Zabójca ma znajomą twarz

Redakcja
Dwie tragedie, które wydarzyły się w naszym regionie w czasie ostatnich świąt wielkanocnych przypominają ponurą prawdę z policyjnych statystyk. Zabójca to nie ktoś obcy, czający się w mroku. Sprawcami morderstw zwykle są bliscy krewni.

Dwie tragedie, które wydarzyły się w naszym regionie w czasie ostatnich świąt wielkanocnych przypominają ponurą prawdę z policyjnych statystyk. Zabójca to nie ktoś obcy, czający się w mroku. Sprawcami morderstw zwykle są bliscy krewni.

<!** Image 2 align=right alt="Image 80518" sub="Pod tym blokiem na bydgoskich Bartodziejach znaleziono
w wielkanocny poniedziałek ciało 58-letniej Teresy B. Kobieta prawdopodobnie popełniła samobójstwo. Policja zatrzymała jej męża, podejrzanego
o fizyczne
i psychiczne znęcanie się nad kobietą. / Fot. Tadeusz Pawłowski">Blokowisko w Bydgoszczy. Wielkanocny poniedziałek. Dochodzi 19.00. W oknie na piątym piętrze staje 58-letnia Teresa B. Skacze i ginie na miejscu. Nazajutrz ktoś zapala przed blokiem znicz, policja plombuje drzwi charakterystycznymi białymi paskami papieru. Cały wieżowiec huczy od plotek i domysłów. Za kratki trafia 61-letni Jan B. Prokuratura podejrzewa, że jako sprawca przemocy przyczynił się do samobójczej śmierci żony.

Dwie godziny później, tego samego dnia - łudząco podobne do bydgoskiego blokowisko w Toruniu - 49-letnia kobieta wybiega z krzykiem z mieszkania na parterze. Jej konkubent dopada ją na chodniku przed klatką, zadaje kilkanaście ciosów nożem. Mieszkańcy kilkuklatkowego wieżowca są w szoku. Mówią: - On spokojny, zrównoważony, ona taka dobra. Grzeczni, uczynni, normalni ludzie.

Mimo pozornie różnych motywów, oba zdarzenia w policyjnej statystyce trafią do jednej rubryki: motyw -

nieporozumienia rodzinne.

Na 848 zabójstw ujawnionych w ub.r. aż 262 opisano w ten sposób. Jak przyznają policjanci i prokuratorzy, duża część zbrodni o motywie nieustalonym lub określonym jako „inny”, również rozgrywa się w scenerii domu rodzinnego.

<!** reklama>- Mało kto zdaje sobie sprawę, że do większości zabójstw dochodzi w gronie rodzinnym lub wśród osób dobrze się znających - mówi jeden z bydgoskich prokuratorów i przywołuje sprawę zabójstwa przy ul. Pomorskiej. Doszło do awantury pomiędzy szwagrami, którzy pili alkohol. Sprawca nie umiał później wyjaśnić, o co poszło. Na ciele ofiary ujawniono kilkadziesiąt ran kłutych i ciętych, zadanych kuchennym nożem.

- Najczęściej sądzimy, że bandyta to ktoś obcy, kto przychodzi do nas ciemną nocą - mówi Józef Gotz, psycholog, biegły sądowy. - Niestety, większość zabójstw ma miejsce w rodzinie. Wyjaśnienie jest proste. W rodzinie, po pierwsze, mamy najwięcej dużych napięć emocjonalnych, po drugie, wobec bliskich nie działają żadne hamulce społeczne, które w środowisku zewnętrznym mimo wszystko trochę porządkują nasze zachowania. Na ulicy czy w pracy przestrzegamy różnych nakazów i zakazów, które hamują nas przed szczerą i gwałtowną reakcją. Wobec najbliższych natomiast reagujemy natychmiast

z niepohamowaną emocją.

Puszcza miejska koło Rypina. 41-letni Józef M. zabija swoją żonę i ukrywa jej ciało w wersalce. Podczas dochodzenia wychodzi na jaw, że udusił kobietę, bo chciała od niego odejść.

<!** Image 3 align=left alt="Image 80518" sub="Co rozegrało się za tymi drzwiami na toruńskim Rubinkowie? Motyw zbrodni na razie jest nieustalony. Kobieta wybiegła z mieszkania na klatkę schodową. Dwa razy upadała i zrywała się do ucieczki. Nikt nie zdążył jej pomóc. Konała na chodniku przed wieżowcem. Zmarła w szpitalu. Sprawca uchodzi za spokojnego i grzecznego człowieka. Jego hobby to wędkarstwo. Zadał swojej partnerce 12 ran nożem. / Fot. Jacek Smarz">Bydgoskie osiedle Błonie. Christian K., lat 17, razem z dwoma młodszymi od siebie kolegami morduje swoją matkę zastępczą, 59-letnią Elżbietę S. Motyw do dzisiaj pozostaje niejasny. Nieoficjalny: bo chciała im przerwać imprezę. Po zasztyletowaniu kobiety wojskowym nożem zabójcy zawijają jej martwe ciało w dywan i stawiają w rogu pokoju. Piją i ćpają przez kilka następnych dni, aż nie przerwie im tego policja, zawiadomiona przez sąsiadów.

To samo osiedle. 21-letnia Agnieszka zostaje zwabiona do piwnicy przez swojego sąsiada. Młodszy o rok mężczyzna dusi ją kablem. Dwa dni później wraca z siekierą i dla zatarcia śladów rozkawałkowuje ciało, a następnie wrzuca je w czarnych workach do śmietnika. W swoim bloku zabójca ma opinię spokojnego i nierzucającego się w oczy. Jakiś czas później pisze z więzienia rzewny list do naszej redakcji. Chce, abyśmy go wydrukowali. Tłumaczy w nim, że wszystkiemu winne są... narkotyki.

Toruń, osiedle Rubinkowo. Dariusz S. zadaje swojej matce cios nożem prosto w serce. W mieszkaniu znajduje się dorosłe rodzeństwo zabójcy. Motyw nieustalony. Wiadomo jedynie, że sprawca był uzależniony od narkotyków, od lat przysparzał kłopotów całej rodzinie. Tuż po zabójstwie w jego organizmie wykryto amfetaminę.

Ta sama dzielnica, kilka lat wcześniej. Kryminalista Mariusz P. w trakcie kłótni (nie ustalono jej powodu) chwyta swoją matkę za nogi i wyrzuca przez okno z mieszkania na XI piętrze.

Bydgoszcz. Władysław L. przez kilka dni pije alkohol w domu swojej matki. Przez ten czas znęca się nad nią. Kobieta umiera w męczarniach. Lekarz sądowy nie jest w stanie jednoznacznie określić sposobu, w jaki ofiara została pozbawiona życia.

Inowrocław. Mariusz D. od lat znęca się nad żoną. Ma wyrok więzienia w zawieszeniu i dozór kuratora. Dwa lata po ustaniu kurateli morduje swoją partnerkę, ściąga jej z palców biżuterię, którą zamienia na alkohol, po czym pije przez dwa dni i w końcu popełnia samobójstwo.

<!** Image 4 align=right alt="Image 80523" sub="Piwnica w bloku na bydgoskim Błoniu. Tu dwudziestoletni zabójca rozkawałkował zwłoki swojej sąsiadki. / Fot. Piotr Schutta ">Dla większości tych dramatów areną są przeważnie duże skupiska ludzi - bloki, kamienice, wieżowce. Dojrzewające latami tragedie, jak się później okazuje, są przeważnie publiczną tajemnicą. Wiedzą o nich sąsiedzi, pracownicy pomocy społecznej, policjanci z najbliższego komisariatu, kuratorzy sądowi, sędziowie. Często o ofierze i zabójcy można potem znaleźć sterty dokumentów, rozsiane po rozmaitych instytucjach. Są tam opinie, raporty, zalecenia. Nierzadko sprzeczne z rzeczywistością.

Kurator z Inowrocławia, któremu powierzono pieczę nad Mariuszem D., przez lata pisał uspokajające sprawozdania z dozoru, który w gruncie rzeczy był fikcją. Podsądny robił bowiem, co chciał i nikt nie wpadł na to, by odwiesić mu karę. W przypadku Christiana K. z Bydgoszczy sąd z kolei zignorował wniosek kuratora o umieszczenie nieletniego w ośrodku wychowawczym. Powód: poprawa zachowania stwierdzona w wywiadzie środowiskowym przez pracownika socjalnego. Niedługo po tym doszło do zabójstwa.

Podobnie było w przypadku Teresy B., która w lany poniedziałek wyskoczyła z okna. Próbowała postawić swojego męża przed sądem za wieloletnią przemoc, ale jej się to nie udało. O jej dramacie dobrze wiedziała miejscowa policja. Dziś prokuratura sprawdzi, m.in., czy policjanci i ludzie z instytucji pomocowych zrobili wszystko, by uchronić kobietę przed agresorem.

- Często takie zagadkowe samobójstwa kwitujemy w ten sposób, że ktoś z najbliższych powinien dostrzec sygnały kryzysu w rodzinie. Natomiast gdy mamy do czynienia ze zgłoszoną przemocą w rodzinie, gdy prowadzone są postępowania, to jednak ciężar odpowiedzialności spoczywa na społeczeństwie. Nie możemy powiedzieć, że ta kobieta nie szukała wsparcia. Szukała, tylko że wsparcie okazało się nieskuteczne. Instytucje zajmujące się takimi sprawami też muszą wyciągać wnioski. Takie, że zamiast wszczynania procedur i wypełniania papierów, powinny nieść konkretną pomoc, polegającą na uwolnieniu ofiary od agresji - mówi Józef Gotz, psycholog. Dodaje, że prokuratorskie dochodzenie prawdopodobnie wykaże, iż wszyscy funkcjonariusze i urzędnicy zajmujący się sprawą Teresy B. mają czyste ręce, bo postąpili zgodnie z biurokratycznym porządkiem rzeczy.

Z naszą redakcją skontaktował się sąsiad Teresy B. Twierdzi, że był świadkiem jednej z policyjnych interwencji. Na jego sugestię, by zabrać pijanego męża kobiety, bo może komuś zrobić krzywdę, miał usłyszeć od policjanta: - Co z tego, że pijany? Pół Polski jest pijana.

Kiedy policja, prokuratura i pomoc społeczna okazują się zawodne, gdy miejscowe środowisko zdaje się akceptować sytuację przemocy, wtedy najczęściej zdesperowana ofiara sama próbuje rozwiązać problem poprzez samobójczą śmierć albo przez zgładzenie agresora. - Pamiętam sprawę kobiety maltretowanej przez męża inwalidę. Facet nie miał nóg, poruszał się za pomocą kul - opowiada dochodzeniowiec z Nakła. - Pewnego dnia kobieta nie wytrzymała i pchnęła go. Uderzył głową o beton i zmarł. Kobieta przyznała się do nieumyślnego spowodowania śmierci, ale w trakcie śledztwa okazało się, że mężczyzna zmarł na zawał, a nie od uderzenia w głowę. Być może tak go zaskoczyła reakcja bitej przez lata żony, że serce mu nie wytrzymało.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie