MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pan hrabia świętuje, a w Bydgoskie Przedmieście biją pioruny

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Domu Houtermansa i Waltera przy ul. Bydgoskiej. W czerwcu 1904 roku w jedną z wieżyczek uderzył piorun powodując szkody oceniane na 600 - 800 marek.
Domu Houtermansa i Waltera przy ul. Bydgoskiej. W czerwcu 1904 roku w jedną z wieżyczek uderzył piorun powodując szkody oceniane na 600 - 800 marek. Z archiwum Szymona Spandowskiego
Na początku czerwca 1904 roku w Toruniu i okolicach nie było zbyt bezpiecznie. Co prawda deszcze niespokojne nie potargały sadów, w każdym razie gazety z tamtych czasów o opadach nie wspominają, gromy z ciemnego nieba padały jednak często. Jeden z nich poważnie uszkodził przyszły niemiecki konsulat.

Panie Richardzie Thomasie, pan miałeś fabrykę pierników budować, a nie w poszukiwacza skarbów się bawić. Na początku maja 1904 roku, podczas kopania fundamentów na rogu ul. Sukienniczej i Jęczmiennej wykopano srebrne monety i urnę. Pod koniec maja "Gazeta Toruńska", a my 120 lat później w ślad za nią podała, że w tym samym miejscu robotnicy trafili na wielkie ilości kamieni oraz kul żelaznych i kamiennych. Kilka dni później toruńska prasa doniosła o kolejnym odkryciu.

"Znaleziono kilkanaście monet i waz przy kopaniu fundamentów pod nową fabrykę Thomasa" - czytamy w "Gazecie Toruńskiej" z 1 czerwca A. D. 1904.

Polecamy

Co w tym miejscu się znajdowało? Kule i kamienie wskazują na arsenał, lub jakiś podręczny skład amunicji sprzed kilku wieków. Monety, urny i wazy już jednak do tego nie pasują. Tak czy inaczej, Richard Thomas nie mógł powiedzieć, że mu się nie przelewa. W zupełnie innej sytuacji na początku czerwca 1904 roku znaleźli się flisacy.

"Od Silna aż po most żelazny po obu stronach Wisły leżą tratwy, które dla niskiego stanu wody dalej płynąć nie mogą". - informowała na początku czerwca "Gazeta".

Kiedy pojawiły się pierwsze tratwy?

Sezon w 1904 roku w ogóle zaczął się dość późno. Pierwsze tratwy w Toruniu pojawiały się w marcu, tym razem trzeba było na nie czekać ponad miesiąc dłużej. Woda w rzece dość wcześnie opadła, zatem spław drewna na dobre się nie rozpoczął, gdy osiadł na mieliźnie. W ostatnim tygodniu maja 1904 roku - Prusacy w tych rachunkach byli niezwykle skrupulatni - przez graniczną komorę w Silnie przepłynęły 64 tratwy składające się w sumie ze 142.634 sztuk drewna. Jak na tamte warunki to niewiele, zresztą to właśnie te tratwy utknęły między Silnem i Toruniem. Byli jednak i tacy, którym niski stan wody był na rękę.

"Ostatnie części starego mostu na palach przez tak zwaną polską Wisłę zostały już zniesione - donosiła 120 lat temu "Gazeta Toruńska". - Korzystając z niskiego stanu wody ucięto mocne palisady równo z ziemią i po moście nie ma już śladu".

Kiedy i kto zbudował most na Kępę Bazarową?

Przypomnijmy, że most między Kępą Bazarową i kujawskim brzegiem rzeki został zbudowany przez saperów w 1888 roku. Początkowo bardzo solidna konstrukcja służyła nawet do transportu ciężkich dział.

"Lecz już po kilku latach most pomiędzy filarami zaczął się usuwać i nie można było po nim przewozić ciężarów. Kupił go więc magistrat dla użytku pieszych osób. Teraz jednak górna część mostu tak się osunęła, że trzeba go było zupełnie zamknąć" - informowała "Gazeta" w grudniu A. D. 1903.

Polecamy

Co ciekawe, górna część mostu była praktycznie co rok wymieniana. Wiosną drewniane toruńskie przeprawy bardzo często padały ofiarą ruszających lodów, aby więc ograniczyć straty, przed roztopami most był częściowo demontowany. Jak już wcześniej wspominaliśmy, ostatni epizod w dziejach tego mostu rozpoczął się w styczniu 1904 roku.

"Stary most na Wiśle kupił dziś do rozebrania p. Herzberg z Torunia za 3.520 marek" - poinformował wtedy polski dziennik.

Ile miało kosztować zburzenie dwóch gotyckich wież?

Cóż, tak to już w życiu jest, że coś się kończy, a coś innego zaczyna. W czerwcu 1904 roku zakończono prace przy demontażu starego mostu, za to na przyszłym placu Teatralnym rozbiórka miała się dopiero rozpocząć.

"W środę przed południem odbył się tu termin submisyjny w sprawie zdania prac przy zerwaniu dwóch starych wież znajdujących się w pobliżu teatru - czytamy w kolejnym wydaniu "Gazety". - Za prace żądano: Soppart - 600 marek, Roeder - 1000 marek, Janek 1050 mk, Zurawski - 1110 mk i Thobar - 6000 mk".

Oferty były zatem cenowo zróżnicowane, a przetarg zapewne wygrał Georg Soppart, budowniczy i właściciel wielkiego tartaku w rejonie obecnych ulic Wojska Polskiego, Chrobrego i Batorego. Działo się to wszystko wśród grzmotów i padających z nieba gromów, ponieważ pierwsza połowa czerwca była bardzo burzowa.

W które domy trafiły pioruny i jakie wywołały szkody?

"Piorun uderzył podczas czwartkowej burzy w wieżę domu firmy Houterman i Walter przy ul. Bydgoskiej 34 i wyrządził szkody na 600 - 800 marek - donosiła "Gazeta". - Drugi zniszczył w domu Grossera przewód elektryczny".

Piorun spostponował zbudowany w 1896 roku przez firmę budowlaną Houtermans & Walter dom, który w latach międzywojennych był siedzibą konsulatu niemieckiego, zaś po wojnie ogniska muzycznego i przedszkola, które mieści się tam do dziś. Poza tą szkieletową ozdobą Bydgoskiego Przedmieścia, która już w chwili powstania budziła zachwyty, w 1904 roku obaj przedsiębiorcy byli właścicielami budynku przy ul. Parkowej 10 (dziś Konopnickiej 14) oraz składu drewna przy ul. Melliena 63 (dziś Mickiewicza 85).

Co się stało z willą Grossera?

Willa Juliusa Grossera, właściciela firmy brukarskiej, zbudowana według projektu tych samych berlińskich architektów, którzy zaprojektowali kamienicę przy Bydgoskiej 50-52, stała przy ul. Krasińskiego 15a. Młodsi Czytelnicy być może nie pamiętają, to był ten zabytek, który na początku tego wieku kilka razy się palił. Przed jednym z tych pożarów ktoś zadzwonił do Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków z pytaniem o warunki zabudowy dla tej działki, a gdy usłyszał, że przecież to nie jest pusta działka, bo stoi na niej budynek wpisany do rejestru, natychmiast się rozłączył. Konserwator miejski zwrócił się do władz miasta z propozycją przeniesienia budynku, który tak bardzo komuś zawadza, jednak pomysł ten nie zyskał akceptacji ówczesnego prezydenta Michała Zaleskiego. Ostatecznie willę Grossera uratował konserwator zabytków Piotr Tuliszewski przenosząc ją pod Golub.

Polecamy

Na początku czerwca 1904 roku toruńska policja wydała rozporządzenie, zgodnie z którym w soboty od 4 czerwca do 8 października wszystkie sklepy w Toruniu mogły być czynne do godz. 22. Zabiegali o to przede wszystkim właściciele domów towarowych nastawieni na klientów zagranicznych, to znaczy tych, którzy przeważnie po godz. 17 przybywali z imperium rosyjskiego, a konkretnie z Ciechocinka. Jak informowała wtedy prasa, pomimo problemów związanych z wojną rosyjsko-japońską, przygraniczny kurort rozkwitał i cieszył się jeszcze większą popularnością, niż w 1903 roku. Rozkwitało również Ostromecko, gdzie na początku czerwca 1904 roku odbyło się wielkie święto. Miejscowość znajduje się na ziemi chełmińskiej, zatem "Gazeta Toruńska" opisała wszystko w czwartek 9 czerwca w rubryce lokalnej.

Dwaj bracia z Ostromecka

"Zeszłej soboty odbyła się w Ostromecku uroczystość 100-letniego należenia tego majątku do familii Schönborn von Alvensleben - czytamy. - Dnia 4 czerwca 1804 roku kupił ten majątek z rąk polskich ówczesny kupiec i fabrykant mydła Schönborn z Grudziądza i dotąd znajduje się on w rękach tej familii, zamieniony na ordynacyą. W uroczystości w Ostromecku brały udział wysokie osobistości, jak naczelny prezes z Gdańska, prezes regencyjny z Poznania. Z duchowieństwa katolickiego obecny był ks. Döring z Brodnicy. Pan hrabia von Alevensleben na pamiątkę uroczystości ufundował dom przytułkowy dla starych robotników i robotnic ze swojego majątku, bez różnicy wyznania".

Prezesem z Gdańska był Clemens Gottlieb Ernst Delbrück, który od 1902 roku był nadprezydentem prowincji Prusy Zachodnie. Prowincje były podzielone na rejencje, na ich czele stali prezydenci, nazywani również prezesami.

Hrabią, który w tak szlachetny sposób uczcił 100-lecie "należenia" majątku w Ostromecku, był zapewne Joachim von Alvensleben, który po 1920 roku opowiedział się za Polską i bardzo dla odrodzonego kraju się zasłużył. Jego synowie byli natomiast pionierami sportów motorowych. Obaj służyli w Wojsku Polskim, ale w latach 30. starszy Albrecht został niemieckim faszystą, a po wybuchu wojny współpracował ze swoim kuzynem, katem Pomorza Ludolfem-Hermannem von Alvensleben. Drugi syn hrabiego Joachima w szeregach II Korpusu Polskiego walczył o Monte Cassino.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grecy będą pracować 6 dni w tygodniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowosci.com.pl Nowości Gazeta Toruńska