Warto przeczytać
Sprawdź

Polecamy!

Rozwiń
Toruń pamięta o Wilnie

Toruń pamięta o Wilnie

Szymon Spandowski

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Toruń pamięta o Wilnie
17 listopada minie 25 lat od rejestracji Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej
Toruń pamięta o Wilnie



17 listopada minie 25 lat od rejestracji Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej


Rozmowa z WIESŁAWEM ŻUROWSKIM, toruńskim przewodnikiem, założycielem Towarzystwa Miłośników Wilna, oraz pierwszym prezesem jego toruńskiego oddziału.


Jesienią 1988 roku wiatr historii w Polsce dopiero zmieniał kierunek. Nie miał Pan problemów z realizacją wileńskiego pomysłu? Skąd się w ogóle wzięła ta idea?


Na UMK pisałem wtedy pracę dyplomową na temat Uniwersytetu Stefana Batorego, bardzo się wtedy Wilnem zainteresowałem.

Sam zresztą pochodzę z Woronian, które leżą nieco ponad 70 kilometrów od Wilna, dziś na terenie Białorusi, a dawniej w powiecie wileńsko-trockim. Po wojnie jechaliśmy stamtąd przez dwa tygodnie pociągiem, razem z krową podróżującą w węglarce. Zainteresowałem się rodzinnymi stronami, a żona zaproponowała, abym założył towarzystwo, zacząłem więc szukać kontaktów. Trafiłem do profesor Iwanowskiej, doktora Wazgirda...


Jak zareagowali?


Entuzjastycznie. Pamiętam, że doktora Ryszarda Dankowskiego, znanego toruńskiego ginekologa, zaczepiłem na poczcie. Zapytałem, czy by się nie zapisał, a on od razu się zgodził. Profesor Marian Kallas, do którego również dotarłem, polecił panią mecenas Lucynę Rutkowską, która napisała statut.


A jak zareagowały władze?


Tak się składa, że 25 lat przepracowałem w Elanie, a wtedy we władzach wojewódzkich zasiadało sporo osób z zakładem związanych. Pozytywna decyzja została zatem wydana bardzo szybko.


Towarzystwo było ogólnopolskie...


Tak, a jego statut przewidywał utworzenie oddziałów kraju. Pojechałem więc do Gdańska, gdzie kontakty miała profesor Iwanowska. Pamiętam spotkanie w klubie „Żak”, na które przyszło tyle osób, że nawet cały hol był zajęty. Kolejny oddział powstał w Olsztynie, następny w Poznaniu, później odezwał się Wrocław, a w Warszawie do Towarzystwa przyłączył się m.in. Bogusław Nizieński. Wszyscy się dziwili, że to w Toruniu właśnie udało się Towarzystwo powołać. U nas zresztą, w Instytucie Fizyki, odbyło się pierwsze walne zebranie jego członków.


Czym się zajmowaliście?


Organizowaliśmy spotkania z ciekawymi ludźmi, związanymi z Wileńszczyzną. Przyjechała na przykład pani Olga Krzyżanowska, która w auli UMK opowiadała o swoim ojcu (Aleksandrze Krzyżanowskim, zamordowanym przez Sowietów komendancie wileńskiego okręgu Armii Krajowej - przyp. red.). Benzyna była wtedy reglamentowana, przyjechała więc maluchem z wielkim kanistrem paliwa. Zaprosiliśmy również Czesława Okińczyca (lidera polonii wileńskiej - przyp. red.), u którego gościłem również w Wilnie.


No właśnie, a jak wyglądały kontakty z tamtą stroną?


Woziliśmy tam książki, między innymi medyczne. Mnie z kolei udało się przemycić kompletny ekwipunek dla księdza potrzebny do odprawienia mszy. Zawiozłem to do Woronian, gdzie się urodziłem.


Dziś już o Wilnie i jego okolicach można już mówić bez problemu...


Ale przypominać o nim trzeba cały czas. Moim zdaniem na przykład na Dworcu Głównym w Toruniu powinna się znaleźć tablica upamiętniająca profesorów wileńskich, którzy przyjechali do Torunia w 1945 roku. Gdyby nie oni, nie byłoby przecież Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Tablicy do dziś nie ma, mam jednak nadzieję, że przy okazji remontu dworca taka tablica się pojawi.


Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo