O tym jak bohater powstania styczniowego zginął w bratobójczej walce z torunianami

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
61 pułk piechoty był jedyną jednostką pruską, która straciła chorągiew w wojnie z Francuzami. Ilustracja pokazująca walkę o sztandar pod Dijon pochodzi z broszurki wydanej przez Lambecka na 25-lecie pułku Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Francuskie miasto Dijon kojarzone jest dziś przeważnie z musztardą. O bitwie z 1871 roku mało kto pamięta, chociaż ginęli w niej głównie Polacy. Jedną z jej ofiar był generał Józef Hauke-Bosak, bohater powstania styczniowego, który walcząc za wolność naszą i waszą zginął w bratobójczym starciu z żołnierzami z Torunia.

Dwa tygodnie temu, przeglądając gazety sprzed 120 lat znaleźliśmy notkę dotyczącą obchodów kolejnej rocznicy jednej z najbardziej zaciętych bitew wojny francusko-pruskiej.

„Wczoraj, jako w rocznicę bitwy pod Dijon wywieszono chorągwie na koszarach pułków piechoty nr 21 i 61 - pisała „Gazeta Toruńska” pod koniec stycznia 1898 roku. - Jak wiadomo, w bitwie tej wojska Garibaldiego, walcząc przeciw brygadzie Kettlera, którą dwa pułki toruńskie tworzyły, zadały jej ogromne straty, a nawet pułkowi 61 sztandar odebrały, atoli potem dobrowolnie mu zwróciły. Nazwiska żołnierzy w bitwie poległych umieszczone na tablicach w koszarach, świadczą o tem, że to byli sami Polacy. Polaków też ubito przy sztandarze, gdyż sztandar przechodził szybko z rąk jednych do drugich, bo co chwilę niosący go padali.”

Zobacz także: Kocie piękności na wystawie w Toruniu [ZDJĘCIA]

Flagi pojawiły się na koszarach 21. i 61. pułku piechoty, czyli gdzie? Sformowany w 1813 roku 21. regiment stacjonował pod koniec XIX wieku w koszarach na Rudaku. Większość jednostek pułku 61. kwaterowała natomiast w Forcie Świętego Jakuba i jego okolicach.

Jak to często podczas zaborów bywało, pod Dijon Polacy walczyli i umierali po obu stronach. 21 stycznia 1871 roku padł dowodzący jedną z brygad armii Garibaldiego generał Józef Hauke-Bosak. Bratanek słynnego obrońcy Zamościa z czasów napoleońskich gen. Maurycego Bosaka i przede wszystkim - bohater powstania styczniowego, naczelnik wojsk powstańczych województw krakowskiego, sandomierskiego i kaliskiego. Czy generał nie zginął z ręki jakiegoś toruńczyka?

Nie ma nad czym się zastanawiać, trzeba to sprawdzić. Toruńska prasa poświęcała wojnie francusko-pruskiej sporo miejsca. Pierwsza informacja o bitwie pod Dijon pojawiła się w „Gazecie Toruńskiej” 31 stycznia 1871 roku.

„Depesza francuska urzędowa z Dijon, 23 stycznia wieczorem, donosi o klęsce Prusaków i jakoby pułk 61. pruski został prawie zniszczony przez brygadę Riccottiego Garibaldiego. W potyczce pod Alencon miało poledz 900 Prusaków, rannych było więcej. Pod Dijon Prusacy, wedle raportów starego Garibaldkiego, dotarli na pół godziny drogi. W Dijon mniemano, że Riccotti otoczony, ale ten przebił się, wziął sztandar 61. pułku i jeńców z tegoż pułku zabrał po drodze. Rzecz tę zupełnie wyjaśnił już telegram niemiecki urzędowy”.

Wygląda zatem na to, że toruński pułk stracił sztandar walcząc z oddziałem dowodzonym przez syna Giuseppe Garibaldiego. Podczas wojny jednak pierwsze wiadomości często okazują się nieścisłe. 8 lutego, powołując się na kolejne doniesienia z frontu, a konkretnie relację rannego oficera armii Garibaldiego, „Gazeta Toruńska” podała kolejne szczegóły na temat starcia pod Dijon.

„Ranny opowiadał korrespondentowi, że armia Garibaldzistów jest najkarniejsza z nowych francuskich, liczy w ogóle ze 60.000. Dnia 21 stycznia trzy brygady, Roccotti, Menotti i Bosak, wysunione pod Dijon miały potyczki rekonesansowe i oczekiwały Niemców nadchodzących w 30.000. Dnia 22 nad ranem Niemcy obeszli Riccottiego i chcieli miasto pogrążone we śnie opanować, ale Niemców odparto i w przeciągu dnia z wszystkich pozycyi wyparto, zabierając jeńców. Dnia 23 walka była jeszcze upartsza. Niemcy uderzyli na Pouilly, miasto bombardowali granatami, po walce upartej byli odparci na całej linii z znaczną stratą. Najwięcej ucierpiała brygada Riccotti, o godz. 3 z południa była otoczona prawie zupełnie, ale przebiła się i z pomocą brygady Bosaka zabrała sztandar pułku pruskiego liniowego 61”.

Armia sformowana przez Giuseppe Garibaldiego była jedyną wielką formacją walczącą w obronie Francji, która podczas tej wojny nie poniosła żadnej klęski. Jej trzema brygadami dowodzili dwaj synowie wielkiego rewolucjonisty: Menotti i Riccotti, oraz generał Józef Hauke Bosak. Jak widać, to on właśnie pospieszył z pomocą otoczonej brygadzie Riccottiego Garibaldiego, walcząc przy tym z toruńskim 61 pułkiem piechoty.

**

Zobacz także: Ferie w Toruniu. Jak je spędzić?**

Weteran powstania styczniowego w tym starciu poległ. Informacja o jego śmierci pojawiła się w gazetach najpierw jako pogłoska, później przyszło potwierdzenie. Wszędzie pisano ogólnie, że generał zginął podczas bitwy pod Dijon, jednak przedruk z krakowskiego „Czasu”, jaki pojawił się na łamach „Gazety Toruńskiej” w kwietniu 1871 roku, rozwiewa wątpliwości.

„Adwokat Amberny w Genewie, opiekun dzieci po jenerale Bosaku Hauke, w liście nadesłanym do „Czasu” pisze, że wdowa po jenerale Hauke otrzyma pałasz męża swego, który przy nim znaleziono, gdy poległ pod Dijon. Pan Amberny zrobił bowiem o ten pałasz zapytanie u władz wojskowych pruskich i otrzymał pałasz z listem bardzo uprzejmym szefa sztabu Kettlera. Pałasz ten był w posiadaniu podoficera Baermanna z 61. pułku piechoty pruskiej, który go zwrócił bez żadnej trudności, lecz obok tego w imieniu pułku 61. jenerał Kettler upraszał o odszukanie i przesłanie pamiątek pozostałych przy oficerach 61. pułku, Puttkammerze i Zitzewitzu, poległych pod Dijon - pierwszego 23, drugiego 28 stycznia z rąk Garibaldczyków. Rodziny ich bowiem przywiązują wielką wartość do pamiątek po obu tych oficerach poległych”.

Garibaldi zaczął zbierać wojsko na wieść o klęsce Francuzów pod Sedanem na początku września 1870 roku. Generał Hauke musiał zatem pójść na wojnę znad kołyski syna. Maurycy Józef Hauke przyszedł na świat właśnie w 1870 roku. Całe dorosłe życie spędził w Cannes, był dyrektorem tamtejszej gazowni. Zmarł w roku 1950.

Władze Torunia szukają pomysłu na zagospodarowanie Fortu Świętego Jakuba. Właśnie został ogłoszony przetarg na opracowanie dokumentacji potrzebnej do urządzenia w tym miejscu centrum historycznego. Przy okazji z pewnością warto by było znaleźć w dawnych koszarach 61. pułku piechoty miejsce dla uczczenia pamięci rodaków, którzy podczas zaborów walczyli pod różnymi sztandarami - z przymusu bądź z obowiązku - za wolność naszą i waszą.

Wiosną 1871 roku do Torunia zaczęły docierać wieści o kolejnym walczącym we Francji Polaku.

„Jarosław Dąbrowski, obecnie naczelne dowodzący gwardyą narodową w Paryżu, był kapitanem generalnego sztabu rosyjskiego wojska w Warszawie i duszą spisku pomiędzy wojskowymi przed powstaniem 1863 roku - pisała „Gazeta Toruńska” w kwietniu A. D. 1871. - Wszedłwszy do komitetu centralnego, zajmował w organizacyi przedpowstańczej stanowisko naczelnika miasta Warszawy i został aresztowany w sierpniu 1862 roku. Siedząc w cytadeli warszawskiej ożenił się z panną Piotrowską. Wkrótce wywieziony na Sybir, w drodze z Moskwy umknął o dostał się najprzód do Carogordu, potym do Paryża. (...) Dziś posiada on nieograniczone zaufanie ludu paryskiego. (...) Niemcy uznają Dąbrowskiego za zdatnego i energicznego generała.

Przeczytaj także: Nowe osiedla, bloki i biurowce w Toruniu

Jarosław Dąbrowski zginął 23 maja 1871 roku. Wiadomość o tym dotarła nad Wisłę z opóźnieniem. „Gazeta Toruńska” poinformowała o tym na początku czerwca.

„O śmierci Dąbrowskiego Agence Havas pisze: Dąbrowski nie został rozstrzelany, jak mylnie głoszono. Umarł on wskutek rany, którą otrzymał w walce na Montmartre. Ostatniego wtorku koło 10 rano udawał się na barykady na bulwarze Ornano. Jechał konno w towarzystwie kilku adjutantów. Zaledwie pięć minut znajdował się między obrońcami barykady, kiedy go kula w brzuch trafiła. Natychmiast położono go na noszach i czterech konfederatów poniosło go przez bulwar Magenta do szpitala Leriborsiere. Jenerał wił się na noszach w strasznych konwulsyach, które boleść sprawiła. W szpitalu umarł po dwugodzinnej agonii. Oddając ducha wypowiedział słowa powtórzone nam przez świadka, który sam je słyszał: Tak się umiera, kiedy się jest zdradzonym.”

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie