Sąd w Toruniu zapłaci za krzywdy? Matka: "Ten błąd zamienił nam życie w koszmar"

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Po rozwodzie pani Beata stworzyła szczęśliwy związek z panem Jackiem. Na świat przyszedł ich synek. Niestety, błąd sądu zamienił życie rodziny na kilka miesięcy w prawdziwy koszmar...
Po rozwodzie pani Beata stworzyła szczęśliwy związek z panem Jackiem. Na świat przyszedł ich synek. Niestety, błąd sądu zamienił życie rodziny na kilka miesięcy w prawdziwy koszmar... 123rf
Sąd Okręgowy w Toruniu zapomniał przesłać do USC wyroku rozwodowego pani Beaty. Skutki? Koszmarne! Kobieta urodziła dziecko nowego partnera, ale urzędnicy ojcostwo przypisali jej eksmężowi. Teraz pokrzywdzona pozwała sąd... do sądu o zadośćuczynienie za krzywdy.

Zobacz wideo: Tradycyjne dania na Wielkanoc z regionu Kujaw i Pomorza

Niewyobrażalny bałagan, czasochłonne i kosztowne prostowanie nieprawdy oraz stres - to skutki zaniedbania, jakiego dopuścił się Sąd Okręgowy w Toruniu wobec pani Beaty. Z rocznym opóźnieniem, a do tego z błędną datą uprawomocnienia się rozwiązania jej małżeństwa - tak przekazał dokumenty do USC. Tego przynajmniej dowodzi ona i jej prawnik. W marcu br. kobieta pozwała sąd o 19,5 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdy. Oczywiście, od razu wnioskując, by sprawą zajęła się Temida z innego miasta.

Co się wydarzyło? 5 kwietnia 2018 r. uprawomocniło się orzeczenie sądu o rozwiązaniu małżeństwa pani Beaty i jej eksmęża. W terminie siedmiu dni sąd winien był poinformować o tym USC, ale tego nie zrobił. Tymczasem 15 września 2019 roku urodziła synka, którego ojcem jest jej nowy partner. Urzędnicy odmówili jednak zarejestrowania dziecka z danymi prawdziwego ojcami i nadania mu oczekiwanego nazwiska. Synka "przypisali" jej eksmężowi.

- Pani Beata musiała założyć w sądzie sprawę o zaprzeczenie ojcostwa (samo oczekiwane badanie DNA to koszt 1100 zł) oraz wytoczyć sprawę o sprostowanie aktu urodzenia dziecka. Nie mogła ochrzcić dziecka, bo nie chciała tego robić w oparciu o kłamliwy akt urodzenia. Ośrodek pomocy społecznej z uwagi na całą sytuację odmówił jej wypłaty tzw. kosiniakowego i dopiero po naszej prawnej pomocy udało się to wyprostować. Prawowity ojciec dziecka przez cały ten czas pozbawiony był faktycznej władzy rodzicielskiej. Gdyby matka się rozchorowała, np. na koronawirusa, nie mógłby przejąć opieki nad synkiem. Zresztą, błąd sądu komplikacji spowodował jeszcze więcej - wylicza adwokat Mariusz Lewandowski, reprezentujący kobietę.

Sąd winny się nie czuje. Twierdzi, że to matka i prawnik nie dopilnowali swoich zadań. Tymczasem zgodnie z prawem sąd z urzędu (sam) przekazuje do USC prawomocny wyrok rozwodowy, by dokonano zmian w księgach.

Prawomocny wyrok sąd powinien sam przesłać do USC

Pani Beata, mieszkanka niedużego miasteczka pod Toruniem, wyroku rozwodowego w Sądzie Okręgowym w Toruniu doczekała się 5 marca 2018 roku. Od tego orzeczenia wywiedziona została apelacja. Dotyczyła ona jednak spraw okołorozwodowych, a nie meritum, czyli rozwiązania związku małżeńskiego. O tym mówił punkt 1 wyroku.

- Zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego, jeżeli zaskarżono tylko część wyroku, to staje się on prawomocny w pozostałej części z upływem terminu do zaskarżenia. Sam Sąd Okręgowy w Toruniu w toku wymiany korespondencji w sprawie pani Beaty przyznał, że wyrok dotyczący unieważnienia jej małżeństwa uprawomocnił się 5 kwietnia 2018 roku. Zgodnie z prawem, wyrok winien przekazać do USC w terminie 7 dni od jego uprawomocnienia się. Tymczasem uczynił to dopiero po roku, 5 marca 2019 rok! - podkreśla adwokat Mariusz Lewandowski.

Dodajmy, że przesyłając z rocznym opóźnieniem wyrok, Sąd Okręgowy w Toruniu znów czegoś zapomniał. Tym razem nie uwzględnił postanowienia Sądu Apelacyjnego z Gdańska, z 28 czerwca 2018 roku, kończącego sprawę rozwodową pani Beaty.

Walka o prawdziwego ojca

Po rozwodzie pani Beata związała się z nowym partnerem, panem Jackiem. To jego dziecka urodziła 15 września 2019 roku. Oboje doznali szoku w Urzędzie Stanu Cywilnego. Tutaj odmówiono zarejestrowania małego Jasia jako syna pana Jacka. Stan dokumentów i wymogi prawne (przyjście na świat dziecka w 297 dniu po rozwodzie) skłoniły urzędników do wydania aktu urodzenia, w którym jako ojciec widniał eksmąż pani Beaty.

Polecamy

-W celu obalenia domniemanego pochodzenia dziecka pani Beata zmuszona była złożyć do sądu rejonowego pozew o zaprzeczenie ojcostwa. Na sali sądowej musiała znów spotykać się z eksmężem, z którym była skonfliktowana. Do tego wpłacić musiała 1100 zł zaliczki na przeprowadzenie badań DNA (szczęśliwie, ostatecznie do nich nie doszło). Pani Beata wielokrotnie też chodziła wyjaśniać całą sytuację do USC. Dopiero zwrócenie się prawnika do Sądu Okręgowego w Toruniu z pytaniem o datę uprawomocnienia się 1 punktu wyroku rozwodowego (najważniejszego, bo mówiącego o rozwiązaniu małżeństwa) spowodowało, że sąd zauważył swój błąd i przesłał do USC prawidłową datę rozwiązania związku - relacjonuje adwokat Mariusz Lewandowski.

Kolejnymi komplikacjami były: niemożność ochrzczenia małego Jasia (kościół wymaga aktu urodzenia, a rodzice nie chcieli dostarczać kłamliwego), walkę o wypłatę przez MOPS świadczenia "kosiniakowego" (jednorazowe 1000 zł nienależne po rozwodzie, jeśli od ojca nie zasadzono alimentów - tak było przecież tutaj), niemożność nadania synkowi prawidłowego nazwiska po ojcu, wstyd i stres w miejscu zamieszkania pani Beaty i pana Jacka.

Czy Sąd Okręgowy w Toruniu zapłaci za krzywdy?

W marcu br. pani Beata zdecydowała się pozwać sąd o zapłatę. Od SO w Toruniu domaga się łącznie 19.500 zł. Za co? 16.800 zł zadośćuczynienia oczekuje za krzywdy, które spowodował błąd. 2000 zl - tytułem zwrotu opłaty sądowej od pozwu o zaprzeczanie ojcostwa. 2500 zł - tytułem zwrotu wydatków na adwokata. Ten musiał m.in. pomoc w sporządzeniu prawidłowego aktu urodzenia dziecka oraz wznowić postepowanie w sprawie przyznania "kosiniakowego".

Polecamy

Pozew pani Beata złożyła w I Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego w Toruniu. Od razu z wnioskiem o to, by sprawą zajął się sąd z innego miasta, dla bezstronności.

Jak potoczy się dalej ta sprawa? Będziemy śledzili. Na razie Sąd Okręgowy w Toruniu winy po swojej stronie nie widzi.

- Przeciwnie, obarcza odpowiedzialnością pełnomocnika i strony twierdząc, że nie dopilnowały swoich zadań. Tymczasem to tylko sąd może skutecznie przekazać wyrok rozwodowy do Urzędu Stanu Cywilnego. Brakuje tu refleksji nad tym, że opisywane zaniedbanie poważnie na kilka miesięcy skomplikowało ludziom życie. Stąd teraz interwencja w postaci pozwania sądu - kończy pełnomocnik pani Beaty.

PS Imiona rodziców i dziecka zostały w tekście zmienione.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie