Tylko u nas
zobacz

Polecamy!

Rozwiń
Kobiety, które nienawidzą mężczyzn. RECENZJA SPOD EKRANU -...

Kobiety, które nienawidzą mężczyzn. RECENZJA SPOD EKRANU - "Dziewczyna w sieci pająka"

Mariusz Załuski

Nowości Dziennik Toruński

Kadr z filmu "Dziewczyna w sieci pająka".

Kadr z filmu "Dziewczyna w sieci pająka". ©Materiały promocyjne

O tym, że technologia, którą zmajstrowaliśmy, w końcu nas pożre, parę filmów już powstało. I nie tylko filmów, bo cała kultura masowa się tym karmi od dekad. W czasach komputerowych jest oczywiście prościej, bo łatwo wsadzić do scenariusza jakiś superprogram, który zamiast poręcznym narzędziem czynienia dobrej zmiany, staje się narzędziem zła. No a chęcią zdobycia go łatwo usprawiedliwić każdą filmową ganiankę...
Kadr z filmu "Dziewczyna w sieci pająka".

Kadr z filmu "Dziewczyna w sieci pająka". ©Materiały promocyjne

„Dziewczyna w sieci pająka” to oczywiście ekranizacja kolejnej odsłony serii „Millennium”, napisanej zresztą już nie przez pana Larssona, ale przez pana Lagercrantza, który to wiekopomne dzieło szwedzkiej literatury kontynuuje po śmierci pomysłodawcy. I co? I słabo jest, choć to akurat nie wina Lagercrantza. Bo tak naprawdę „Millennium” miało znakomitą część pierwszą, a potem była już równia pochyła. Zaczęło się od soczystego społecznego kryminału, przypominającego trochę rozbudowany reportaż śledczy, a skończyło na ganiankach w stylu Bonda, doprawionych mętnawą niby głębią. Czytałem książkę Lagercrantza, więc film mnie nie zaskoczył, choć tę głupiutką bondowskość jeszcze w nim podkręcono.

Mamy tu więc znowu Lisbeth Salander - jedną z ciekawszych heroin współczesnego kina, nienawidzącą złych mężczyzn i potrafiącą pokazać patriarchalnemu światu, że dawno powinien zaginąć. Tyle że tym razem Lisbeth śmiga jak krzyżówka Bourne’a z Bondem, dając sobie radę i z rosyjskimi trucicielami, i z ganiającą ją czeredą innych oprawców.



Tymi najgorszymi dowodzi zresztą siostra Lisbeth - i pewnie siostrzane relacje, pełne wzajemnych pretensji, związanych z ojcem-molestantem, miały tu być tą głębią - ale wyszło to dosyć groteskowo. No ale przynajmniej widowiskowość nie zawodzi, więc miłośnicy filmowych petard będą zachwyceni.

Tak więc tym razem wszystko zaczyna się od dylematów pewnego naukowca. Stworzył on superprogram komputerowy, potrafiący opanowywać systemy broni nuklearnej, i sam się tego przestraszył. Wynajmuje więc Salander, żeby odzyskała program i go zniszczyła. Ale parę innych osób ma co do tego programu inne plany. Film koncentruje się na Salander - redaktor Blomkvist, bohater „Millennium”, a jakże, jest, ale tylko jako mało wyraźny pomagier. I tak mówiąc szczerze, gdyby go z filmu wyciąć, nic by się nie stało.

Było w tej opowieści parę motywów ciekawych - jak chociażby tradycyjne media w nowej erze, bo dostojne pismo Millennium przejmuje młodzian w czapeczce, co to ma miliony obserwujących - ale sobie to darowano. Jest w tym wszystkim jednak pewna nadzieja. Kolejny tom autorstwa Lagercrantza, „Mężczyzna, który gonił swój cień” to materiał na zdecydowanie lepszy film. Ba, jakby się ktoś przyłożył, to wyszłoby mu coś prawie tak dobrego, jak „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo