Słodka Emilia z Torunia oskarżona o oszustwo "na pracownicę banku". Przeklina ją liczna grupa oszukanych!

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Słodka Emilia z Torunia oskarżona została o oszukanie 19 osób, ale pokrzywdzonych przez rzekomą pracownicę banku może być zdecydowanie więcej.
Słodka Emilia z Torunia oskarżona została o oszukanie 19 osób, ale pokrzywdzonych przez rzekomą pracownicę banku może być zdecydowanie więcej. Grzegorz Olkowski
- Czujemy się frajerami. My spłacamy kredyty, a ona się śmieje i zmienia samochody - mówią pokrzywdzeni przez Emilię D. Ta trzydziestolatka z Torunia ma już na koncie dwa wyroki za oszustwa. Niebawem stanie przed sądem oskarżona o kolejne, metodą "na pracownicę banku". Poszkodowanych formalnie jest 19 osób, ale wciąż ujawniają się kolejni.

Zobacz wideo: Matura 2023 - szykują się duże zmiany!

Emilia D. ma 30 lat, naprawdę słodką buzię, długie czarne włosy i na koncie już dwa wyroki za oszustwa. Torunianka skazywana była na kary ograniczenia wolności. Tym razem jednak, jak dowodzi prokuratura, ma duże szanse na zdecydowanie surowszy wyrok. Oskarżona została o oszukanie 19 osób, od których wyłudzić miała łącznie kilkaset tysięcy złotych. Rekordzista stracił 160 tys. zł - przekazują śledczy. Proces torunianki ruszy w maju.

Jak działała słodka Emilia? "Nowości" poznały nie tylko ustalenia prokuratury, ale i historie niektórych pokrzywdzonych. Najkrócej rzecz ujmując, torunianka podawała się za pracownicę jednego z banków w Toruniu. Różnymi sposobami (o tym dalej) nakłaniała ludzi do tego, by zaciągali kredyty i przekazywali jej pieniądze. Zapewniała, że nazajutrz je wpłaci z powrotem do banku w ramach odstąpienia od umowy. Ludzie jej wierzyli, bo potem okazywała im na dowód bankowe dokumenty (fałszywe, jak się okazało).

A dlaczego w ogóle przystawali na jej prośby? Mieli w tym interes. Z zaciągniętego kredytu dostawali 10 procent. Dość szybko jednak się orientowali, że zostali zrobieni w konia, bo bank zaczynał wydzwaniać i pytać o spłatę rat. - Zwlekaliśmy ze zgłaszaniem się na policję i do prokuratury, bo po prostu się wstydziliśmy - mówią dziś pokrzywdzeni.

Historia Agaty. Spłaca dwa kredyty: na 22 i 38 tys. zł

Agata znała Emilię w dzieciństwie. Razem bawiły się na osiedlu. Potem ich drogi się rozeszły. W dorosłym życiu Agata odezwała się do koleżanki z piaskownicy po tym, jak ta zamieściła na Facebooku interesujący post. Obiecywała pieniądze, które szykującej się do ślubu Agacie akurat by się przydały.

-Powiedziała mi, że jest pracownicą banku i że brakuje jej udzielonych kredytów do premii kwartalnej. Zaproponowała, że jeśli wezmę kredyt, to podzieli się ze mną prowizją: dostanę 10 procent wartości pożyczki. A ona szybko pieniądze do banku wpłaci w ramach odstąpienia od umowy kredytowej. Zgodziłam się - wspomina Agata.

Nazajutrz razem pojechały do centrum Torunia. Do banku Agata poszła sama. Emilia tłumaczyła, że ona nie może się w pracy pokazać, bo formalnie jest na chorobowym. Tym sposobem Agata sama zaciągnęła pożyczkę w wysokości 22 tys. zł. Pieniądze wraz z dokumentami przekazała koleżance. Ta odpaliła jej obiecaną "prowizję". Po kilku dniach natomiast przekazała Agacie dokumenty potwierdzające wpłatę i odstąpienie od umowy. Wszystko wydawało się ok.

Agata była tak zadowolona, że interes poleciła znajomym z pracy i z bloku. Oni również weszli w układ ze słodką Emilią i pozaciągali identycznie kredyty. I oni szybko dostali "dokumenty z banku" potwierdzające rzekomy zwrot pieniędzy. Dopiero później okazało się, że były to dokumenty podrobione.

Po dwóch-trzech miesiącach Emilia namówiła mnie na powtórkę. Tym razem kredyt zaciągnęłam w innym oddziale banku i już na wyższą sumę, bo 38 tys. zł. Cała reszta przebiegała podobnie jak za pierwszym razem. Aby mnie dodatkowo uspokoić, Emilia przy mnie zadzwoniła do banku. Wyraźnie usłyszałam, że "Agata (tu: nazwisko) nie ma u nich żadnych zobowiązań do spłaty". Wtedy nie wiedziałam, że dzwoniła do zupełnie innej placówki bankowej - ciągnie Agata.

Prawda wyszła na jaw wtedy, gdy bank zaczął wydzwaniać i domagać się spłaty rat. Emilia jeszcze próbowała uspokajać, tłumaczyć, odwlekać... Jedna z osób, które zaciągnęły kredyt po prostu poszła do banku i zapytała o pracownicę Emilię D. Okazało się, że nikt taki tam nie pracuje. -Tym sposobem zostaliśmy z kredytami, a ją mogliśmy już tylko gorzko przeklinać. Mnie co prawda wpłaciła nawet 10 tys. zł na konto, ale przecież do spłacenia mam o wiele więcej - kończy Agata.

Grupa oszukanych na Facebooku wciąż rośnie

Część czujących się oszukanymi poznała się i spotkała. Inni dołączyli do grupy założonej na Facebooku. Słyszymy tutaj, że wciąż odkrywane są nowe fakty związane z działalnością słodkiej Emilii. Pojawiają się kolejne oszukane osoby - z Gdańska i Bydgoszczy.

-Po śledztwie Emilia ma mieć proces. Ci, którzy mają status pokrzywdzonych, dostali już wezwania do Sądu Rejonowego w Toruniu z terminem w maju. Wiemy jednak, że jest całkiem sporo osób, które nie zgłosiły się na policję czy do prokuratury. To np. ludzie ze środowiska kibiców, dla których współpraca z tzw. organami ścigania jest wbrew niepisanemu kodeksowi. Są też ludzie, którzy wciąż się wstydzą albo obawiają konsekwencji, bo jednak wzięli "prowizję" od Emilii - słyszymy.

Co ustaliła prokuratura i o co oskarżyła Emilię D.?

Śledztwo w tej sprawie przez rok prowadziła Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód. Pod koniec grudnia 2020 roku skierowała przeciwko Emilii D. akt oskarżenia do sądu. Zarzuca toruniance przestępstwo oszustwa (art. 286 par. kk), polegające na doprowadzeniu grupy osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w okresie od lutego 2019 do września 2020 roku.

Formalnie poszkodowanych w sprawie jest 19 osób (niektóre przypadki dotyczyły jednak małżeństw). Stracone kwoty? od 1 tysiąca do 160 tysięcy złotych.

-Podejrzana w przeszłości była dwukrotnie karana za oszustwa, na kary ograniczenia wolności. W obecnej sprawie częściowo przyznała się do popełnienia zarzuconych jej czynów - przekazuje prokurator Jarosław Kilkowski, zastępca rzecznika toruńskiej prokuratury.

W trakcie postępowania przygotowawczego Emilia D. nie była aresztowana. Śledczy zastosowali wobec niej wolnościowe środki zapobiegawcze: dozór policji, zakaz opuszczania kraju i poręczenie majątkowe w wysokości 20 tys. zł. Proces toczyć się będzie w II Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Toruniu. Za oszustwo grozi kobiecie od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Bez happy endu

Pokrzywdzeni nie tylko chcieliby przykładnego ukarania Emilii D. Najbardziej pragnęliby uwolnić się od kredytów. Jeśli jednak kiedyś prawomocnym wyrokiem na toruniankę zostanie nałożony obowiązek naprawienia szkody, to po pierwsze stanie się to za dłuższy czas. Po drugie zaś - nie wiadomo, czy kobieta się z niego wywiąże.

Na razie pokrzywdzonym ciśnienie podnosi sam widok słodkiej Emilii. Jedni mijają ją na ulicy. Inni śledzą jej profil na Facebooku. Tam długowłosa brunetka o słodkiej buzi wciąż lekko się uśmiecha. Tajemniczo, niczym Mona Lisa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie