Obojętność mamy we krwi

Redakcja
Na ulicy leży człowiek. Pierwsze skojarzenie? Pewnie pijany. Wokół mnóstwo ludzi, ale każdy odwraca wzrok. Podobnie reagujemy na widok bójki. Tacy jesteśmy. Znieczuleni.

Na ulicy leży człowiek. Pierwsze skojarzenie? Pewnie pijany. Wokół mnóstwo ludzi, ale każdy odwraca wzrok. Podobnie reagujemy na widok bójki. Tacy jesteśmy. Znieczuleni.

<!** Image 2 align=right alt="Image 170371" sub="- Umierał człowiek, a ja miałem się zastanawiać? Najważniejsze, że się udało, że ten pan przeżył - mówi 23-letni student prawa Artur Gadziomski z Torunia. / Fot. Adam Zakrzewski">Warszawa, luty 2010, przystanek tramwajowy. Policjant Andrzej Struj zwraca uwagę dwóm agresywnym osobnikom, którzy rzucają w przejeżdżający tramwaj kosz na śmieci. Struj jest akurat na urlopie i właściwie, tak jak inni mógłby udać, że niczego nie widzi. Ale to nie w jego stylu. W odpowiedzi zostaje śmiertelnie ugodzony nożem. Jeden z napastników przytrzymuje policjanta, drugi wbija ostrze. Zajście obserwuje sporo osób. Nikt nie spieszy zaatakowanemu z pomocą.

Nikt nie pomógł Talarowi

Łódź, maj 2009, autobus linii 62. Szesnastoletni niepełnosprawny Kamil pada ofiarą dwóch młodych mężczyzn, którzy w obecności kilkudziesięciu pasażerów biją go pięściami, popychają i obrażają. Nikt nie zwraca im uwagi, nikt nie wpada na pomysł, by zawiadomić kierowcę, który zresztą już po zdarzeniu tłumaczy się, że nic nie widział, bo w pojeździe był tłok. Skuteczną interwencję podejmuje dopiero pewien starszy mężczyzna na przystanku, na który bandyci wywlekają chłopca, by dalej się nad nim pastwić.

<!** reklama>Warszawa, kwiecień 2011, kolejka WKD. Dwóch mężczyzn na peronie bije człowieka. Jeden z napastników wskakuje do kolejki, którą podróżuje Henryk Talar. Znany aktor jako jedyny zrywa się i obezwładnia bandziora, choć ten ma za paskiem nóż. Nikt nie kwapi się z pomocą. Jedni się przyglądają, inni odwracają głowy. Artyście udaje się przytrzymać przestępcę do następnej stacji, ale policja się nie zjawia. Nożownik ucieka.

- Musiałem zareagować - aktor powie później dziennikarzowi. W pamięci ma bohaterską smierć Andrzeja Struja.

Toruń, marzec 2011, przystanek autobusowy. Student prawa Artur Gadziomski podczas codziennej przebieżki zauważa na przystanku niecodzienne zgromadzenie. Na ziemi leży 50-letni mężczyzna, kilkanaście osób mu się przygląda. Zastanawiają się, czy jest pijany. Student bez namysłu podejmuje akcję reanimacyjną robiąc sztuczne oddychanie usta-usta. Ludzi z tłumu prosi o pomoc, ale gapiów jakby sparaliżowało. Mają jedynie odwagę robić zdjęcia telefonami komórkowymi. Na szczęście na ratowników medycznych nie trzeba czekać długo. Przejmują 50-latka, który - jak się okazuje - nie jest nietrzeźwy, lecz miał rozległy zawał. Lekarz nie ma wątpliwości. Gdyby nie Artur Gadziomski, mężczyzna by nie przeżył.

<!** Image 3 align=none alt="Image 170371" sub="Tu, w ruchliwej części miasta, w biały dzień, na oczach wielu osób walczył o życie Marcin W. / Fot. Tadeusz Pawłowski">Bydgoszcz, marzec 2011, ruchliwe skrzyżowanie w dzielnicy Szwederowo. Czterech zbirów w biały dzień napada na 30-letniego mężczyznę. Biją go przez kilka minut, kopiąc i rzucając o ścianę. Nie ma szans. Umiera po tygodniu w szpitalu. Katowanie człowieka obserwuje wielu ludzi, ale nikt się nie wtrąca; ani sprzedawcy ze sklepów z naprzeciwka, ani przechodnie, których o tej porze dnia jest tu sporo. Napadniętemu nie tylko nikt nie pomaga, ale też nikt nie chce później składać zeznań. Nagle okazuje się, że właśnie tego dnia przez tych kilka minut skwer cudownie opustoszał. Nikt niczego nie widział i nie słyszał.

- Ludzie boją się jak cholera - nie przebiera w słowach prokurator Leon Bojarski. - Mnóstwo osób to widziało, ale świadków nie ma. To jak mamy skazywać przestępców? Świadek to jest najlepszy dowód w sprawie. Ale nie damy sobie rady, jeśli ludzie nie będą nam pomagać. Nie powstrzymamy tego chamstwa, chuligaństwa i brutalności bez zaangażowania się społeczeństwa.

<!** Image 4 align=none alt="Image 170371" sub="Reporterzy Katarzyna Bogucka i Jarosław Jakubowski sprawdzili reakcje obywateli w sytuacji napadu na kobietę. / Fot. Dariusz Bloch">Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że obowiązek udzielania pomocy reguluje w Polsce prawo i że konsekwencje biernej postawy może ponieść nie tylko funkcjonariusz policji, strażnik miejski czy lekarz, ale też zwykły obywatel, który zamiast zareagować odwraca głowę. Mówi o tym artykuł 162 Kodeksu karnego: „Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Wszyscy się odsuwali

- Kiedy tam dobiegłem, nad leżącym mężczyzną debatowało już jakieś piętnaście osób, ale nikt nie wpadł na to, żeby chociaż zadzwonić na pogotowie. Byłem pierwszym, który to zrobił. Kiedy już ktoś później wykonał telefon, to nie był w stanie udzielić prawidłowej informacji, tylko taką, która wprowadziła dyspozytorkę w błąd - wspomina Artur Gadziomski. Prosił ludzi, żeby mu pomogli w reanimacji leżącego, ale wszyscy się odsuwali. Mówi, że nie po raz pierwszy spotkał się wówczas z taką obojętnością. - Dostałem kiedyś w zęby w Toruniu. Nikt mi nie pomógł.

- Mąż żyje dzięki panu Arturowi. Mamy trójkę dzieci. Jesteśmy mu ogromnie wdzięczni. Nie chcę oceniać tamtych ludzi, którzy się tylko przyglądali - mówi żona uratowanego mężczyzny.

Wobec gapiów z przystanku nikt nie wyciągnął konsekwencji. Prawdopodobnie nikt też nie ukarze ludzi, którzy byli świadkami katowania 30-latka na Szwederowie. Podobnie, jak nie zostali ukarani ludzie obecni przy śmierci policjanta Andrzeja Struja. Jak mówią warszawscy stróże prawa, ta smierć niczego ludzi nie nauczyła. Nie była jednak daremna. To tragiczne zdarzenie było jednym z powodów nowelizacji prawa karnego. Nowe zasady dotyczące ochrony zwykłych obywateli reagujących na przestępstwo weszły w życie 22 marca 2011 roku. Od tej pory bandyta, który zaatakuje interweniującego obywatela, będzie odpowiadał jak za napaść na policjanta. Grozić mu będzie kara do 10 lat więzienia lub w przypadku zabójstwa - wyrok od 12 lat, 25 lat lub dożywocie.

Zdaniem sceptyków, ta zmiana przepisów nie wystarczy, by dodać społeczeństwu odwagi.

Dwoje naszych reporterów kilka lat temu przeprowadziło prowokację w centrum miasta. Wyglądało to jak prawdziwy napad rabunkowy. Mężczyzna podbiega do kobiety, popycha ją, przewraca i ucieka z torebką. Wynik eksperymentu był zaskakujący. Rosłemu napastnikowi odważyli się postawić jedynie mężczyźni w starszym wieku i kobiety.

Wnioski, które wyciągnęli nasi reporterzy, pokrywają się z tym, co mówi student Artur Gadziomski: - Nikt nie chce zareagować jako pierwszy. Każdy patrzy na drugiego i liczy, że ten ruszy z pomocą. I tak wszyscy na siebie spoglądają, ale przecież nie można czekać. Tamten człowiek umierał. To straszliwie wyglądało.

- Mamy takie sytuacje, kiedy są ustaleni świadkowie, udaje się uzyskać od nich ważne zeznania, a po jakimś czasie ci ludzie chcą się wycofać i wszystko odwołać. To samo zresztą dotyczy ofiar przestępstw. Oczywiście, strach jest zrozumiały. Ale ludzie myślą, że jak ulegną sprawcy, jak wszystko odwołają, to przestępca o nich zapomni. Praktyka pokazuje nam, że jest właśnie odwrotnie - mówi prokurator Dariusz Bebyn z Prokuratury Bydgoszcz-Północ.

Każdy cicho na tyłku siedzi

Trzy tygodnie po zdarzeniu na Szwederowie. Nasz reporter rozmawia z mieszkańcami dzielnicy i właścicielami sklepów usytuowanych naprzeciwko miejsca tragedii. Przy okazji przekonuje się, że z każdego ze sklepów jest doskonały widok na bramę, w której został pobity Marcin W. O dziwo, nagle się okazuje, że wszyscy sprzedawcy tego dnia mieli słaby widok przez okno wystawowe: albo siedzieli tyłem do okna, albo stali w takiej części sklepu, skąd nie widać ulicy.

- Niech pan tego nie pisze, bo ja nie chcę mieć kłopotów, ale to wszystko bzdury. Wszyscy to widzieli, ze sklepów i na ulicy, tylko każdy cicho na tyłku siedzi. Ludzie się boją. Taka to chamska dzielnica. Penerstwo łyse cały dzień przed sklepem stoi - opowiada jedna z mieszkanek. Twierdzi, że na nią też napadło dwóch smarkaczy, którzy zerwali jej z szyi łańcuszek. Policji nie zawiadomiła. - A po co? A co to da? Niech przyjadą, niech zrobią tu lepiej porządek.

Na chodniku przed jednym ze sklepów zatrzymuje się mężczyzna w średnim wieku. Zniszczona cera, przepity głos. O ostatnim zdarzeniu nic nie wie, ale może opowiedzieć o tym, jak sam niedaleko stąd dostał butelką w głowę. Po chwili odchodzi i znika w bramie, w której został zmasakrowany Marcin W.

W każdym sklepie ta sama rozmowa, w cukierni, kwiaciarni, aptece, spożywczym, salonie fryzjerskim: - Ja nie widziałam, może inni widzieli.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie