Morderca z ulicy Mickiewicza zatrzymany w grudziądzkiej knajpie [Retro]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Targowisko na placu 23 stycznia, czyli wcześniejszym placu Zbożowym w Grudziądzu. Gdzieś tu znajdował się lokal, w którym policja zatrzymała mordercę z ulicy Mickiewicza w Toruniu. Narodowe Archiwum Cyfrowe
"Czworo rodzeństwa W. Bonina to najzupełniej porządni ludzie. Natomiast brat Ignacy siedzi w więzieniu za szpiegostwo, sam zaś W. Bonin miał różne sprawki na sumieniu" - pisała w 1928 roku toruńska prasa o mordercy z ulicy Mickiewicza.

Grudziądz. Napad na sklep z bronią z tragicznym finałem w Toruniu

Wracamy do kryminalnej historii z ubiegłego tygodnia. Przypomnijmy, że rozpoczęła się ona od obrabowania sklepu z bronią, do czego doszło w Grudziądzu, podczas świąt Bożego Narodzenia w 1927 roku. Jeden ze skradzionych pistoletów trzej złodzieje sprzedali kapralowi Antoniemu Lewandowskiemu ze Szkoły Orląt w Dęblinie, który akurat spędzał święta u rodziców w Grudziądzu. Lewandowski zorientował się jednak, że broń jest kradziona i przekazał ją policji, razem z danymi włamywaczy. Mundurowi zatrzymali jednego rzezimieszka, dwaj pozostali się jednak wymknęli i przysięgli zemstę. Lewandowski potraktował groźbę poważnie, wyjechał z Grudziądza i ukrył się u rodziny swojej narzeczonej przy Mickiewicza 70 w Toruniu.

Bandyci ruszyli za nim. Herszt bandy, Wiktor Bonin, był tak zdeterminowany, że w toruńskim biurze meldunkowym zastawił swój dowód osobisty - nie miał bowiem 50 groszy, aby zapłacić za sprawdzenie adresu rodziny narzeczonej, której nazwisko znał. 2 stycznia 1928 roku pojawił się w mieszkaniu przy Mickiewicza grożąc Lewandowskiemu, że go zabije. Później jednak wyszedł, zaś zaniepokojony młody lotnik, zszedł wspólnie z narzeczoną do sklepu na parterze, skąd zadzwonił na policję i poinformował o przygotowywanym na niego zamachu. Kiedy oboje ze sklepu wyszli, Bonin cicho podszedł do Lewandowskiego od tyłu i strzelił mu w kark. Kapral zmarł kilka godzin później w szpitalu wojskowym, zaś Bonin, ścigany przez przechodniów, pobiegł ulicą Konopnickiej, skręcił w Krasińskiego, gdzie pościg zgubił. Policjantowi, który przybył na miejsce po telefonie Lewandowskiego, udało się zatrzymać drugiego bandytę - Szczepańskiego.

Czy ofiara znała swojego zabójcę?

Ruszamy dalej. Trzeba odnaleźć Wiktora Bonina i wyjaśnić kilka spraw. Dziwne jest chociażby to, że kapral Lewandowski, przekazując policji skradziony pistolet, podał śledczym również personalia złodziei. Musiał ich znać i to dobrze. Jak się okazuje - nawet doskonale.

"Morderca Wiktor Bonin i zamordowany, kapr. Lewandowski byli braćmi ciotecznymi (matka Bonina i matka Lewandowskiego są rodzonemi siostrami) - informowało "Słowo Pomorskie" na początku stycznia 1928 roku. - Bonin pochodzi z inteligentnej rodziny, ojciec jego był nauczycielem. Czworo rodzeństwa W. Bonina to najzupełniej porządni ludzie. Natomiast brat Ignacy siedzi w więzieniu za szpiegostwo, sam zaś W. Bonin miał różne sprawki na sumieniu. Między kuzynami zachodziły często nieporozumienia wskutek tego, że ojciec Lewandowskiego żył w niezgodzie z żoną (siostrą matki Bonina), utrzymując, że jej rodzina to bandyci. Prócz tego Bonin bał się Lewandowskiego przypuszczając, że wie on za dużo o jego sprawkach".

Polecamy

Morderca zatrzymany w restauracji w Grudziądzu

Bonin pozbył się krewniaka, a z miejsca zbrodni udało mu się uciec. Dokąd? Najbardziej prawdopodobne było, że wróci do Grudziądza. Policja również wyszła z takiego założenia, zajęła się więc obserwacją miejsc z Boninem związanych. Ostatecznie udało jej się bandytę zatrzymać, chociaż jak informowały gazety, w ujęciu zbiega pomógł przede wszystkim zbieg okoliczności.

"Wiktor Bonin mianowicie, wspólnie z paroma osobnikami urządził sobie ucztę w pewnej restauracyjce przy ul. Groblowej w pobliżu kina Apollo, w narożnym domu, mieszczącej się w piwnicy, do której schodzi się z ulicy po schodkach - relacjonowało "Słowo". - Gdy przyszło do płacenia rachunku okazało się, że nie ma pieniędzy, wobec czego gospodarz go wylegitymował, a gdy przekonał się, że to jest Wiktor Bonin, o okrop. czynie którego jest w mieście głośno, nie budząc podejrzeń przestępcy powiadomił policję.
Z komendy natychmiast przybyło trzech posterunkowych policji mundurowej oraz policja śledcza. Policjanci wkroczyli na salę z dobytemi rewolwerami i zakomenderowali: Ręce do góry! Bonin bronić się nie usiłował i został ujęty.
Znaleziono przy nim brauning naładowany siedmioma kulami. Okazuje się, że przestępca miał zamiar zabić kilku funkcjonariuszów i sam sobie życie odebrać, szczęściem policji udało się go wcześniej aresztować".

Zatrzymany został przesłuchany. Motywy podał takie, jakie wcześniej udało się ustalić: bał się, że Lewandowski poinformuje policję o jego wcześniejszych występkach, a poza tym z kapralem i jego bliskimi miał na pieńku. Rodzina Lewandowskiego uważała Bonina za człowieka upadłego, czemu często miała dawać publiczny wyraz.

Co zeznał Wiktor Bonin?

Do Torunia Wiktor Bonin wrócił pod koniec lipca 1928 roku. Miasto przygotowywało się wtedy do otwarcia wielkiej wystawy ogrodniczo-przemysłowej. Bramy specjalnie w tym celu wzniesionej hali na Bydgoskim Przedmieściu otworzyły się 28 lipca. Dwa dni później przed Wiktorem Boninem otworzyły się natomiast drzwi toruńskiego Sądu Okręgowego. Trybunałowi przewodniczył dyr. Piasecki, oskarżał prokurator Niklewski. Oskarżonych, bo poza mordercą na ławie zasiadł także jego kompan, Adam Szczepański, broniło z urzędu dwóch aplikantów sądowych Baszkowski i Popiel. Rozprawa trwała cały dzień, sąd przesłuchał 20 świadków i kilku lekarzy rzeczoznawców. Prokurator zażądał dla Bonina kary śmierci.

Polecamy

Bonin, z zawodu zegarmistrz, miał w chwili procesu 23 lata. Był już kilka razy karany za kradzieże, oszustwa i sfałszowanie dokumentów. Jego o dwa lata młodszy kompan był piekarzem. On również miał już bogatą kartotekę, był zresztą policyjnym konfidentem. Oskarżeni tłumaczyli, że w styczniu przyjechali w ślad za Lewandowskim, aby pożyczyć od niego pieniądze na adwokata, chwili zabójstwa żaden z nich nie pamiętał.

Co ustalił sąd?

Sąd ustalił, że Bonin dał Lewandowskiemu dwa ze skradzionych podczas świąt pistoletów z prośbą o ich oczyszczenie. Lewandowski, który czytał o kradzieży w gazecie, skojarzył fakty i powiadomił policję. Bandyci, którzy wymknęli się funkcjonariuszom, zwołali naradę. Po kilku wódkach Bonin stwierdził, że za zdradę "Antka zakropi", zaś Szczepański mu przyklasnął mówiąc, że tak będzie honorowo. Następnie Szczepański zgłosił się do Lewandowskich wzywając młodego lotnika na plac Zbożowy, gdzie na kaprala miał czekać jakiś sierżant.

Ojcu Lewandowskiego wydało się to podejrzane, więc zamiast na plac Zbożowy, skierował syna na dworzec zaopatrując go w bilet do Torunia. Lewandowski na Mickiewicza 70 dotarł 29 grudnia 1927 roku. Ścigający go bandyci dotarli do Torunia via Chełmża 1 stycznia. Ciąg dalszy znamy, z tym że podczas procesu okazało się, iż Bonin strzelił do Lewandowskiego nie raz, ale trzy razy. Dwa razy jednak chybił.

Warto zobaczyć

"Pierwszy jako świadek zeznawał szofer Stemiński, który krytycznego dnia stał autem na narożniku - relacjonowało rozprawę "Słowo Pomorskie". - Świadek zeznał, że zauważył dwóch osobników, z których każdy stał w innej bramie, ale w ten sposób, że jeden drugiego dobrze widział. Po chwili wszedł jakiś cywilny z kobietą do sklepu, co zwróciło uwagę czatujących i gdy za chwilę para ta ze sklepu wyszła, jeden z osobników podbiegł z tyłu i oddał trzy strzały. Osobnik ten, za którym świadek pobiegł, poleciał w ul. Konopnickiej, a drugi oddalił się w innym kierunku. Gdy nadbiegł policjant udali się za drugim osobnikiem i na ulicy poznał oskarżonego Szczepańskiego, którego aresztowano".

Zbliżamy się do końca? I tak i nie. Toruński sąd wydał wyrok 30 lipca 1928 roku, ale jego werdykt historii nie zakończył. Przed nami jest jeszcze jedna rozprawa i ucieczka z pociągu... Do przeczytania za tydzień.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie