MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Śmierć w Wenecji, czyli tragiczny koniec piłkarza toruńskiego Gryfa

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Narożnik Grudziądzkiej i Szosy Chełmińskiej w latach 70. W prawym rogu zdjęcia widać słup bramy "Wenecji".
Narożnik Grudziądzkiej i Szosy Chełmińskiej w latach 70. W prawym rogu zdjęcia widać słup bramy "Wenecji". Andrzej Kamiński
W lipcu 1933 roku, w okolicy skrzyżowania ul. Grudziądzkiej i Legionów zginął Alojzy Klemens, piłkarz toruńskiego Gryfa. Chwilę wcześniej na niepewnych nogach opuścił restaurację Ogrodu Wenecja, która znajdowała się tam, gdzie dziś stoi gmach Instytutu Fizyki UMK. Zginął od bardzo silnego ciosu w głowę.

W Narodowym Archiwum Cyfrowym jest sporo przedwojennych zdjęć z Torunia. W dużej mierze są to fotografie prasowe, na ogół z archiwum "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Opisy ich są niestety skąpe. Czasami pojawia się data, lista osób uwiecznionych na zdjęciu bywa już luksusem. W czasach bibliotek cyfrowych coraz łatwiej jest te zdjęcia odnaleźć w archiwalnych wydaniach gazet, a co za tym idzie poznać okoliczności powstania.

Polecamy

Po ostatnich takich doświadczeniach możemy stwierdzić, że w roku 1933 Toruń był niemal tak niebezpiecznym miastem, jak Sandomierz w czasach ojca Mateusza. W NAC-u jest bardzo ładne zimowe zdjęcie kamienicy przy Łaziennej 28. Okazuje się, że zostało zrobione w styczniu 1928 roku i stało się ilustracją tekstu o dusicielce, która w tym domu niemal uśmierciła krewną swoich chlebodawców, a po aresztowaniu odebrała sobie życie w celi aresztu na Wałach. Tamtą mroczną historię przypomnieliśmy kilka tygodni temu.

Co się wydarzyło przy ulicy Grudziądzkiej?

Jest tu również zdjęcie kamienicy przy Grudziądzkiej 62, która kilka lat temu ustąpiła miejsca parkingowi. Na jej drugim piętrze, w mieszkaniu wdowy Golusowej, 2 marca 1933 roku doszło do jednego z najgłośniejszych morderstw II RP. Wynajmujący pokój z oddzielnym wejściem lokator zabił listonosza poczty na Mokrem Adama Rypińskiego. Wcześniej chodził na Podgórz i z tamtejszej poczty przesyłał sobie najmniejsze możliwe przekazy pieniężne (1 zł), dzięki czemu dowiedział się, kiedy listonosz roznosi emerytury. Zamordowanemu ukradł ponad 3,5 tysiąca złotych i uciekł do Poznania, skąd jednak później wrócił w karetce więziennej.

Jaką mroczną historię kryje budynek szkoły przy ul. Prostej?

W Narodowym Archiwum Cyfrowym można również znaleźć fotografię szkoły powszechnej przy ul. Prostej. Tu 26 listopada 1933 roku, w sali nr 18 Edmund Kaczyński udusił Marię Kozłowską. Morderstwo było głównym tematem wydania "Tajnego Detektywa", pisma, które podobnie jak IKC należało do medialnego imperium Mariana Dąbrowskiego.

Polecamy

W NAC-u wreszcie jest też ładne zdjęcie bramy ogrodu "Wenecja". Sięgaliśmy po nie bardzo często, ponieważ zanim miejsce to stało się Wenecją, było ogrodem "Wiktoria" - jednym z najważniejszych centrów życia towarzyskiego dawnego Torunia, a także świadkiem niezwykle ważnych wydarzeń. To tutaj m.in. w 1918 roku powstała polska Rada Ludowa. Zdjęć zlikwidowanego w drugiej połowie lat 30. parku, w którego miejscu tuż przed wojną rozpoczęła się budowa gmachu sądu apelacyjnego, dziś Instytutu Fizyki UMK, mamy niewiele. Korzystaliśmy zatem z tej fotografii często. Było ciekawe choćby dlatego, że widoczne na nim betonowe ogrodzenie przetrwało do lat 70. Do głowy nam nie przyszło, że zdjęcie podpisane jako "Brama wejściowa na teren restauracji Ogród Wenecja 1933-07" zostało zrobione przez fotoreportera "Tajnego Detektywa". Co się stało w toruńskiej Wenecji w lipcu A. D. 1933, że wzbudziło to zainteresowanie kontrowersyjnego "Ilustrowanego Tygodnika Kryminalno-Sądowego"?

"W Toruniu przy ul. Grudziądzkiej znajduje się lokal rozrywkowy, który przez dłuższy czas nosił nazwę "Parku Wiktorji" - czytamy w znajdującym się w zasobach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej "Tajnym Detektywie" z 16 lipca 1933 roku. - Obecnie właściciel lokalu zmienił nazwę na bardziej romantyczną, a mianowicie na "Ogród Wenecji". W lokalu tym, gdzie mieści się również sala taneczna i restauracja, schodzą się różni ludzie, którzy za zapracowane w ciągu tygodnia pieniądze "zakrapiają robaka", załatwiając przy tym swoje osobiste porachunki. Czasami używa się ostrych i tępych narzędzi, jak noży, młotków, kamienic itp., któremi antagoniści rozbijają sobie głowy i kaleczą ciała".

Co się wydarzyło w toruńskiej Wenecji?

Tutaj właśnie 8 lipca 1933 roku 8. Kompania z 63. Pułku Piechoty urządziła sobie zabawę. Jak relacjonuje korespondent "Detektywa", wzięło w niej udział również kilka osób cywilnych. Towarzystwo bawiło się doskonale. Do czasu. Cywile podzielili się na dwie grupy, które zaczęły sobie dogryzać, szukając powodu do zaczepki m.in. przy okazji zapraszania do tańca pań. Jak długo w lokalu bawili się żołnierze, tak długo panował względy spokój, ponieważ przedstawiciele wrogich obozów cywilnych obawiali się przejść od słów do czynów. Kiedy jednak Dzieci Torunia pomaszerowały do koszar, w Wenecji wartkim strumieniem popłynął alkohol. Nad ranem obie grupy wstały od stołów i ruszyły ku wyjściu. Przy uwiecznionej na zdjęciu bramie doszło do starcia.

"Na czoło walczących wysunął się znany na toruńskim bruku zawadiaka Władysław Przybylski, bezrobotny pracownik ślusarski, który już w 1931 roku karany był więzieniem za udział w bójce - czytamy dalej. - Przybylski podszedł do chwiejącego się na nogach pijanego 24-letniego robotnika młynarskiego Alojzego Klemensa i po krótkiej wymianie zdań uderzył go pięścią w głowę. Klemens zdążył tylko krzyknąć "O Jezu" i potoczywszy się koło parkanu upadł na ziemię nieprzytomny. Zanim na miejsce wypadku przybył lekarz pogotowia ratunkowego, Klemens wyzionął ducha".

Kim był zamordowany?

Dopiero wtedy towarzystwo miało nieco oprzytomnieć. Ciało Klemensa zostało przewiezione do kostnicy szpitala miejskiego na Przedzamczu, gdzie miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok. "Detektyw" na jej wyniki nie czekał, jego korespondent, powołując się na wstępne oględziny lekarza podał, że Przybylski mógł mieć w ręku jakiś twardy przedmiot, bądź też Klemens, upadając, mógł uderzyć głową w kamień. Początkowo jednak lekarz stwierdził śmierć z powodu nadmiernego spożycia alkoholu.

"Świętej pamięci Klemens był człowiekiem spokojnym, znanym w kołach sportowców footbalistą i członkiem klubu sportowego Gryf - kończy swoją relację korespondent "Tajnego Detektywa". - Rodzina Klemensa twierdzi, iż Przybylski niejednokrotnie odgrażał mu się, że go zabije. Zatem groźbę swą spełnił".

Polecamy

Jak to w przypadku "Detektywa" bywało, tekst jest bogato ilustrowany. Korespondent tygodnika wydobył od rodziny zdjęcie ofiary - legitymacyjne i ostatnie zdjęcie z boiska. Najprawdopodobniej z policji otrzymał fotografię mordercy. Na takie subtelności jak zasłanianie oczu czy utajnianie nazwisk, rzecz jasna się nie zdobył. W odróżnieniu od relacji dotyczącej dusicielki z Łaziennej czy morderstwa w szkole (numeru . poświęconego zbrodni przy ul. Grudziądzkiej nie udało nam się jak dotąd zlokalizować), "Detektyw" nie uraczył swoich czytelników zdjęciem zwłok.

Kogo aresztowała policja?

"Tajny Detektyw" dysponował zdjęciami, jednak dziennikarze lokalnego "Dnia Pomorskiego" mieli więcej informacji. Opis sytuacji do momentu tragedii jest w obu gazetach zadziwiająco podobny. "Dzień" podał jednak więcej szczegółów tego, co działo się później.

"Jak zeznał w śledztwie Przybylski, po wyjściu z restauracji doszło między nim a Klemensem do ostrej sprzeczki - czytamy w "Dniu Pomorskim" z 11 lipca 1933 roku. - Zanim nadbiegli koledzy obydwóch, aby jak zeznali rozdzielić kłócących się, a może żeby wziąć udział w bójce, Przybylski uderzył Klemensa pięścią w skroń. Uderzenie było śmiertelne, Klemens padł bez życia na murawę. Nie pomogły próby cucenia: sztuczne oddychanie i polewanie wodą, do życia już go nie można było przywrócić. Około południa komisja sądowo-lekarska zbadała miejsce tragicznego zajścia. Zwłoki przewieziono do szpitala. Przybylskiego i jego trzech kompanów aresztowano. Tragiczna noc w Parku Wenecji znajdzie swój epilog w sądzie".

Tego epilogu będzie trzeba poszukać. Dzięki "Tajnemu Detektywowi" mamy zdjęcie z miejsca zbrodni oraz fotografie mordercy i ofiary. Przydałyby się jeszcze adresy, tu jednak pojawia się problem. Chociaż Władysław Przybylski był znany na toruńskim bruku, w księdze adresowej z 1932 roku nie ma ani jednego ślusarza o tym imieniu i nazwisku. Co więcej, chociaż Klemensów jest w tej księdze więcej niż Przybylskich, nie ma wśród nich ani jednego Alojzego. Wygląda na to, że panowie nie mieli meldunku w Toruniu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grecy będą pracować 6 dni w tygodniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowosci.com.pl Nowości Gazeta Toruńska