POLECAMY
QUIZY

Sprawdź się i rozwiąż QUIZ! Jak sobie poradzisz?

Rozwiń
Panoptikon, czyli cud nad Wisłą

Panoptikon, czyli cud nad Wisłą

Jacek Kiełpiński, zdjęcia: Anna Wojciulewicz

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Panoptikon, czyli cud nad Wisłą
Senator RP, wokalista rockowej Butelki, rzecznik uniwersytetu, znana dziennikarka, astronom, optyk, dyrektor teatru, poeta i ponad setka innych torunian pojawiła się na planie filmu Marcina Gładycha. Prawdziwe pospolite ruszenie. Dla Torunia? Czy przeciwko permanentnej inwigilacji?
Panoptikon, czyli cud nad Wisłą

Senator RP, wokalista rockowej Butelki, rzecznik uniwersytetu, znana dziennikarka, astronom, optyk, dyrektor teatru, poeta i ponad setka innych torunian pojawiła się na planie filmu Marcina Gładycha. Prawdziwe pospolite ruszenie. Dla Torunia? Czy przeciwko permanentnej inwigilacji?



Zaczął z grubej rury - wywiesił faszystowską flagę na wieży toruńskiego ratusza.

Rozdzwoniły się telefony - od Urzędu Miasta po komendę policji. Wtedy miał już scenariusz, zaczynał zdjęcia, ale nie miał jeszcze budżetu. Dziś, po półtorarocznych zdjęciach, gdy dopieszczany jest montaż, przyznaje: - Ten film, przy tych pieniądzach, nie powinien powstać, to był cud.


Marcin Gładych, toruński filmowiec, zrealizował wcześniej m.in. „Jadą z Mrożkiem”, dokument o eksperymentalnym przedstawieniu „Emigrantów”, wystawianym przez teatr „Wiczy” w campingowym mercedesie i „Hakerów wolności” o toruńskiej podziemnej „Telewizji Solidarność”, która spędzała sen z oczu Służbie Bezpieczeństwa w połowie lat 80. To właśnie na planie tego ostatniego filmu, gdy część zdjęć realizowano w toruńskim areszcie, powszechnie nazywanym beczką, wpadł na pomysł „Panoptikonu”.


Zagrać w filmie obywatelskim...


Postanowił pokazać pięć scen z historii Torunia - proces filomatów pomorskich w 1901 roku, zakończone aresztowaniami przygotowania do powstania wielkopolskiego w 1918, aresztowania w 1939 roku po wejściu wojsk niemieckich do Torunia, podstępne wyłapywanie AK-owców, łudzonych propozycją współpracy w 1945, na koniec porwanie księdza Jerzego Popiełuszki w 1984 roku i proces jego morderców. Motywem przewodnim jest właśnie charakterystyczny toruński beczkowaty areszt.


- Zasługuje na to, bo to budowla fascynująca - zapewnia reżyser. - Przykład zrealizowanej idei angielskiego filozofa Jeremy’ego Benthama, żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Chodzi o inwigilację permanentną. Więźniowie przebywający w zamykanych pierwotnie tylko kratami celach byli obserwowani przez strażników, znajdujących się w wieży stojącej pośrodku. Jej konstrukcja została tak zaprojektowana, by więźniowie nie wiedzieli, czy w wieży znajdują się aktualnie strażnicy. Nie mogli tego wykluczyć, a więc zachowywali się poprawnie. Nasz film jest o wypaczeniu tej idei, co najbardziej boli narratora, którym jest właśnie Jeremy Bentham, grany przez Pawła Tchórzelskiego.


Poza Tchórzelskim, znakomitym aktorem toruńskiego teatru im. Wilama Horzycy, w filmie zagrało jeszcze kilku aktorów zawodowych. W większości ról obsadzono jednak kompletnych amatorów. Dlatego reżyser nazywa swoje dzieło filmem obywatelskim. - Żadna z osób, której proponowałem rolę, nie odmówiła - podkreśla.


W realizacji filmu pomagało kilkadziesiąt instytucji. Zdjęcia kręcono w znanych toruńskich obiektach, ale też w skansenie w Kaszczorku, nad Drwęcą i w zespole pałacowym w Ostromecku.


Brzytwa w pięć minut


Na potrzeby filmu torunianie wynajmowali ekipie swe mieszkania. Prywatne osoby pomagały w zdobywaniu rekwizytów. Wystarczyło rzucić odpowiednie hasło na Facebooku, np. „szukam zabytkowej brzytwy”. Po pięciu minutach Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK, informował, że posiada takową po dziadku. Potem ta brzytwa zagrała w scenie golenia w celi zajmowanej przez filomatów pomorskich. Senator Jan Wyrowiński w roli najstarszego wśród nich, filomaty mentora, golił nią młodszego kolegę, w tej roli pojawił się Grzegorz Kopcewicz, lider zespołu Butelka, znanego z takich przebojów jak choćby „Nie działa mi dekoder telewizji Trwam”.


- A ja zostałem konspiratorem z 1918 roku - wspomina Marcin Czyżniewski. - To była ciekawa, ale i wymagająca cierpliwości praca. Najtrudniejszy okazał się powrót do domu z planu w jakąś niedzielę. Ludzie idą do kościoła, a ja, taki wymięty, w przydużym pogniecionym płaszczu, wychodzę z „beczki”... O, dzień dobry, dzień dobry, co u pana?


Zadowolony w pełni ze swej roli jest Maciej Karczewski, optometrysta, właściciel salonów optycznych. - Jak ktoś wymyśli tabletki na oczy i okulary nie będą już ludziom potrzebne, to wiem, co będę robił. Kelnerowanie, a dokładnie donoszenie alkoholu w kawiarni „Pod Atlantem”, wychodzi mi świetnie.


Rozmawialiśmy z kilkunastoma aktorami zaangażowanymi w to przedsięwzięcie, także z dowódcami grup rekonstrukcyjnych. Wszyscy mówią o filmie i ekipie wyjątkowo ciepło, a zarazem ze sporym dystansem do siebie.


- Zagrałem starego Żyda w scenie ewakuacji prezydenta Torunia w 1939 roku, bo... chyba nikt nie chciał zagrać starego Żyda - podejrzewa Andrzej Churski, wicedyrektor teatru Horzycy.


- Najwidoczniej mam twarz pruskiego żandarma - przyznaje profesor Jan Hanasz, toruński astronom, znany z opozycyjnej działalności w czasach komuny. To on dokonuje przeglądu prężących się w szeregu dziewczyn z „Sokoła” podejrzanych o współpracę z powstańcami.


Na planie pojawiły się prawdziwe talenty. Tak reżyser ocenia chociażby Natalię Waloch z toruńskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, która jako żona AK-owca odbiera od UB-eka pokrwawioną koszulę, jedyną pamiątkę po mężu.


Idea Benthama wypaczona


Najbardziej zaskakujący dla widzów może okazać się epizod ostatni, czyli porwanie księdza Jerzego. Reżyser zdecydował się przedstawić alternatywną wersję tamtych wydarzeń. W „Panoptikonie” porywacze wywożą księdza i katują w jakimś piwnicznym pomieszczeniu. Na proces czekają jednak oczywiście w „beczce”. I tu się koło zamyka.


Reżyser zamierza wmontować jako przebitki amatorskie nagrania przykładów współczesnej inwigiliacji, np. na stacjach benzynowych, przy bankomatach.


- Chodzi o groźne zjawisko coraz większej zgody na inwigilację - tłumaczy. - A to kompletne wypaczenie idei Benthama. Coś, co miało być stosowane w przypadku kryminalistów, staje się udziałem nas wszystkich.


Premierę zaplanowano na 23 listopada. Odbędzie się ona w kilku instytucjach, lokalach i mieszkaniach prywatnych równocześnie. A potem widzowie... połączą się przez Internet - symbol i instrument inwigilacji w naszych czasach.



Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo