Włodarze finały mieli w...

Jakub Pieczatowski
Sezon ligowy w hokeju na trawie dobiegł końca. Stan liczbowy drużyn z naszego regionu w ekstraklasie, na szczęście, nie uległ zmianie. Choć w pewnym momencie nie było to takie pewne. Jednak Gąsawa w odpowiedniej chwili zaczęła wygrywać, zakwalifikowała się do turnieju barażowego, w którym wraz z Rogowem utrzymała status I-ligowca.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/Pieczatowski_Jakub_(P).jpg" >Sezon ligowy w hokeju na trawie dobiegł końca. Stan liczbowy drużyn z naszego regionu w ekstraklasie, na szczęście, nie uległ zmianie. Choć w pewnym momencie nie było to takie pewne. Jednak Gąsawa w odpowiedniej chwili zaczęła wygrywać, zakwalifikowała się do turnieju barażowego, w którym wraz z Rogowem utrzymała status I-ligowca.

Najlepiej z regionu wypadł Pomorzanin. Torunianie awansowali do finału, w którym, tak jak przed rokiem, nie sprostali zawodowcom z Grunwaldu. Srebrny medal jest i tak wielkim sukcesem ekipy Andrzeja Makowskiego. Szkoda tylko, że w głębokim& poważaniu miały to władze PZHT oraz trener kadry. Żadna z dwóch najważniejszych osób w związku - prezes i sekretarz generalny - nie pofatygowała się na finałowe mecze. Nie było ich w Toruniu, podobnie jak selekcjonera i ściśle z nim współpracującego szefa wyszkolenia. Sytuacja niezrozumiała, grały wszak dwie najlepsze drużyny w kraju, w których składach są kadrowicze. Być może od wizyty na stadionie Pomorzanina wszystkich odciągnęła transmisja „na żywo” w telewizji internetowej. Być może diety związkowe na podróż do Torunia są zbyt niskie i zwyczajnie nie opłacało się, a jechać pociągiem tak wysoko postawionym notablom się nie godzi. Co innego wysłać reprezentację w ponad 30-godzinną podróż koleją na Ukrainę.

<!** reklama>Opuszczenie drugiego spotkania to już jawny brak szacunku dla klubów, zawodników, kibiców i całego środowiska hokejowego. Być na spotkaniu, po którym może nastąpić dekoracja mistrzów, to nie przywilej, to zakichany obowiązek prezesa i sekretarza generalnego. Taki brak taktu jest nie do pomyślenia w innych dyscyplinach. Nie wiem, co się przydarzyło owym panom, bo trener w Poznaniu raczył się pojawić. Może byli umówieni na grilla ze znajomymi, może pojechali na ryby. A jeśli nie pozwoliły im jakieś wypadki losowe, to trzeba było przedstawić stosowne usprawiedliwienie. Tego wymaga przyzwoitość.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
godzie
Wywieść gnojków na taczkach, niech wracają stopem.
Dodaj ogłoszenie