorskiem w przemyśle i przetwórstwie. Jeszcze dwa-trzy lata temu największym wyzwaniem w regionie było opanowanie sytuacji w budownictwie. Dochodziło do wielu poważnych wypadków m.in. przy budowie nowych osiedli mieszkaniowych. Bywały miesiące, w których dramat gonił dramat.

A teraz? Od początku 2024 roku ("odpukać!") wypadków w budownictwie było niewiele. Tradycyjnie ich kumulacja zdarza się w miesiącach letnich, gdy prace są najbardziej intensywne, a ryzyko wypadku potęgują upal i zmęczenie pracowników. Być może jednak to lato będzie tak samo spokojne na budowach, jak zima czy wiosna.

-Widać pozytywne efekty ogólnopolskiej, trzyletniej kampanii na rzecz poprawy bezpieczeństwa w budownictwie. Kończymy ją w tym roku. To czas wzmożonych, naprawdę intensywnych kontroli na budowach, ale i profilaktyki, programów prewencyjnych - podkreśla inspektor Waldemar Adametz.

Tymczasem w zakładach produkcyjnych i przetwórstwie dzieje się źle. Wysyp wypadków w tej branży trwa od początku roku. Najgorszym jednak miesiącem był kwiecień. Wtedy w Kujawsko-Pomorskiem doszło do największej ilości wypadków.

Śmierć w pracy spotkała w kwietniu młodego mężczyznę, który wpadł (lub wszedł - to jest jeszcze badane) do maszyny tnącej kartony w zakładzie w Rożno Parcele (powiat aleksandrowski). Obrażenia, których doznał, były bardzo poważne: złamanie oczodołów, żuchwy, szczęki, licznych złamań i zmiażdżeń w obrębie twarzoczaszki, urazów głowy. Po kilku dniach zmarł w szpitalu.

W lutym tragedia wydarzyła się w zakładzie produkującym metalowe wyroby w Kruszynie Krajeńskim. Pracownik niósł metalową rurę, którą zahaczył o przewody elektryczne. Zmarł porażony prądem.

Zimą i wiosną nie brakowało też wypadków, których skutkiem były: wciągnięte do maszyn ręce, amputowane palce i inne obrażenia. Czy po kampanii w budownictwie nie przyszedł czas na podobną w przemyśle? -Zobaczymy. Taka decyzja zapada na poziomie Głównego Inspektora Pracy - zaznacza inspektor Adametz.

W przemyśle zawsze było wiele wypadków przy pracy, cięższych i lżejszych. Teraz niepokoić musi jednak to, że dochodzi do nich nawet u najlepszych pracodawców, w zakładach markowych producentów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grecy będą pracować 6 dni w tygodniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowosci.com.pl Nowości Gazeta Toruńska