Niezwykły dokument z przedwojennego Torunia w Muzeum Okręgowym [Archiwalne zdjęcia]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Kronika Zygmunta Wojciechowskiego jest bogato ilustrowana. Zdobią ją m.in. niezwykle ciekawe zdjęcia z Archiwum Państwowego w Toruniu, które dotyczą opisywanych w kronice inwestycji.
Kronika Zygmunta Wojciechowskiego jest bogato ilustrowana. Zdobią ją m.in. niezwykle ciekawe zdjęcia z Archiwum Państwowego w Toruniu, które dotyczą opisywanych w kronice inwestycji. Ze zbiorów Archiwum Państwowego w Toruniu
Udostępnij:
Nareszcie! Muzeum Okręgowe w Toruniu zaprasza na pierwsze otwarte spotkanie poświęcone wydanej niemal rok temu "Kronice Elektrowni, Gazowni i Tramwajów", czyli niezwykle ciekawemu dokumentowi opracowanemu przed wojną przez inżyniera Zygmunta Wojciechowskiego.

28 października, godz. 17, dom Eskenów, czyli Muzeum Historii Torunia. Komu dawny Toruń jest bliski, ten powinien się w czwartek przy Łaziennej 16 pojawić, muzeum zaprasza bowiem na spotkanie poświęcone przedwojennej "Kronice Elektrowni, Gazowni i Tramwajów". To będzie pierwsze ogólnodostępne spotkanie dotyczące tego niezwykle ciekawego dokumentu z lat międzywojennych. Przypomnijmy, że jej autor, inżynier Zygmunt Wojciechowski, pracę w Toruniu rozpoczął w 1920 roku. Przez cały czas związany był z miejską spółką odpowiedzialną za gazownię, elektrownię i tramwaje, która miała siedzibę w biurowcu starej gazowni przy ul. Kopernika. W 1938 roku Wojciechowski został wicedyrektorem tego przedsiębiorstwa.

Polecamy

Inżynierowi - kronikarzowi najbliższe były sprawy związane z elektrycznością, Wojciechowski zrobił na przykład kalkulację matematyczno-ekonomiczną i naj jej podstawie stwierdził, że najlepszym środkiem komunikacji miejskiej kursującym po właśnie zbudowanym moście, powinny być tramwaje. Napisał też artykuł na ten temat, który trafił do kroniki wydanej kilka miesięcy temu przez Polskie Zrzeszenie Inżynierów i Techników Sanitarnych.

Kto będzie opowiadał o kronice Wojciechowskiego?

Dokument opracował Robert Kola z toruńskiego oddziału Narodowego Instytutu Dziedzictwa i to on będzie podczas czwartkowego spotkania w muzeum opowiadał o swojej przygodzie z kroniką i jej autorem. A jest to przygoda interesująca, o czym nasi Czytelnicy mieli już okazję się przekonać.

- Kronikę zauważyłem na wystawie „Od duktu do kolei”, jaką kilka lat temu zorganizowało Archiwum Państwowe w Toruniu. Zwróciłem na nią uwagę, ponieważ wcześniej czytałem artykuł Zygmunta Wojciechowskiego o tramwajach, a konkretnie o problemach z wyborem rodzaju komunikacji publicznej przez most w latach 30. XX w. Stwierdziłem, że to jest świetny materiał, doszedłem też do wniosku, że autor i jego „Kronika” zasługują na przypomnienie z okazji setnej rocznicy powrotu Torunia do Polski - wspominał na naszych łamach Robert Kola. - Zacząłem szukać informacji o Wojciechowskim w różnych słownikach biograficznych, jednak nic nie znalazłem. Początkowo opierałem się na dwóch informacjach źródłowych – karcie meldunkowej skąd miałem jego datę urodzenia, informacje o żonie, datę urodzenia ich syna oraz oczywiście dane meldunkowe. Poza tym, w wielotomowej publikacji poświęconej dziejom elektryki polskiej, znalazłem informację, że Wojciechowski ukończył technikum w Winterthur w Szwajcarii. Szukałem po różnych archiwach, jednak niczego więcej nie znalazłem, aż do momentu, gdy podczas wizyty w toruńskim kościele ewangelickim zobaczyłem poświęconą Wojciechowskiemu tablicę. Wtedy się wszystko zmieniło. Wcześniej zakładałem, że był on katolikiem, napisałem nawet do parafii w jego rodzinnym Szydłowcu z pytaniem o jakieś ślady rodziny Wojciechowskich, których rzecz jasna tam nie było. Dzięki tablicy rozpocząłem poszukiwania pod innym kątem, a życiorys Wojciechowskiego zaczął się dopełniać. Zygmunt Wojciechowski był jednym z twórców Polskiej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej, założycielem toruńskiego koła Stowarzyszenia Elektrotechników Polskich, do tego jeszcze dochodzi działalność kronikarska. Okazało się, że był to bardzo aktywny człowiek, o którym dziś w zasadzie nic nie wiemy.

To prawda. Nie wiemy na przykład, co się działo z Wojciechowskim i jego rodziną podczas okupacji. Można się domyślać, że podobnie jak wielu innych członków polskiej parafii ewangelickiej, Wojciechowski był prześladowany. Zmarł 8 grudnia 1946 roku.

- Podejrzewam, że podczas okupacji mógł także stracić syna - mówił "Nowościom" Robert Kola. - Kiedy w toruńskim kościele ewangelickim znalazłem tablicę ku czci Wojciechowskiego, skontaktowałem się z księdzem Jerzym Molinem, byłym proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej, który wspomniał że w biurze parafialnym znajduje się „teczka Wojciechowskiego”. Okazało się, że jest to teczka z dokumentami szkolnymi syna, Gustawa Wojciechowskiego. Dokumenty musiał ktoś przynieść na parafię prawdopodobnie w latach 50., gdy w kościele była wieszana tablica. Moim zdaniem nie jest możliwe, że w sytuacji, gdy człowiek żyje, jego świadectwa wędrowały gdzieś z dala od niego.

Kronika jest kopalnią informacji o Toruniu z pierwszej połowy XX wieku. Można się z niej na przykład dowiedzieć, że zbudowana koło zajezdni tramwajowej toruńska elektrownia, w pierwszych latach istnienia miała dostarczać moc potrzebną do uruchomienia 3000 żarówek węglowych i 16 świecowych. Początkowo napięcie zostało ustalone na 110 woltów, później jednak umowa została zmieniona i spółka, która wybudowała elektrownię, została zobowiązana do zapewnienia napięcia dwa razy wyższego.
Jednym z pierwszych zelektryfikowanych budynków użyteczności publicznej był gmach starostwa powiatowego, czyli dziś główny budynek Urzędu Miasta Torunia. Niedawno wspominaliśmy, że został on oddany do użytku w 1901 roku.

Gdzie i kiedy rozbłysły pierwsze elektryczne latarnie uliczne w Toruniu?

Liczba odbiorców wzrastała bardzo szybko, w związku z czym rzecz jasna elektrownię trzeba było niemal cały czas modernizować i rozbudowywać. Dziesięć lat po uruchomieniu elektrowni, w Toruniu pojawiły się pierwsze elektryczne latarnie uliczne. O tym również kiedyś pisaliśmy, korzystając z doniesień "Gazety Toruńskiej", która wiadomość o pierwszych latarniach jakie rozbłysły na ul. Żeglarskiej, podała w lipcu 1908 roku. Dzięki kronice Wojciechowskiego możemy te elektryzujące wieści uzupełnić - w roku 1908 elektrownia zbudowała na swój koszt na ul. Żeglarskiej osiem lamp łukowych, które później wydzierżawili właściciele domów.

W 1913 roku przy obecnej ul. Sienkiewicza powstała nowa elektrownia, razem z nią uruchomiono również podstację przy Międzymurzu. Zakład odpowiedzialny również za funkcjonowanie tramwajów, otrzymał koncesję ważną do... 31 grudnia 1965 roku. W roku 1914 do sieci przyłączono halę balonową oraz obecny Dworzec Główny, który jednak już wcześniej posiadał własną małą elektrownię. Rok później Zakłady Elektryczne przejęły miejską gazownię. W roku następnym linia wysokiego napięcia dotarła do stacji pomp na Bielanach oraz lotniska...
Interesujące? To dopiero początek spisu ciekawostek, inżynier Wojciechowski skupił się przecież na opisie wydarzeń, których sam był świadkiem.

Gdzie można dostać kronikę Wojciechowskiego?

Kronikę Wojciechowskiego uzupełniają niezwykle ciekawe zdjęcia Torunia z lat 20. i 30., które pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego w Toruniu. Jak już wcześniej informowaliśmy, cyfrową wersję tego dokumentu można znaleźć na facebookowej stronie Kronika Inżyniera Wojciechowskiego. Egzemplarze drukowane trafiły m.in. do toruńskich przewodników, ale ze źródeł dobrze poinformowanych wiemy, że muzeum również posiada kilka sztuk i zapewne kilkoro uczestników czwartkowego spotkania wróci z niego z bardzo ciekawą publikacją o przedwojennym Toruniu.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Ten remont mostu obecnego to parodia, pięciu ludzi pali papierosa . O dotrzymaniu terminu to chyba niema mowy
Dodaj ogłoszenie